SFD.pl - Sportowe Forum Dyskusyjne

Wyszukiwarka

Znalezione pod frazą:

c

  • Ernie Taylor.

    Post
    Z archiwum kulturystyki

    A co kogo obchodzi czy bil olej czy nie?? Bo nie rozumiem?? Zrobil to bo chcial i ****a nam do tego. Moze jedzmy tez wszystkich za kox!! Bo to przciez BEE. E.uznal ze mimo towaru dalej nie wygladal ok to poszedl krok dalej jego sprawa Ilu na scenie tez jest na syntholu? bog wie... tyle ze nie rzucaja sie tak w oczy... Jego lapy, jego sprawa, swoje zrobil i osiągnąl to co osiągnąl. Nasze pierdo.lenie(wyrazanie wlasnej opini) lata mu pewnie kolo dupy... a sprawia ze jeszcze dluuugo bedzie o nim glosno:) Zmieniony przez - C.I.C.H.Y w dniu 2009-01-18 13:25:49

    Odpowiedzi: 63 Ilość wyświetleń: 19826 Data: 1/18/2009 1:22:53 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Castle Malbork Triathlon Jak to się zaczęło Równo rok temu postanowiłem że, wystartuję w Castle Malbork triathlon na dystansie długim. Opłatę startową wniosłem już w grudniu a plan pobytu wraz z rezerwacją noclegu ułożyłem w lutym. Logistycznie wszystko miałem zaplanowane jeszcze zimą. Wszystkie starty sezonu 2016 dobierałem pod kątem tej jednej imprezy i żadne z zawodów nie były przypadkowe i tak połówkę w Jacni robiłem na przetarcie przed sezonem, był to start zwięczający przygotowania objętościowe do sezonu. Kolejne 5 tygodni poświęciłem na łapanie szybkości krótkotrwałych czego kulminacją były 2 starty na krótszych dystansach tj. 1/4 w Białce oraz 5150. W kolejnym okresie 4 tygodni skupiłem się na rozbudowanie wytrzymałości szybkościowej. Etap ten miał przygotować mnie do 1/2 IM w Nieporęcie i to ten start wraz z Malborkiem były startami A+. Liczyłem tam na dobry wynik. Rezultat był niezły ale poniżej możliwości, popełniłem kilka błędów w ostatnim tygodniu przed imprezą i nie byłem do końca zregenerowany przystępując do niej dodatkowo pływanie okazało się bardzo słabe w moim wykonaniu. Była to druga i ostatnia połówka w sezonie a na dodatek nie udało się złamać 5 godzin co było jednym z celów sezonu i nie będę tłumaczył się tym że, trasa była dłuższa itd., oficjalnie 5 godzin nie było i koniec. Po Nieporęcie nie pozostało mi nic innego jak dodać objętości kosztem mniejszych intensywności a jedyną sztuką w planowaniu tego okresu było zrobienie go tak aby nie stracić zbyt wiele z szybkości a poprawić się wytrzymałościowo, przyzwyczaić ciało do długich godzin które będą czekały mnie podczas startu. Okres przed Malborkiem podzieliłem na 2 tygodnie mocno po 20 godzin treningu w tygodniu, 1 tydzień regeneracji i kolejne 2 tygodnie mocno ze sprintem na koniec. Na start w Kozienicach zdecydowałem się nie po mojemu bo zaledwie miesiąc przed. Na tydzień przed dystansem długim wystąpiłem na olimpijce w Kraśniku i był to strategicznie bardzo ważny start, który miał mi dać odpowiedz na co mogę liczyć w Malborku. Start wyszedł dosyć dobrze i pełen optymizmu przystąpiłem do tygodnia totalnej regeneracji. W tygodniu tym wykonałem dokładnie 2 x 60 min roweru, 70 min biegu rozbitego na 2 treningi i jedno pływanie na basenie 45 minut. 2 dni z tego tygodnia były dobami bez żadnego treningu. Liczyłem na to że, solidnie odpocznę przed startem a starty w Kozienicach i Kraśniku dadzą bodziec ciału do utrzymania poziomu wytrenowania. Okres po Nieporęcie przebiegał świetnie, bez żadnych większych problemów zdrowotnych, trenowałem dużo i na dobrych prędkościach, dzięki zakupionemu pomiarowi mocy określiłem moc jaką chciałbym dysponować podczas startu i dużo trenowałem na takiej właśnie wartości (190-200W). Chcąc zminimalizować ryzyko wystąpienia urazów postanowiłem niemal wszystkie biegi wykonywać po trawie a długie wybiegania po lesie. Moje stawy, głównie kolana bardzo źle znoszą długie bieganie po asfalcie a dodatkowo, chciałem zabić monotonię jaka następuję gdy biegam po 5,00 i wolniej. Robota została zrobiona nie pozostawało nic innego jak jechać na zawody i zrobić wynik na miarę aktualnych możliwości. Przed startem Ostatni tydzień minął bardzo szybko, zanim się obejrzałem a już musiałem przygotowywać rower do startu. W piątek rano skończyłem nocną zmianę, spakowałem wszystkie graty, przygotowałem jedzenie i przed 13stą wyjechałem do Malborka. Po drodze musiałem zajechać do sklepu po żele których wcześniej nie kupiłem. Pod hotelem byłem po godzinie 20 stej. Na sobotę zaplanowałem 1 trening biegowy i było to 5km truchtania w okolicach zamku, strefy zmian. O 15 wstawiłem rower do strefy a o 18stej udałem się na odprawę przed startową i makaron, drożdżówkę oraz piwo bez alkoholowe serwowane w ramach pasta party. Pływania po Nogacie nie udało się zrobić, zabrakło czasu. Wiedziałem że trening ten był bardzo ważny bo ostatnie pływanie robiłem w środę i może brakować czucia wody, trudno tak wyszło. Wszystko przebiegało sprawnie i wedle planu, w niedzielę wstałem o 4,00 bez większych problemów. Toaleta, stoperan, jedzenie, ubranie się i wyjście. Przed zawodami nigdy się nie stresuje a wynika to z prostego powodu, przyjeżdżam na start zrobić to co trenuje, nic tu nie wyczaruje, tempa zostały wypracowane setkami godzin treningu, robię swoje. Na forum nie mówiłem głośno o czasie jaki chcę zrobić albo inaczej na co mnie stać co wynikało z szacunku do dystansu (w końcu to debiut i nie jest to „jakaś” połówka). Cel minimum ukończyć a na co mnie stać? Kalkulowałem prosto pływanie 1,20 + 5 min strefy zmian T1, T2 (nie wiedziałem że są tak długie) + 5,20 rower + 3,30 bieg co daje wynik w okolicach 10h 15min i taki wynik jestem w stanie osiągnąć na chwilę obecną ale przy warunkach laboratoryjnych. Biorąc poprawkę na to ze, to nie laboratorium cel maximum to 10’30’’. Scenariusz pływania był taki, płynę tak żeby się nie zmęczyć, najlepiej jedno kopnięcie na jeden ruch ręką. Rower tu sprawa jasna, 190-200W. Bieg trzymam tempo poniżej 5,00 tyle ile będę w stanie bo tempo spadnie więc lepiej zacząć od lepszego żeby mieć zapas na później. Jedyna rzecz o jaką się martwiłem to odżywianie, dystans nie w kij dmuchał, jeść trzeba a ja łatwo dochodzę do problemów żołądkowych -). Tyle miałem zmartwień czysto startowych, więcej było treningowych bo rodziło się wiele znaków zapytania np. nigdy nie przebiegłem maratonu, nigdy nie zrobiłem 180 km rowerem z 4 km pływania już lepiej. O ile kolarsko się zbytnio nie martwiłem bo wyjeżdżeń 150 km w ostatnich tygodniach miałem, o ile się nie mylę 6 więc coś tam się jeździło a i na średnich po 32 też było, a z bieganiem wyszło 1dno wybieganie 30 km ale w całym roku biegów w przedziale 20-24 km miałem tyle że ich nie zliczę. Tak naprawdę liczyłem na to że wybieganie w terenie 30 km to jak dobry maraton (przy zachowaniu tempa) i tego się trzymałem. Mogłem robić biegi dłuższe ale skok długości pojedynczego treningu za bardzo by obciążył moją regeneracje. Wracając do samego startu, udałem się do boksu, przymocowałem bidony, napompowałem koła. Pogoda miała być praktycznie bezwietrzna a o 12stej miało zacząć padać. Zrezygnowałem z wieszaków i worków z prostego powodu strefa T2 zajęła by mi dobre 3 minuty dłużej. Buty, skarpetki i daszek schowałem do reklamówki na wypadek deszczu i umieściłem w kuwecie. Spiker zaczął odliczać koniec czasu na strefę, dochodziła 5,30 więc poszedłem zakładać piankę. Szybko, sprawnie i miałem ją na sobie. O 5,45 mieliśmy być przy wejściu do wody ale już nie można było do niej wchodzić więc z rozgrzewki w ogóle zrezygnowałem (nie zrobiłem żadnej) a pozostały czas przeznaczyłem na toaletę, na zapas, stoperan łyknąłem też na zapas, to już 3ci. Start Poszedłem na start, wszyscy już stali w kolumnie, melodia jakieś pieśni rycerskiej, może krzyżackiej (na pewno to nie Bogurodzica -) ), nie wiem ale klimatycznie. Założyłem czepek, okularki i spostrzegłem że prawie nic w nich nie wiedzę bo są przyciemniane (zonk), przyzwyczaiłem się że startuje w słońcu i widać w nich pięknie. Słońce miało być ale w prognozach z przed 2 dni. Innych sprawdzonych okularów nie mam więc i tak nie miałem wyjścia, muszę tak płynąć. Weszliśmy do wody, miała 21 stopni, ciepła. Naczytałem się przed rokiem że, woda brudna i śmierdzi ale czy ja wiem, pływałem w gorszych (Nieporęt), nie było tak źle albo było, tylko po ciemku i nie widziałem. W wodzie rozpoznał mnie jeden z zawodników, był w Kraśniku i mnie kojarzył, ja jego nie ale chwilę pogadaliśmy. Podpłynąłem pod słup mostu, podryfowałem tak do sygnału startowego, bum i ruszyliśmy. Zacząłem spokojnie, nie rwałem tempa, od pierwszej minuty chciałem płynąć swoje a inni mnie nie interesowali. Można powiedzieć że, pralki praktycznie nie było, nikt mnie nie pobił, nie pokopał, kulturalnie, może dlatego że na długim dystansie nie ma napaleńców, tu trzeba być przygotowanym a przygotowanie uczy pokory, nikt tu nie płynie do pierwszej boi jakby gonił ich rekin. Płynąłem i płynąłem, jedno kółko, drugie, trzecie a na czwartym nawet przyśpieszyłem tzn. tak mi się wydawało że przyśpieszam, a czy było szybciej trudno powiedzieć. Fajne było to pływanie ale niestety nie płynąłem równo i często musiałem nawigować, wyszedł ten niezrobiony trening pływacki ale koniec końców przepłynąłem w miarę równo ale z częstym patrzeniem na boje, na treningach często pływałem na 18 cykli popatrzenie do przodu i szło równo a tu często na 4ry i była korygacja pozycji. Przez to często patrzenie miałem rwany cykl kopnięć nogą i nie mogłem złapać idealnego rytmu. Po każdym nawrocie patrzyłem czy ktoś jest jeszcze za mną, czy może już płynę na ostatnich pozycjach, ale płynęli więc nie było lipy. Po pierwszym kółku uformowała się grupka w której byłem, spotykaliśmy się na bojach, nie pomagaliśmy sobie bo każdy płyną inaczej a na bojach dochodziliśmy do siebie, ot każdy się rozpływał gdzieś na boki. Zapomniałem włączyć start w zegarku i zrobiłem to dopiero pod koniec pierwszego okrążenia, nie wibrował co 250 m i mi to nie pasowało, przypomniałem sobie że go nie włączyłem -). Końcówka pływania, nogi nie zmęczone, wręcz nie używane, żadnych skórczów a nawet minimalnych sygnałów skurczu. Wyjście z wody, dobrze że byli wolontariusze pomagający wyjść bo miałem problem z równowagą, były bandy bo bym wylądował w szuwarach. Wyszedłem, popatrzyłem na zegarek 1’09, nie pomyślałem nic, nie wiedziałem ile upłynęło wyścigu zanim włączyłem zegar, domyślałem się że ok. 15-20 min. Pierwsze odczucie po wyjściu z wody, o deszcz pada. Pływanie zrobione w 1 godzinę 25 min. był to 94 wynik zawodów. Prąd w rzece niewyczuwalny a może to on mnie tak znosił co chwila? -) T1 Dobieg do boksu był bardzo długi, przed startem zakładałem jak najszybsze strefy, tu trzeba zapierdzielać bo jest warto, w szczególności na pełnym dystansie, tu mogę nadrobić spokojnie 2-4 minuty do lepszych pływaków ale gorszych przebieraczy. To jest niewiarygodnie dużo. Żeby strefa była szybka buty wpinam w pedały, mocuje gumki i jadę rower bez skarpetek. Tak było też i dzisiaj, 180 km bez skarpetek w moich butach nie sprawia mi to problemu a przy deszczu jest nawet lepiej bo nie ma nasiąkniętej skarpetki w bucie, woda wypływa dziurkami od podeszwy, jest cyrkulacja powietrza itd. W trakcie dobiegu rozmyślałem czy zakładać kurtkę na rower, czy może zaryzykować i jechać w samym stroju. Kurtkę miałem przygotowaną w reklamówce na wypadek deszczu. Ktoś z boku krzyczy do innego zawodnika że on by nie zakładał jechał by bez. Pomyślałem że, zakładam bo później nie będę miał możliwości żeby ktoś mi podał coś na wypadek zimna. Guzdrałem się z założeniem bo kurtka zwinięta i przewrócona na drugą stronę. Ubrałem ją i pobiegłem z rowerem do wybiegu. Czas zmiany to 4 min 54 sek i 12 czas. Rower Wsiadłem na rower i jadę. Zegarek przekręcam osią do wewnętrznej strony przedramienia aby dobrze widzieć cyferki a jedyne co miałem nastawione do wyświetlania to moc z 3 sekund i kadencja, tylko to było mi potrzebne, nic innego mnie nie interesowało, plan 190-200W na kadencji 90 i tylko to się liczyło. Od razu złapałem moc, kadencje i jechałem przed siebie po 7km mijali mnie pierwsi zawodnicy, tyle że z drugiej strony, ci co wyszli z wody prawie 30 minut wcześniej. Policzyłem że mają gdzieś ok 20 km przewagi czyli właśnie 30 minut. Na początku trasy kolarskiej minął mnie jeden z zawodników o nr 34, przejechał zwykłą szosą, nie zamierzałem go gonić bo tu było 180 km roweru, robię swoje. Jechałem z moim niby dyskiem, najlepsze w nim jest to że wszyscy myślą że to jest prawdziwy dysk i jak tylko mają okazję jechać obok mnie to ładują ile pary żeby mnie wyprzedzić. Znam to, wyprzedzić kogoś na dysku +10 do respektu -) Numer 34 uciekł mi daleko, tak że go nie widziałem ale numer zapamiętałem dokładnie żeby wiedzieć kiedy go wyprzedzam w dalszej części wyścigu. Tymczasem wyścig trwa co jakiś czas kogoś wyprzedzam, ciągle patrzę na moc i kadencję, pozycja aero wytrenowana. Na zakręcie tylne koło dostało poślizgu ale opanowałem sprawę, muszę uważać w końcu jadę na total slikach, później już każdy zakręt pokonywany mega ostrożnie, na przejeździe przez tory za każdym razem trzymam bidon jedną ręką żeby mi nie wyleciał, nie chcę stracić żeli. 2 kółka czyli 60 km minęły bezboleśnie, na miękko. 3 cie kółko wyprzedzam ale może 2-3 zawodników na całym okrążeniu, z naprzeciwka widzę jadących ciągle wielu uczestników. Odżywiam się planowo 3 razy na kółko łyk żeli z bidonu rozmieszanych z wodą a pomiędzy garść rodzynek, co jakiś czas trochę soli, piję jeden bidon 800 ml na okrążenie. Przyjmuję za dużą ilość płynów, nie pocę się jest poniżej 20 stopni ale piję tyle bo mam taki nawyk, tempomat picia. Deszcz pada przez cały czas, wszystko mokre, kałuże. Mija 90 km, właśnie zdałem sobie sprawę że nawet przez sekundę nie jechałem w górnych chwycie nie licząc nawrotek i zakrętów, postanowiłem pierwszy raz zobaczyć jaką mam średnią, jaki czas odcinka, po 90 km było idealne 2’40’’ i 199W, to jest to pomyślałem. Podczas 4tego okrążenia zdjąłem kurtkę bo zaczynało być w niej duszno. Co okrążenie brałem bidon z izo z bufetu który wystarczał z zapasem na jedno okrążanie. Pomiędzy 130-150 km czuje lekki kryzys, nogi nie podają już takich watów jak wcześniej, tempo trzymam ale moc spada, poczułem się trochę gorzej pomyślałem że, trzeba załadować koło ratunkowe póki jest jeszcze wcześnie, użyłem awaryjnego marsa, na tym etapie wyścigu smakował wybornie. Często, gęsto trzymam kadencję po 97-99 obrotów/min, niższa powoduje siłowanie się z dwustoma watami, na wyższej ją utrzymuje więc jadę na bardzo wysokiej kadencji kiedy tylko mogę. Minęło 5 te kółko od ok. 85 km jadą z nami zawodnicy z 1/2 ale nie wyprzedzają mnie poza paroma wyjątkami, czytaj Luft i paru innych, wręcz przeciwnie to ja wyprzedzam i tak już do końca. Patrzę na kolor numerów, wyprzedzam z dystansu pełnego ale już nie wiem czy części nie dubluje, nie ma to znaczenia, jadę swoje. Coraz częściej muszę prostować profilaktycznie lewą nogę, wyczuwam budzenie się kolana ale dalej jadę tak samo. Średnia z zegarka po 150 km to ok. 33,5 km/h. Ostatnie okrążanie, wiem że zaraz będę biegł, nie żyłuje lekko odpuszczam i tak już do końca odpoczywam kosztem 1-2 minut gorszego czasu, docelowo ma mi to dać lepsze wejście w bieg. Ku mojemu zadowoleniu całą trasę przejechałem na lemondce, nawet przez 30 sekund nie jechałem w górnym chwycie (nie licząc nawrotem, bufetów), żadnego bólu pleców, lekko zmęczony kark, siodełko mi nie przeszkadzało, prawie jak bym leżał na plaży. Dojeżdżam do końca odcinka, patrzę tylko na średnią wyszła 33,2 km/h. Czas 5’24’’ i drugie 90 km wolniejsze o 4 minuty. 17 wynik roweru. Średnia moc 192W, śr hr 135. Bardzo wiele osób złapało gumę nie wiem z czego to wynikało, może pineski? -) T2 Widzę wbieg do strefy, wypinam stopy z butów, przekładam nogę przez siodełko, dojeżdżam do linii, zeskakuje i od razu sprintem uderzam do strefy. Nogi mają dziwny krok, nieswój ale biegnę szybko, dobiegam do boksu i z automatu dokonuje szybkiej zmiany. Zmiana wyszła bardzo szybka a miałem czas na wyczyszczenie ziemi ze stóp. Czas zmiany 2 min 45 sek i 7dmy wynik. Na zegarze widzę 6 h 58 min, jest bardzo dobrze, wedle planu ale muszę teraz iść na całość, trzeba powalczyć o 10’30’’. Pojedyńczo rozpatrywane strefy zmian dawały mi niezłe wyniki w prównaniu do stawki ale sumaryczcny czas obydwu stawiał mnie w czołówce i niewiele gorzej niż zwycięzca zawodów. Bieg Przy wybiegu ze strefy ktoś popatrzył na mnie i powiedział do towarzysza „a teraz tylko maraton”. Dokładnie tak, pomyślałem. Bieg zaczynam mocno po 4,39 wyprzedzam ludzi z połówki i biegnę mniej więcej w tempie 4,40-4,45 pierwsze 7km. Postanowiłem od początku iść na całość, przyjechałem tu na najważniejszy start sezonu i nie mogę nie dać z siebie wszystkiego. Widziałem że tempo jest bardzo wymagające ale kto nie ryzykuje nie pije szampana. Na zegarku ustawione mam tylko tętno i średnia prędkość z bieżącego km, nic więcej nie jest mi potrzebne. Na nawrotce doliczam się 4 może 5 zawodników przede mną, mam do nich stratę od 1km do 2km, nie wiele w kontekście 40 km biegu które przed nami. Nie wiedziałem który jestem a tak naprawdę do biegu wychodziłem w okolicach 20 miejsca więc tych zawodników przede mną prawie nie było. W bufetach biorę tylko wodę, izo, nie biorę jedzenia, koszmarny błąd. Drugie okrążenie biegnę po ok. 4,48-4,50 ale czuję się słabiej, brakuje cukru. Tętno tych 2 okrążeń ok. 150 uderzeń. Wychodzi nie branie jedzenia na początku biegu. Kryzys dopadł mnie na 3cim okrążeniu, tempo spada z każdym km, wyprzedza mnie zawodnik w tempie jak z kosmosu ale zatrzymuje się na oddanie moczu, też tak zrobiłem, nie będę gorszy. Po chwili wyprzedza mnie kolejny i jeszcze jeden. Co gorsza ten ostatni jest z mojej kategorii wiekowej ale wtedy myślałem tylko o sobie, o tym żeby biec do przodu. Wyglądali super świeżo jakby biegli na 5km. Po tym tempo troszkę się poprawiło ale dalej poniżej 5,20, kolejne km coraz wolniej już niewiele braknie do biegu poniżej 5,40 a oczy same mi się zamykają i widzę ciemność, wiem że brakuje cukru. Przed sobą mam jeszcze 22 km i tylko zastanawiam się czy jestem w stanie biec poniżej 5,40, postanawiam brać z bufetów wszystko co się da prócz żeli, te już nie wchodzą. Wbiegając do bufetu biorę po 2 kawałki drożdżówki, banana, pomarańcza, arbuza w ilościach takich ile mogłem unieść co budziło śmiech wolontariuszy -) Nawet przez chwilę nie dopuszczałem myśli żeby się zatrzymać, iść, skróciłem krok, dreptałem do przodu. Ci 3ej którzy mnie wyprzedzili uciekli daleko, ledwie widzę ich na nawrotkach. Kryzys trwał do ok. 25 km czyli dobre 11 km, zacząłem łapać rytm, już oczy mi się nie zamykały i tempo wzrosło do 5,20. Postanowiłem trzymać takie tempo i nie szarżować. Na jednym z bufetów zabiegłem do kibelka za grubszą potrzebą straciłem na tym 90 sekund oraz kurtkę którą miałem wsadzoną pod strój za plecami (zorientowałem się dopiero później). Minęło 4te kółko tylko 14 km do końca. Patrzę na zegarek i kalkuluje mniej więcej czas wychodzi mi ok. 10,38, jest dobrze. Biegnę szybciej niekiedy poniżej 5,10. O dziwo nie bolą mnie stopy, jedynie uda i prawe kolano które boli tak samo od 1szego km. Znam ten ból, zmęczeniowy dlatego się nim nie przejmuje wiem że to nic groźnego. Przez cały bieg trzymam ładną postawę, nogi mi się nie rozjeżdżają, wszystko jest stabilne. Bieganie w terenie mocno mnie wzmocniło. Okrążenie nr 5 przebiegłem równo po ok. 5,15, na nawrotach widzę że uczestnicy którzy mnie wyprzedzili słabną, zaciera się ich przewaga mimo wszystko ciągle jest spora. Na 4tym a może na 5tym okrążeniu dogoniłem jednego z uciekinierów, biegowo wyglądał słabo, wiedziałem że już mi nie zagrozi, ostatecznie wlepiłem mu 3 minuty. Na 3 km przed końcem zawodów doganiam kolejnego ale widząc mnie ucieka i tak przez km do momentu wbiegu na zamek gdzie go wyprzedziłem i postanowiłem iść na całość podyktowałem zabójcze na tym etapie tempo 500m w granicach 4,35-4,40. Po tym odcinku spojrzałem przez ramię czy się utrzymał ale nie widziałem go poddał się. Został mi jeszcze jeden uciekinier ten najważniejszy z mojej kategorii, odrabiałem straty do niego przez blisko 18 km, widziałem go na nawrotach, był coraz słabszy ale nie byłem w stanie go dogonić, zabrakło dystansu, straciłem do niego nieco ponad minutę. Pobiegł maraton szybciej o dokładnie to minutę i pierwszy raz w tym roku przegrałem kategorię biegiem, nie pływaniem a biegiem. Czas maratonu wyszedł w 3,40 z małym okładem. Nie udało się pobiec poniżej 3,30, zaryzykowałem bieg nawet na 3,20-25 co było by 2-3 wynikiem zawodów nie udało się, nie tempo mnie pokonało co brak odpowiedniego żywienia co za tym idzie doświadczenia. Bieg był 15stym wynikiem zawodów. W moim zakresie wyników było bardzo ciasno wystarczyło pobiec 3 minuty szybciej żeby mieć 8my czas biegu. Buty spisały się świetnie, była dobra amortyzacja i wygoda, nic mnie nie obtarło, paznokcie są całe, wszystko gra. Podsumowanie Zawody wyszły mi bardzo dobrze niewiele zabrakło a osiągnął bym wynik 10’30’’ co było planem maxmaxów. Ze startu jestem bardzo zadowolony. Był to debiut i popełniłem kilka błędów debiutanta długiego dystansu tzn. nie do końca odpowiednie żywienie na trasie, nie najgorsze ale nie idealne. Teraz wiem ile musze jeść żeby było lepiej a żeby się tego dowiedzieć musiałem takie zawody zrobić. Podczas całych zawodów byłem maksymalnie skoncentrowany, przez 10 godzin nie myślałem o niczym innym jak o następnym kroku, tempie, watach, czas minął mi szybko. Cieszy miejsce w szczególności open, nie ma co ukrywać pod względem miejsca był to najlepszy start sezonu a poziom zawodów był całkiem wysoki jak na lokalne zawody, dość powiedzieć że ostatni zawodnik który dobiegł uzyskał czas 14’49’’. Start ten miał mi dać odpowiedz czy mogę być dobry na długim dystansie czy lepiej bawić się w połówki. Odpowiedz dostałem jednoznaczną mogę być kur…sko mocny na tym dystansie ale jeden pełny dystans w sezonie to jest na ten moment max na który jestem w stanie się przygotować, za dużo poświęceń kosztowało by wystartowanie 2x na tym dystansie a długich dystansów nie robi się treningowo albo startu b czy c, za dużo wymaga. Kolejne spostrzeżenia jakie mi się nasuwają są takie że trzeba robić takie zawody w 9,30 żeby rozmawiać o czymkolwiek i to jest mój kolejny cel. Może za rok odrobinę będzie brakować ale kto wie. Start był wspaniałym zwięczeniem sezonu który zacząłem już 1 maja. Dostałem informację zwrotną że robotą treningowa którą robię idzie w dobrym kierunku a trening który sam sobie narzucam się sprawdza. Same zawody zorganizowane świetnie. Wielki profesjonalizm nie mam nawet najmniejszego zastrzeżenie, wszystko było kapitalne: dystanse wymierzone idealnie (chyba że się czepiać o 200m za dużo na maratonie -))) ), trasy zabezpieczone bardzo dobrze, strefy bufetowe odpowiednie, fajna koszulka, fajna statuetka za kategorie, odpowiednia ilość bufetów, duża ilość wolontariuszy wszystko super. Jedyna co ja bym usprawnił to poszerzył bym strefę zmian ponieważ mając rower od strony bandy, biegnąc korytarzem właśnie od tej strony było tłoczno i groźnie bo można było na kogoś wpaść, przez takie przepychanki straciłem kilkanaście sekund w T1 ale kto o tym pamięta -), trzeba wychodzić pierwszy z wody i będzie autostrada. Pod względem organizacji była to najlepsza impreza w jakiej uczestniczyłem. Na koniec dodam jeden minusik a mianowicie było za mało papieru w toaletach, jak ktoś kończył poniżej 10 godzin miał problem -) Czy polecił bym te zawody? Jak najbardziej tak ale trzeba się nastawić na to że trasa kolarska płaska jak stół ale wybitnie szybka dla mnie nie była (dużo nawrotów i zakrętów) dla kogoś dobrze technicznego na rowerze jest szybka ale dla mnie nie. Dla kogoś technicznego z dobrym odejściem po zakrętach, nawrotach trasa jest szybka. A na koniec taka ciekawostka. Mkon pisał że pierwszy dystans pełny zrobił po 4 latach od rozpoczęcia treningów triathlonowych i ukończył go z wynikiem 10,18, ja swój pierwszy dystans pełny zrobiłem po 16 miesiącach i ukończyłem go w 10,38 i niech to będzie dobra wróżba na przyszłość. To co mi się najbardziej podoba w długim dystansie to właśnie to że jest długi -) Tutaj hasło budujemy to krok po kroku nabiera nowego znaczenia. Jakie cele, jakie plany o tym w kolejnym poście. Jakie mam rady dla debiutantów, lepiej jeść za dużo niż średnio, robić strefy zmian jak najszybsze kosztem nawet gorszych czasów w konkurencjach. Co dodatkowo wiem po tym starcie? Za cholerę nie będę biegł maratonu ulicznego, to nie dla mnie. Jedyna opcja na taki bieg będzie wtedy kiedy będę w stanie pobiec na pewniaka poniżej 3 godzin. Żaden inny wynik w maratonie mnie nie interesuje, gorsze czasy to ja mogę żyłować w TRI, póki co życiówka w tym maraton na 3’40’’. Na sam koniec proszę o nie czepianie się za brak interpunkcji i liczne błędy bo sam tego nie czytam i nie poprawiam, szkoda czasu, nikt mi za to nie płaci. Garmin się zbuntował i nie chce przesłać danych z zawodów na stronę, póki co ich nie mam, mam nadzieję że będą. /SFD/2016/9/6/6954e36320f6458199b60ffef3d73589.png /SFD/2016/9/6/07bcafb469704ec0b982f56844687cc6.png /SFD/2016/9/6/35744dcbc1ca4692b2a1b29608206abf.png /SFD/2016/9/6/8750503c672d4553a72fcfb384c4ebae.png /SFD/2016/9/6/3927e00cce70478fbd77914980d2681b.png Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2016-09-06 19:33:27 Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2016-09-06 19:36:12

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 9/6/2016 7:28:44 PM Liczba szacunów: 2
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Dzisiaj zrobiłem regeneracyjny rower oraz basen. Mój okres regeneracji nie obejmuje pływania i zwiększam obroty, od nastepnego tygodnia jade z basenem już na ostro. Przykładowy trening basenowy z dzisiaj: 500m - rozgrzewka ale żwawa, 1, 2, 3 setka - piesek, chyba to się tak nazywa, płynę samymi rękoma bez ich wynurzania, sama faza ruchu ręką pod wodą, pływane z ósemką, 4, 5, 6 setka - dokładanka z ósemką, wysoka kadencja a ruch ręką rozpoczynany w końcu odepchnięcia drugiej ręki, robione bez szczególnego wyleżenia, 7, 8 setka - pływanie bez ósemki jednorącz tzn. płynę długość z jedną ręką druga jest wyciągnięta do przodu, oddech na 2, powrót zmiana ręki, 9, 10 setka - trening oddechu na 3 200 m normalne tempo, 50 m totalny luz. Doszedłem do pewnych przemyśleń w temacie jak poprawić moje pływanie i tak będę: a) skupiał się na zwiększeniu kadencji, b) poprawie oddechu na większej ilości cykli, c) zwiększenie kadencji musi przynieść wzrost siły, poprawa siły, d) będę trenował na tempach tzn. nie będę robił ćwiczenia z minimalną prędkością tylko z możliwie jak największą e) marginalizuje trening techniki z pedantyczną skrupulatnością tzn. ćwiczenia robione bardzo wolno. Wnioski jakie wyciągnąłem: - nie masz techniki musisz umieć pływać z wysoką kadencją, wysoka kadencja jest szczególnie wskazana bo pływam mało nogami, - brak techniki musze rekompensować przygotowaniem fizycznym, wysoka kadencja wymaga siły - technike mam jaką mam i nie będę wałkował jej ntą ilość godzin bo tak już robiłem i poprawa była ale do pewnego momentu potem liczy się już tylko przygotowanie fizyczne, ćwiczenia techniczne w dużej ilości ale nie będzie tutaj ślimaczenia, mam słabą mobilność w barkach ale wysoki łokieć w triathlonie jest bezużyteczny gdy płynię się w piance, dodatkowo męczy staw. - jak chce pływać szybko musze pływać szybko i koniec. - planuje pływać dużo i mozliwie jak najszybciej, plan zakłada więcej pływania jak biegania przynajmniej do końca roku, Nie mam nic do stracenia, wolniej pływał nie będę, trzeba zrobić robote i tyle nie będzie filozofii, bieganie rozwinąłem dzięki katorżniczym treningom i tu będę robił to samo. Bieganie będzie zmarginalizowane kosztem pływania co nie znaczy że będę się obijał. Zobaczymy gdzie mnie taki trening zaprowadzi. /SFD/2016/9/14/528558cd49084867b2afdc1d33cabb7a.png /SFD/2016/9/14/8ba48a87c0c34e209ca6ccc4cbebd68b.png Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2016-09-14 20:08:52

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 9/14/2016 8:06:47 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Miałem zrobić jakieś podsumowanie ubiegłego roku i przegląd planów i celów na najbliższy sezon. Zrobię to w 3 ech postach. W pierwszej kolejności wypiszę jakie starty chcę zrobić oraz cele sezonu w drugim poście podsumuję rok startowy i treningowy ubiegły. W dzienniku nie mam tajemnic i dla orientacji podaje ile kosztował mnie dany start tzn. dojazd, nocleg, opłata startowa to tylko cześć kosztów ale te najłatwiej policzyć. Koszty podaje bo zawsze mnie to interesowało u innych a mało kto to podaje. Nikomu do kieszeni nie zaglądam -) ale wydaje mi się że kasa to jedno z 3ech najważniejszych kryteriów planowania sezonu na równi z celami oraz możliwościami wyjazdu (urlopy, rodzina i co tam kto ma jeszcze). Plan startowy na nadchodzący sezon, starty opłacone: 12 luty - 3 dycha do maratonu, opłacony 30 zł 12 marzec - Bieg Zielonych Sznurowadeł, opłacony 35 zł 30 kwietnia - Triathlon Amazonek 1/2 IM, opłacony przed chwilą 250 zł - spieprzyłem sprawę myślałem że zapisy nie ruszyły a tu właśnie sprawidzłem ruszyły i to 15 grudnia teraz opłata 50 zł większa, szkoda strat -) 21 maj - Garmin Iron Triathlon Piaseczno 1/4 IM, opłacony 195 zł 28 maj - Triathlon Sieraków 1/2 IM, opłacony 250 zł 11 czerwca - 5150 Warsaw Triathlon olimpijka, opłacony 100 Euro 17 czerwca - Białka Triathlon 1/4 IM, opłacony 110 zł 25 czerwca - Challenge Poznań dystans długi, opłata wynosiła 600 zł dzięki Marcinowi nie płaciłem 16 lipca - Garmin Iron Triathlon Płock 1/4 IM, opłacony 195 zł 6 sierpień - Ironman 70,3 Gdynia 1/2 IM, opłacony 165 Euro 20 sierpień - Triathlon Kozienice sprint, nie opłacony, termin też nie potwierdzony ale na 99% te zawody będą 27 sierpień - Triathlon Kraśnik olimpijka, właśnie opłacam 100 zł 10 wrzesień - tu chciałbym gdzieś wystartować na zakończenie sezonu, mam wolny weekend w pracy (tak mi wypada jak policzyłem) nie muszę brać wolnego fajnie by było gdzieś po rywalizować. Rok temu w tym terminie był Ełk i chyba Przechlewo. Odpowiada mi połówka to były połówki ale w tym roku ich nie ma. Ełku chyba nie ma wcale a Przechlewo jest wcześniej. W kalendarzu widzę jeszcze Zaporowy Triathlon nie mam daleko pomyśle o tym. Pytanie jakiej jakości jest trasa kolarska? Cele Start priorytetowy A++ to Gdynia i tam chcę mieć najlepszą formę. Celem głównym będzie łamanie 4,30, cel pomniejszy bieg na poziomie 1,25. Cel mocno ambitny ale realny jedyne co mnie może zahamować to pływanie w morzu. Start A - Poznań. Moim zdaniem dystans długi jest zbyt ciężki żeby robić go treningowo czy niżej niż start A więc nie wypada go odpuszczać.. Start A - 5150. Byłem rok temu, impreza kapitalna szkoda nie robić tego startu na maxa. Termin zawodów zaraz przed Poznaniem więc forma będzie w tym okresie. Chciałbym poprawić swój czas z ubiegłego roku o kilka minut. Jeśli trasy będą takie jak ostatnio tzn. niedomierzone chciałbym zakręcić się w okolicach 2,12 a plan minimum 2,15. Przy założeniu tych tras które były tzn. troszkę krótsze bieganie i rower dłuższy o chyba 2 km jeśli domierzą trasy to cele będą zweryfikowane. Ważny start to Sieraków ale daleki jestem od tego żeby mówić iż szykuje formę konkretnie na te zawody. Triathlon Amazonek to start typowo na przetarcie gdzie będę chciał bardzo mocno zrobić rower na maxa i ustanowić rekord na połówce na pływaniu tam warunki będą idealne tzn. zimna woda i brak pralki a bieg będzie robiony w zależności od tego jakie będą możliwości. Najbliższe 2 biegi tzn. dyszka i połówka - starty C. Zakładam żeby złamać 40 minut na 10 km oraz 1,25 na połówce. Trasa biegowa dyszki cholernie trudna, trasa połówki cholernie łatwa o ile nie będzie takiego wiatru jak przed rokiem gdzie 11 km było walki ze ścianą wiatru. Cele nie są mocno wygórowane i też nie będę tutaj się szczególnie spinał na te starty jak wyjdą te czasu będzie fajnie a jak nie to trudno to będą typowe mocne treningi jak np. ostatnio robiłem 10km po 4,10 czy wcześniej prawie 5km po 3,50 tu ta różnica że za to zapłacę -)) Pozostałe starty będą robione wedle możliwości i założeń jakie wyjdą podczas sezonu w zależności co będę chciał przećwiczyć. Podsumowując cele czasowe: - 1/2 - 4,30 - IM - cel minimum złamanie 10 godzin na 9,30 które zakładałem po Malborku chyba nie ma co liczyć (przy moim słabym pływaniu) musiałbym konkretnie przygotowywać się pod te zawody a jak pisałem ważniejsza jest Gdynia. - Półmaraton w triathlonie na sub 1,25 - Dyszka w triathlonie na sub 39, - Pływanie na połówce fajnie by było popłynąć coś ok 34 minuty ale byłbym zadowolony jeżeli udało by się na stałe wejść na poziom 35 minut bo w tamtym sezonie pływałem raz lepiej 3 razy gorzej chciałbym jakoś się ustabilizować pływacko trudno powiedzieć na co będzie mnie stać podobnie z rowerem na chwilę obecna nie wiem jakie będę miał możliwości na wiosnę. Jak wyjadę na drogę się okaże co siedzi w nodze. Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2017-01-21 13:52:19

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 1/21/2017 12:19:45 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Rano basen pomimo tego że nie czułem się zmęczony, nieźle wyglądałem tlenowo to jednak pływalności nie było wcale więc jednak zmęczenie musiało być duże skoro miałem problem żeby pływać po 2,00. Przed chwilą zrobiłem rower, pierwszy raz na szosie, morda się cieszy w końcu jakaś odmiana -). Trainerroad zakładał wyjeżdżenie 2,45' lekko ja nie miałem czasu na tak długą jazdę a koniecznie chciałem wyjechać na drogę. Wyczyściłem rower, założyłem stożek na tył i ogień. Jazda bez pomiaru ani mocy ani tętna czysta zabawa bez liczb. Zaskoczyło mnie to że nie miałem żadnego szoku zejścia z trenażera prócz tego że mięśnie jakoś bardziej się pompowały przez pierwsze 10km potem już wszystko normalnie. Muszę powiedzieć że te ponad +50W w ftp i ok -2kg na wadze + bardzo dobry sprzęt robi robotę -) Pojechałem wahadło w tą i powrót 50km. Pierwsza połowa pod mocny wiatr a druga z wiatrem malejącym z każdą chwilą. Średnia prędkość z treningu to prawie 37 km/h jechane na luzie gdzie tętno nie wyszło ze 130 uderzeń (tak czuje). Kilka wniosków z pierwszej jazdy: a) to będzie dobry sezon, chyba będę próbował pojechać sub 2,15 na połówce czyli średnia 40 km/h ale to raczej nie w Gdyni (chyba trudna trasa?) może we wrześniu zrobię jakiś Malbork w końcu mistrzostwa Polski a ja koniecznie chce zakończyć sezon jakąś połówką a zostaje tylko tam, b) dzisiejsze tempo było na tyle łatwe że uważam że było to poniżej intensywności Irona. Na sezon zakładałem łamanie 5 godzin na pełnym chyba trzeba przekalkulować te cele w końcu dopiero 2 tygodnie temu zrobiłem bazę nawet nie wszedłem w okres specjalistyczny jeszcze a teraz mogę to połamać na treningu -) a do spełnienia celu czyli ftp 320W brakuje mi jeszcze 16 W muszę to urwać przez 2 najbliższe miesiące c) definitywnie nie będę trenował na dworze jedynie długie jazdy, wszystkie intensywności większe niż sweetspot tylko na trenażerze a to z uwagi na fakt że np. jazda na poziomie ftp na drodze może być za bardzo niebezpieczna to już nie są małe prędkości dodatkowo wystarcza mi biegów do 52-53 km/h a takie ponad 300W da takie prędkości bez problemu jeśli będzie lekko z górki lub/i z wiatrem nie da rady tego robić na drodze. d) dysk już nie jest mi potrzebny to teraz jest koneiczność e) 100% treningu na dużej zębatce z przodu nie było potrzeby zmiany a najfajniejsze jest to że przy powrocie z wiatrem jeśli tempo spadało poniżej 35km wstawałem w korby bo prędkość była nudna -) f) 4 W/kg z trenażera to jednak jest sporo w realu. Podiarany jestem jak dziecko po tej jeździe 14 tyogdni orania w garażu daje efekty -) a do sezonu jeszcze daleko. /SFD/2017/3/5/1ea3809fba144ba8b544eb415ae3ea2c.jpg /SFD/2017/3/5/3ef9e4a09fff43ad8a1d9762ecf966b3.jpg /SFD/2017/3/5/2a357a29378a40a98ee4c2e9af56c166.jpg

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 3/5/2017 4:51:19 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Rower długa jazda 140km. Cholerny wiatr zmęczył mnie koszmarnie, głównie psychicznie ależ wieje. Jakbym wiedział że aż tak będzie źle to dałbym sobie spokój i pokręcił na trenażerze. Z całego dystansu z wiatrem jechałem może 20-30km ciągle pod wiatr albo z boku. Za każdym razem kiedy skręcałem myślałem sobie no to teraz będzie z wiatrem a tam dupa pod wiatr i pod wiatr, koszmar!!! Pomijając wszystko mimo to wykręciłem średnią wyższą niż w Malborku a i pierwsze 90 km pojechane poniżej 2,30. Wyciągając przejazdy 4 razy przez miasta średnia dokładnie 36,23 nieźle. Jak przed rokiem pierwsza długa jazda kark nie przyzwyczajony do kasku po 100km mocno się zmęczył a jechałem w czasowym dla próby.Jechałem bez pomiaru jedynie miałem pulsometr. Moc pewnie średnia ok 225 maks 230 raczej mniej niż więcej. Jak już tętno się ustabilizowało to było na poziomie ok 145 uderzen a więc środek strefy tempo, pełny dystans mogę jechać na 150 uderzeń, powyżej zaczynam mocniej oddychać bo i zaczyna się sweetspot. Zbytnio nie ma co brać pod uwagę tętna przez te warunki ciągłe szarpanie się z wiatrem + wrestling z rowerem przy podmuchach bocznych zabierają dobre 5 uderzeń + trening bezpośrednio po nocnej zmianie bez spania ale za to z wiatrem prędkości 42+ na tętnie po 138 -) Kask czasowy podoba mi się wygodny prawie jakby mi na miarę robili tylko ciepło akurat na poniżej 10 stopni C -) Z ciekawszych rzeczy po drodze przejechałem przez 3 segmenty Garmina: jeden wygrałem w drugim jestem drugi a w trzecim jestem 4ty. Muszę pojechać je na maksa to wywinduje średnie w kosmodrom ba muszę wszystkie segmenty wygrać w promieniu 60km od domu -) /SFD/2017/3/17/18b827c4d85949d184dddeea21a23c81.jpg /SFD/2017/3/17/d0bb85ddfe6446e0ad26ef19132acbe2.jpg /SFD/2017/3/17/a186519234984fd9b165a946c5469ee7.jpg /SFD/2017/3/17/b1d9e6f8bab04821ab891d7b115a93e6.jpg

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 3/17/2017 5:50:00 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Mała relacja z ostatniego biegu. 4 Dycha do Maratonu Ostatni tydzień Bieg niedzielny miał być ostatnim trzecim sprawdzianem przed zbliżającym się sezonem triathlonowym po lutowej dziesiątce i marcowym półmaratonie. Najważniejszym sprawdzianem był Puławski półmaraton gdzie zrobiłem to co miałem zrobić ale w głowie miałem ciągle złamanie 40 minut na dychaczu w lutym się nie udało za trudna trasa i warunki więc konicznie chciałem to zrobić w niedzielę w końcu 40 minut to jakaś tam bariera chociaż dobre wyniki to poniżej 37 minut – moim zdaniem ale do wszystkiego trzeba dochodzić etapami -) Wracając do tygodnia, trenowałem normalnie wyszło 13 godzin zapieprzania na dużych intensywnościach a tydzień ten różnił się tym od normalnego że zrobiłem 1 lekki trening biegowy mniej oraz nie wykonałem długiej jazdy rowerem za to zrobiłem w poniedziałek zakładkę z bardzo ciężkim rowerem i 10 km biegiem w tempie wolniejszym o 2-3 sekundy od niedzielnego (nie licząc pierwszych 4 km rozpędzania się). Do tego dołożyłem lekkie rozbieganie 16 km, bieg z kilometrówkami po 3,45 i inne bardzo intensywne treningi kolarskie. Kawał dobrej roboty, odpuszczenie przed zawodami wyglądało tak: piątek rozbieganie 16km w tempie po 5,05 + godzinka roweru na 200W, sobota basen endurance. Zbytnio nie luzowałem dlatego że ten bieg traktowałem w kategorii startu C z zadaniem złamania 40 minut, wydawało mi się że powinienem to zrobić niemal z pełnego treningu dlatego trenowałem mocno chociaż nie ukrywam że gdzieś w głowie kołatało mi się 39 minut. Start Odebrałem pakiet o 10,58, wydawanie było prowadzone do 11 stej -) Miałem 1 godzinę czasu na rozgrzewkę którą rozpocząłem już o 10,20. Nie miałem co robić więc biegałem żeby się nie wychłodzić. Łącznie na rozgrzewce zrobiłem dobre 4 km bardzo lekko a akcenty były 2 wyglądały tak: 400 m do kibla na 8 minut przed startem i 400m z kibla na start -) w tempie szybszym niż dycha. Ustawiłem się na linii zaraz przed wystrzałem więc się nie wychłodziłem. Na biegu startował zając na 40 minut co było inicjatywą oddolną. Postanowiłem biec z nim przez pierwsze metry żeby sprawdzić co mam dzisiaj w nogach a liczyłem w najbardziej optymistycznym scenariuszu na łamanie 39 minut więc delikatnie szybciej niż tempo zająca. Moje plany na bieg po 3,54 rozwiały się po pierwszych 400 metrach, wiedziałem że jedyne co tu mogę zrobić to 40 minut więc trzeba było trzymać się grupy z zającem. Pierwsze 4,5 km biegliśmy pod wiatr, biegła spora grupa niestety sam musiałem walczyć z wiatrem bo nikt nie dawał zmian pomimo ciągłego podpowiadania zająca aby dawać zmiany. Do 4 tego km biegło mi się ciężko ale nie bardzo ciężko kręciliśmy czasy poniżej 4,00 i mniej więcej mieliśmy 10 sekund zadatku. Tętno trzymało się całkiem ładnie poniżej 176 więc wszystko ok. Po nawrocie trasa prowadziła obok zalewu, teoretycznie powinno być z wiatrem ale liczne zabudowania ograniczały jego pomoc. Grupa kurczyła się z każdym km kilku biegaczy nas wyprzedziło, wielu osłabło ale ja ciągle biegłem obok zająca. Na 6 km stwierdziłem że chyba mam sile przyśpieszyć więc postanowiłem to zrobić. Moje przyśpieszenie trwało 300 m i urwałem do grupy 3 m -) odpuściłem to był głupi pomysł. Od 6,5 km biegło się ciężko bardzo mocno odczuwałem zmęczone poślady i wszystkie mięśnie korpusu nie mogłem wypchnąć bioder do przodu, nogi biegły ale ja zostawałem w tyle. Wszystko spowodowane ciężkimi treningami brakło siły mięśniom. Mimo wszystko technika lądowania była dobra nie to co 2 miesiące temu. Kilometr 7 i 8 z walką o trzymanie tempa, puls już ponad strefę minimalnego komfortu. Na kilometrze 8 zając jakby zaczął minimalnie przyśpieszać delikatnie mnie wyprzedzał z każdą setką. Trochę się dziwiłem bo według zegarka biegłem swoje on musiał przyśpieszyć dlatego nie goniłem go. Na ostatnim km czekał spory podbieg a po nim 500 m do mety to właśnie na tym podbiegu serce wskoczyło mi na 183 uderzenia. Finisz robiony po 3,30 i czas ostateczny 39,49. Podsumowanie Bieg wyszedł mi bardzo dobrze pomimo tego że gdzieś tam w głowie chodziło mi 39 minut to jednak nie byłem w stanie tego dnia nabiegać takiego czasu musiałbym robić konkretne odpuszczenie przed startowe a to nie było w moich planach mimo wszystko swój cel osiągnąłem złamałem 40 minut i przełamałem tą barierę. Kończę okres testowania do sezonu a pierwszy start już za 19 dni. Przypadkiem znalazłem zdjęcie z lutowego biegu na 10 km a w takich zdjęciach zwracam uwagę na to jak wygląda mój krok biegowy. Według tego zdjęcia zrobionego w doskonałym momencie moja technika lądowania była niezła a był to finisz po 3,40. /SFD/2017/4/11/19ebb5e218a5480ba666661f56c369ed.jpg

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 4/11/2017 2:34:00 PM Liczba szacunów: 1
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    pełna cena to 10$ za m-c jak kupisz opcję na cały rok. Są czasem oferty zniżek (np. na black Friday było 50% zniżki). Ja bym popróbował najpierw opcji darmowej, bo i w tej jest sporo ciekawych funkcjonalności. Tutaj na przykład wytłumaczony jest PMC (Performance Management Chart): https://www.youtube.com/watch?v=kqD3YBZl-5s. Tak naprawdę ta aplikacja bardziej przydaje się trenerom i osobom pracującym samodzielnie nad formą niż zawodnikom prowadzonym przez trenera :-). W opcji darmowej nie ma możliwości planowania a to jest użyteczne, bo można zobaczyć jak planowane treningi wpłyną na formę/zmęczenie. Szczególnie istotne przed zawodami. Zmieniony przez - Marcel_197 w dniu 2017-04-12 13:02:09

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 4/12/2017 1:00:14 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Taki zbitek myśli pomieszane wszystko co mi się przypomniało to pisałem. Challenge Poznań dystans IM Założenia startowe Do Poznania jechałem z ambitnym celem zbliżenia się do bariery 9 godzin i 30 minut. Na złamanie tego wyniku jestem zbyt słaby dlatego piszę na zbliżenie się do tego czasu interesowała mnie linijka 9:3x. Założenia czasowe były jak najbardziej realne: pływanie 1,10-12, rower 4,50 i bieg w granicach 3,20 + strefy zmian. Sumarycznie dawało mi to czas poniżej 9,30 natomiast zawsze trzeba brać około 15 minut poprawki na warunki atmosferyczne, dyspozycje dnia, toytoya i inne zmienne dlatego realne było załamanie 9,40. Pływanie Start opóźnił się łącznie około 15 minut. Trasa pływacka z definicja miała być banalnie prosta do nawigowania. Od początku etapu płynąłem spokojnie bez szarżowania w wolnym rytmie i niskiej kadencji ruchów (30 ruchów lewą ręką na minutę). Niebo było zachmurzone, odbijało się od wody i wszystko dla mnie zlewało się w jedną całość. Nie wiem czy inni też mieli taki problem ale ja miałem. Podczas etapu wiatr był jeszcze niewielki fala była bardzo mała nie miała żadnego wpływu na komfort poruszania się. Do pierwszej boi nawrotowej około 1850m płynąłem całkiem nieźle w zasadzie nadspodziewanie dobrze albo świetnie co oceniam po czasie tego odcinka na zakręcie w prawo popatrzyłem na zegarek na którym widniało 33 min xxx sek więc ustanowiłem osobisty rekord połówki dodając 50 m wyszło by grubo poniżej 35 minut. Potem już nie było tak fajnie po drugim zakręcie w prawo przyszła kolei na 1850 m powrotu gdzie płynąłem koszmarnie słabo ciągły zygzak nie wiedziałem na co nawigować trasa niby w teorii miała być prosta jak drut natomiast nie była taka jak mi się wydawało, przez połowę odcinka nawigowałem uwaga, uwaga na trzciny -) za trzcinami skręcało się lekko w lewo i tak do wyjścia z wody. Prawie cały ten odcinek ktoś za mną draftował co chwila trącając mnie w stopy. Niezmiernie trudno jest draftować w brudnej wodzie ja nie umiem ale ktoś to potrafił i dziwi mnie to że nie popłynął szybciej tylko ciągnął się za mną pewnie też nie był zachwycony po wyjściu z wody z czasu etapu w końcu przewiozłem go ładnym zygzakiem a rzucało mnie od prawa do lewa jeszcze nigdy nie miałem tak krętego pływania na zawodach. Mniej więcej na 3000 metrów zrobiło mi się strasznie gorąco, woda była bardzo ciepła a przez cały pobyt w Poznaniu było duszno, pomimo tego dalej płynąłem swoje, wydawało mi się że mam nawet lepszy rytm niż na pierwszej połowie etapu, pociągnięcia były dobre nie brakowało siły ale bardzo wiele osób wyprzedziło mnie na ostatnich 1500 metrach, chyba tylko ja tak kręciłem się od prawa do lewa. Wychodząc z wody zobaczyłem czas 1,15 i pierwsze co pomyślałem było to jak słaba musiała być druga część trasy w moim wykonaniu gdzie zrobiłem ją w około 40-41 minut. Zegarek pokazał mi 4 240 m, trasa była na pewno zmierzona poprawnie po prostu ja zrobiłem tutaj niezły labirynt. Na pewno nie nadłożyłem 440 metrów ale 200 pewnie już tak i to wystarczyło aby wyjść z czasem bliskim 1,16 i tempem oficjalnym około 2 minuty/100m, mogę się podniecać tempem 1,50 ale oficjalnie i tak jest 2,00. Łatwa trasa mówili, tor wioślarski wszędzie bojki przez całą długość niemal jak na basenie -) Ta jasne... W stosunku do Malborka poprawiłem się o 10 minut w 9 miesięcy więc nawet pomimo słabej drugiej części etapu poprawa jest całkiem wysoka. Uzyskałem raptem dopiero 90 czas pływania na 217 zawodników którym udało się ukończyć zawody w limicie więc daleko poza 1/3 stawki zabrakło mi utraconych 4 minut z drugiej części etapu bo to dało by okolice 55 miejsca czyli dokładnie taki poziom jaki prezentuje w ostatnim czasie. Inny pozytyw jakiego na siłę się doszukam z tego mojego kraulowania jest to że taki Sieraków miesiąc temu popłynąłem w czasie 37 minut z ułamkiem więc dokładnie tak jak połowa z wczoraj a dystans był 2 razy dłuższy. Trudno mi powiedzieć czy zabrakło mi czegoś wczoraj w wodzie czy coś bym zmienił treningowo przygotowując się jeszcze raz do tych zawodów bo siła była, względnie się nie zmęczyłem, tlenowo wyglądałem dobrze. Nie wykluczam tego że mogło braknąć mi kilku długich ciągłych treningów OW przez co w drugiej części mogłem mieć nie równe pociągnięcia rękoma przez co mogłem robić zygzak ale nie wiem tego tak sobie dorabiam teorie na siłę -) Temat pianki już omawiałem świeżo po starcie i nie będę go powtarzał. T1 Nie ma co ukrywać pływanie zmęczyło mi mięśnie stabilizujące i czułem to już na samym etapie natomiast tlenowo wyszedłem bardzo świeży pamiętam Malbork wówczas łapałem powietrze jak ryba bez wody w Poznaniu było zupełnie inaczej. Nie śpieszyłem się zbytnio mocno ale i tak była to całkiem szybka zmiana w czasie 3 minuty 22 sekundy. Przeglądając wyniki widzę że w pierwszej 15 stce szybciej T1 zrobiło 3 zawodników reszta wolniej lub tak samo. Nad rywalami z kategorii tą strefą zyskiwałem do dwóch po mniej więcej 1 minucie oraz do kolejnego 3 minuty, całkiem dużo. Rower Wsiadłem na rower, założyłem buty położyłem się na lemondce ustawiłem target na 215-225 W i można by w sumie kończyć omawianie etapu -). Chcąc jechać 4,50 na tej trasie potrzebuję uzyskać moc około 220W przy założeniu że są idealne warunki wietrzne tzn. brak wiatru -) Niestety wiatr tego dnia był duży z każdą godziną coraz większy dlatego chciałem kończyć etap jak najszybciej -) Prognoza wietrzna sprawdziła się w 101%. Tętno po pływaniu na początku etapu kolarskiego wynosiło około 163 uderzenia dla mnie jest to bardzo dobry wynik zazwyczaj pływanie kończę na 173-177 uderzeń (na krótszych dystansach) tutaj miałem idealna pozycję wyjściową pod 180 km roweru. W zasadzie po założeniu butów zacząłem jechać swoje na początku cisnąłem trochę mocniej ponad 225 W, mocniej w sensie w górnej połówce założeń na etap. Tętno systematycznie spadało po kilkunastu km wiedziałem że 230W będzie za dużo dlatego postanowiłem jechać 220W. Trenowałem na 230-235 W tzn. z zapasem żeby na zawodach mieć handicap i takie 220W na zawodach jest bardzo lekkie wtedy kiedy ma się zapas choćby psychologiczny. Od razu zacząłem realizować strategię żywieniową postanowiłem wciągać 1 marsa na okrążenie w tym samym miejscu trasy + od czasu do czasu złapać łyk żeli rozpuszczonych w bidonie + do tego 1 tabletka soli na kółko. Tak wyznaczyłem sobie miejsce jedzenia marsa że wypadło akurat 1-3 km przed bufetem. Z pierwszego bufetu wziąłem butelkę wody. Od początku etapu mijałem kolejnych rywali w końcu wyszedłem 90 z wody a raczej około setny gdyż końcowa klasyfikacja uwzględnia tylko tych którzy ukończyli całe zawody, mijałem rywali bez żadnych problemów ale tak jak mówiłem na takiej trasie mogę wykorzystać swoje wszystkie atuty. Trasa kolarska stworzona dla mnie lekkie podjazdy były, nazbierało się chyba około 600 m wzrostu wysokości więc stołem bym tego nie nazwał ale niewiele brakowało jednak do Malborka pod tym względem daleko. Jechaliśmy po 2 pasmowej drodze w jedną stronę i dwupasmówce w drugą i to było coś co najbardziej mi się podobało tzn. szeroko, płasko, nudno. Samą nawierzchnię oceniam na 7,5/10 niby mieszkam w bloku wschodnim w Polsce b a dla niektórych c ale jeżdżę po takich trasach gdzie nie mam nawet minimalnej koleiny i mogę jechać z zamkniętymi oczami przez 150 km pętli więc jestem wymagający -) a w Poznaniu trzeba było zwracać uwagę na nierówności ale ogólnie trasa bardzo dobra jakościowo. Pierwsza pętla minęła bardzo sprawnie na drugiej pojawili się połówkowicze i zaczęła się masakra ponieważ było ich ponad 900 osób a jadąc rower na 2 razy dłuższym dystansie uzyskałem średnią prędkość etapu która dawała by top50 na połówce więc można sobie wyobrazić ile musiałem wyprzedzać w zasadzie non stop doszło do tego że na dwupasmowej drodze jechałem cały czas lewym pasem ponieważ nie miał mnie kto wyprzedzać w sumie lewym pasem pojechałem pewnie 150km. Drugie okrążenie poszło sprawnie po nawrotce mars, bufet jedna butelka wody + jedna butelka Izo. Połowę trasy zrobiłem w czasie 2,26,18 daje to średnią prędkość 36,9 km/h, po 35 km tętno ustabilizowało się na poziomie który pozostał już do końca etapu czyli mniej więcej 148 uderzeń, średnia z roweru 150. Na 3cim okrążeniu dalszy ciąg wyprzedzania z rzadka ktoś wyprzedził mnie ale nie były to jakieś powalająco większe prędkości przez 40 km tasowałem się z jednym z zawodników nie mogłem go zgubić a on nie mógł zgubić mnie nasza podróż skończyła się gdy zjeżdżał do T2 czyli na końcu mojego 3ciego okrążenia. Przejeżdżając przez torowisko jeszcze na końcu drugiego kółka opuściły mi się rączki od lemondki i wypadł mi 1 mars + 2 tabletki soli. Co zrobić trzeba było jechać z lemondką ustawioną pod kątem ostrym do podłoża. Do 135 km trzymałem idealnie moc około 220W+ później była ona trochę mniejsza ale wynikało to tylko z tego powodu że musiałem dosyć często rozmasować to i owo a takie 20 sekund niepedałowania obniża moc średnią z 5km czasem nawet o 10W stąd takie różnice w mocach średnich na lapach, ogólnie było bardzo równo co pokazuje tętno. W zasadzie całą trasę jechałem w pozycji aero jedyne wyjątki to pobieranie butelek z bufetów i przejazd przez tory w jednym miejscu był spory garb na drodze no i oczywiście nawrotki które były bardzo szybkie w końcu było 4 pasy ruchu + pas zieleni pomiędzy nim coś dla mnie -) Po 120 km załapał mnie dziwny bardzo ostry ból w lewym kolanie przez co 15 km jechałem na mocy około 210W na szczęście przeszło i udało się jechać dalej. Cały czas jechałem swoje 150 km minęło nie wiedzieć kiedy na ostatnim kółku jechali już tylko długasi plus kilku niedobitków z połówki więc miałem sporo dublowania ale też kilka osób wyprzedziłem, nikt nie miał odpowiedzi na moją jazdę żaden z rywali nie podjął się zadania utrzymania się za mną ale to długi dystans tutaj każdy zna swoje możliwości i nikt tu nie szarżuje. Nie napisałem o tym iż na 2 i 3cim okrążeniu wyprzedzając zawodników z połówki miałem z tym problemy ponieważ jechali zwartymi grupami tzn. draftingu tam nie było na pewno celowego ale jak jedzie 30 osób nie zawsze da się zachować odstępy, grupy były długie wolno przychodziło mi zdobywanie pozycji przypominało to często wyprzedzanie się nawzajem TIRów na autostradzie tzn. 93 km/h vs 94 km/h, nie szarżowałem ale w jednym momencie musiałem pojechać kilka kilometrów tempem połówki ponieważ przy wyprzedzaniu skupiska zawodników sędzia zaczął trąbić i zwracać uwagę że będzie wlepiał kartki nie ryzykowałem dałem mocniej w pedały i rozwiązałem ten problem. Na 4tym okrążeniu zabrakło mi marsa ponieważ zgubiłem kolejnego trochę mi go brakowało poczułem się głodny a nie udało mi się złapać banana z bufetu na szczęście udało się na ostatnim bufecie. Końcowe 20 km jechałem już bardzo luźno a ostatnie 15 km to moce na poziomie około 190 W, bardzo mocno się już oszczędzałem a i kark odmówił posłuszeństwa zupełnie nie mogłem już podnieść głowy do góry na szczęście był to już koniec etapu. Według zegarka moje NP wyniosło 217 W co jest wynikiem zaniżonym przez ostatnie km wydaje mi się że moja moc wyszła około 220 W realnie. Całą trasę przejechałem w pozycji aero w zasadzie nie miałem najmniejszego dyskomfortu z plecami czy rękami a kark zaczął pobolewać na finiszu etapu. Akurat do tego etapu byłem rewelacyjnie przygotowany i nie ma co tego ukrywać zrobiłem mnóstwo długich jazd miałem kilka treningów na trenażerze po 3,30 i więcej a ostatnie 3,30 i 100% pozycji aero oraz dokładnie 6 treningów 140 km w realnych warunkach. Czas drugiej połowy trasy był gorszy od pierwszej o 1 minutę i 8 sekund czyli mniej więcej tyle ile straciłem na ostatnich 15 km kiedy mocno odpuściłem przed biegiem. Żywieniowo wyszło wszystko świetnie to również miałem dograne do perfekcji do ideału zabrakło mi 1 marsa niestety 2 zgubiłem a miałem tylko jednego zapasowego. Nie musiałem korzystać z toalety przez cały etap. Końcowy czas etapu to nieco ponad 4 godziny i 53 minuty więc średnia około 36,8. Czas był bardzo dobry uzyskałem 5ty czas etapu a do zwycięzcy który jest PROsem straciłem raptem 10 minut. Nie było zaskoczenia takie moce i prędkości robiłem na treningach nie udało się złamać 4,50 nawet gdybym docisnął ostatnie 15 km nie zrobiłbym tego przy tej mocy którą pojechałem był zbyt duży wiatr, inni zawodnicy mocno na to narzekali mi nie robił on większych trudności jechałem swoje i tyle natomiast zawsze z wyniku zabierze kilka minut. Zawody pojechałem na oponie treningowej z przodu z szybszą na pewno byłbym lepszy o 1-2 minuty ale nie ma co gdybać -) Trasa tak jak pisałem idealna dla mnie ponieważ takie trasy wymagają dokładnie tego co mam najmocniejsze tzn. dobra pozycja aero + umiejętność przejechania w niej całego etapu + perfekcyjnie równe trenażerowe tempo, ekonomika jazdy. Na takich trasach jak ta w Poznaniu liczy się prawie tylko i wyłącznie aerodynamika i na takich odcinkach jestem szybki, tutaj nie trzeba mieć końskiego ftp wystarczy 4 W/kg. Sam etap wyszedł mi mniej więcej na 72-74% ftp czyli mocno ale można mocniej. Ciekawostka Sieraków 1/2 IM rower pojechałem o 34 W lepiej a średnia prędkość etapu była niższa o 0,5 km/h, hamulec działał dobrze -) Druga ciekawostka Malbork 1/1 rower zrobiłem na 195 W tzn. 22 W słabiej (zaledwie) trasy porównywalne tam nie wiało za to było sporo nawrotów, średnia prędkość 33,3 km/h i niech mi ktoś powie że sprzęt nie jedzie -) T2 Schodząc z roweru czułem że słabo będzie z biegiem takie rzeczy się po prostu wie chociaż nogi nie były mocno zmęczone to jednak już gdy biegłem z rowerem słabo to wyglądało za to fajnie wyglądała zupełnie pusta strefa popatrzyłem na numerki obok mojego boksu nie było nikogo wiedziałem że prowadzę w kategorii. Strefa szybka znów jedna z najlepszych. Łącznie w strefach spędziłem 6 minut 35 sekund same dobiegi liczyły ponad 1 km. Nie wiem Ronin co ty tam robiłeś przez ponad 14 minut? Strefa zmian była bardzo dobra miejsca było pod dostatkiem najlepsza strefa pod tym względem w jakiej byłem. Bieg Na biegu w triathlonie zawsze mam tak że tempo jakim będę biegł ustalam na pierwszych 1-4 km etapu kiedy widzę na co mogę tutaj liczyć i nigdy się jeszcze nie pomyliłem no może prócz Białki gdzie mogłem biec mocniej. Zawsze staram się zacząć docelowym tempem i sprawdzić czy jest z czego biec czy nie w Poznaniu zacząłem od 4,37 i w zasadzie po 500 m wiedziałem że będzie słabo. Pamiętam Malbork przed rokiem wówczas 4,40-4,50 trzymałem do 14stego km i biegłem to na sporym luzie później złapał mnie kryzys spowodowany brakiem jedzenia. W strefie miałem 2 drożdżówki które zabrałem na bieg jedną jadłem przez 2 km drugą wyrzuciłem na kolejnym kółku. Pierwsze okrążenie wyglądało nieźle tempo 4,52 ale było ciężko. W zasadzie po pierwszym okrążeniu było już tylko gorzej bolały mnie stopy dodatkowo wyszło słońce i było bardzo ciepło, brałem wodę z każdego punkty, jadłem żelki, banany i tak turlałem się od okrążenia do okrążenia. Czekałem na ból kolan ale nie nadeszły w zasadzie do końca, podobnie czwórki nie było z nimi problemu. Drugie kółko w 5,14, 3cie w 5,19 tempo siadało nic na to nie mogłem poradzić po prostu nie mogłem biec szybciej tylko czekałem aż zaczną wyprzedzać mnie inni zawodnicy to było nieuniknione. Nadzieja na lepszy czas pojawiła się na 4 tym i 5tym okrążeniu gdzie tempo wzrosło względem 3ciego i biegłem po 5,10. Postanowiłem dobiec do półmaratonu i zobaczyć jaki mam czas, wiedziałem że bieg zaczynałem z wynikiem 6 godzin 15 minut. Nie wiem dlaczego ale w pewnym momencie wydawało mi się że wyjdzie mi gorszy wynik niż w debiucie i trzeba schodzić z trasy bo szkoda zdrowia, nie wiem jak ja to skalkulowałem -) Po połówce jasne było że jest szansa na dowiezienie wyniku poniżej 10 godzin ale wymagało by to utrzymania tempa najlepiej około 5,20. Niestety 6te okrążenie wyszło w 5,27 a ja ciągle zwalniałem z każdym metrem łydki zamieniały się w kamienie ból był bardzo duży ale parłem do mety po drodze zaczęli wyprzedzać mnie rywale nie miałem na to odpowiedzi biegli bardzo lekko a ja tylko się toczyłem. Ostatnie 2 okrążenia to tempa 5,37 oraz 5,43. Gdzieś do końca tliła się nadzieja że może uda się złamać 10 godzin, miałem nadzieję że może trasa będzie krótsza -) dlatego po 41 km przyśpieszyłem ile miałem sił a było to wtedy tempo 5,07 kosztowało mnie tak ogromnie dużo że czułem się jakbym biegł szybciej niż po 3,30. Niestety dobiegłem do tabliczki 42 kilometr a mety nie widać -) na 10 godzin nie ma szans, zwolniłem było już po zawodach dotruchtałem do końca a samą metę przekraczałem już idąc, wcześniej obróciłem się zobaczyć czy nikt mnie nie goni. Maraton przebiegłem w tempie średnim 5,20 i czasem 3,47,44 trasa była lekko dłuższa o około 500 metrów więc wynik czystego maratonu byłby bliski 3,45 więc był to etap wolniejszy niż w Malborku mniej więcej o 5 minut. W debiucie miałem idealne warunki chłodno, lekki deszczyk brak wiatru ale to nie tłumaczy słabszego wyniku wczoraj w końcu poprawiłem wszystkie czasy biegowe w tym sezonie a połmaraton o ponad 5 minut. W poczet strat na biegu wpisuje utratę jednego dużego paznokcia -) Łydki odcięło mi od tego powolnego truchtania niestety miałem buty w których nie da się biec wolniej niż 5,00 długo bo one wysiadają nie zakładałem że będę biegł wolniej do 30 km dlatego w nich biegłem dodatkowo zrobiłem już w nich 1 maraton, 1 połówkę, 2 olimpijki oraz 1/4 za to na treningach nie biegane bo miałem ten sam model treningowo i cały tamten sezon biegałem konkretnie w tym modelu więc nie mogę powiedzieć że miałem buty które mi nie pasowały bo miałem dobre buty -) tylko nie zakładałem tak wolnego biegu przy takim tempie wziąłbym inne. Podsumowanie Ostateczny czas to wynik 10 godzin 3 minuty 54 sekundy, dało mi to 14 miejsce open i 4te w kategorii M18-29. Wynik bardzo solidny niemal złamałem 10 godzin robiąc maraton prawie na chodzonego. Trasa idealnie domierzona więc nikt nie zarzuci że coś ty było zmajstrowane a jeśli było to w drugą stronę przynajmniej z mojej strony -) Zakładałem czas około 25 minut lepszy więc wcale nie tak wiele lepiej przy takim dystansie wystarczy odrobina słabości i ma się w plecy 30 minut a niekiedy godzinę. To nie jest tak że nie jestem zadowolony bo jestem po prostu nie skacze z radości bo byłem przygotowany na lepszy wynik dlatego euforii nie ma ale jest satysfakcja i radość a na złamanie 10 godzin przyjdzie jeszcze czas. Ten dystans uczy pokory nie wiem czy było łatwiej niż za pierwszym razem raczej nie, było tak samo ku…ko ciężko samo pływanie i rower to pestka w zasadzie te 2 etapy to żadne wyzwanie niemal przystawka do dania głównego za to maraton to jest dopiero ta część wyścigu która hartuje głowę. Przez cały wyścig myślałem głównie o niczym -) Jedynie waty, w wodzie zupełnie nic a na biegu tylko odliczałem okrążenia i szukałem wymówki żeby się zatrzymać ale nie znalazłem takiej i się nie zatrzymałem ani razu nie byłem w toalecie na całym wyścigu tak dograłem jedzenie i picie przy tym się nie odwodniłem zbytnio sądząc po kolorze moczu-) Uciekło dobre miejsce w kategorii różnice były bardzo niewielkie ledwo 10 minut do zwycięzcy a po drodze było jeszcze 2 rywali. Moja kategoria nie jest oblegana przynajmniej na długim dystansie ale jeśli już ktoś w niej startuj to nie jest to ogórek tak samo było w Malborku chociaż z tym czasem tam wygrałbym z wielką przewagą ale to Challenge to robi robtę i poziom jest wyższy, wystarczy zobaczyć że nas 4rech było w top15 a kolejny z kategorii to miejsce poza 60tką. Rywale biegowo byli mocni pech chciał że na tle stawki byli w czubie na tym etapie. Można mówić że szkoda 4tego miejsca bo nie było pudła itd. ale mi nie jest szkoda po prostu dzisiaj nie byłem lepszy od pozostałych zawodników, dystans zweryfikował że byłem słabszy to czy poszło bieganie z planem lub nie absolutnie nie ma znaczenia patrzę w tabelę i widzę że byłem 4ty czyli byłem słabszy od 3 zawodników i tyle w tym temacie co nie zmienia faktu że jestem ciągle 4ty kolejno: Warszawa 2016, Nieporęt 2016, Sieraków 2017 i Poznań 2017 za dużo tych 4rek, ja się poprawiam ale miejsca nie -) Tak jak pisałem w dzienniku już przed startem to jest mój chwilowo ostatni długi dystans na jakiś czas na pewno kolejny sezon odpuszczam nie wykluczone że nawet 2. Pobieżnie tłumaczyłem to w dzienniku teraz rozwinę temat. Zawieszam długi dystans pomimo tego że go lubię z tego powodu że muszę poprawić mocno bieganie nie tam jakieś 2 minuty w półmaratonie muszę biegać 10 minut lepiej tzn. muszę bez problemu łamać 1,20 a żeby to zrobić wcześniej trzeba biegać szybko dychę a jeszcze wcześniej piątkę. Mógłbym robić kolejny długi dystans w następnym roku i pewnie złamałbym te 9,30 ale patrzę dalej w przyszłość, zwracam uwagę na to co będzie mnie hamować po tych 9,30 nie co mnie hamuje teraz bo życiówkę można poprawiać o minutę przez 10 lat ale patrzę co będzie mnie ciągnąć w dół za parę lat bez wątpienia będzie to bieganie bo rower mogę zrobić bardzo mocny na długim dystansie, to wymaga innego treningu tak naprawdę w przyszłym roku mógłbym na tej Poznańskiej trasie łamać 4,40, cholera w sztafecie to mógłbym to robić nawet wczoraj, pewnie pływanie mógłbym poprawić na tyle żeby robić 1,08 tu brakuje bardzo niewiele natomiast trzeba biegać i trzeba biegać szybko takie 3,20 na długim dystansie nic nie znaczy trzeba biegać 3,10. Na ten moment moje zawody wyglądają tak że jak pływanie wyjdzie to wychodzę w 25% stawki po rowerze jestem w 5-8% a po biegu kończe na 9-11% lub utrzymuje pozycję co pokazuje że mam spore pokłady do rozwoju w tej dyscyplinie. Jestem w takim wieku w którym chce się poprawiać szybkościowo rozumiem ludzi którzy robią Ironmany i nie poprawiają życiówek ale są to wyższe kategorie wiekowe w których o progres jest ciężko u mnie wręcz przeciwnie. Podsumowując muszę zrobić podstawę szybkościową z prawdziwego zdarzenia żeby podejść do kolejnego Irona z takimi możliwościami w których 9,30 to będzie robione na chodzonego. Teraz w głowie mam barierę 9 godzin do tego potrzebuje czasu pewnie nie w tej kategorii ale kto wie mam jeszcze 4 lata. Oceniając etapy: pływanie dobre chociaż czas nie zachwyca lepiej niż w debiucie o 10 minut, rower bardzo dobry wręcz wzorowy pojechałem lekko wysiłkowo ale szybko nareszcie przełożyłem trening kolarski na zawody poprawa na tym etapie to 30 minut, bieganie słabo bo czas gorszy o 5 min a oficjalnie o 7 min niż przed rokiem nie pobiegłem tak jakbym chciał możliwe że przeceniam swoje możliwości biegowe na długim dystansie tzn. myślę że jestem lepszy niż jest to w rzeczywistości i pewnie tak jest -) Suma sumarum poprawa o prawie 40 minut od września nie jest złym wynikiem bardzo wyraźnie widać że pływanie jest przereklamowane, rower robi czas a bieganie daje wynik i tak było wczoraj. Ciekawe refleksje są takie że moje 10,04 to jest 5,02 w połówce co jest moją prawie życiówką z przed roku a jeszcze 2 lata temu nie sądziłem że kiedykolwiek złamie 5 godzin na połówce jak to się człowiek zmienia. Jest takie powiedzenie: Ludzie mówią że jestem pesymistą ale to nie prawda bo pesymista mówi że gorzej być nie może a ja mówię może, może -)

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 6/26/2017 9:32:08 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    Gdynię również odpuszczam... Byłem już 3x (a dwa razy skończyłem :-) ). Fajna impreza, ale równy m-c po moim starcie A i planowanych wakacjach. Gdybym startował to tylko towarzysko. O tej Estonii tez myślałem :-). 800m przewyższeń i pagórki. Trasa chyba dla mnie (taka "krakowska").... i żeby było zabawnie to też myślę o Puli :-)

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 9/21/2017 1:41:06 PM Liczba szacunów: 0
  • DT Tri. Cel=czołówka amatorów w PL

    Post
    Po 35 roku życia

    No i nowy tydzien, ostatni z 5 tygodni pierwszej fazy bazy (zaplanowane mam 3 fazy bazy kazdy to 5tyg zapierdzielania i 1 tydz regenracji wiec lacznie 18 tygodni). Wracajac jeszcze do niedzieli z ubieglego tygodnia to rano po pracy zrobilem bieg z zadaniem 3x2km po 4,10-15, r 2 min marsz. Trening zrealizowany i to jeszcze jak, pierwszy kilometr zadania byl z wiatrem potem nawrotka i pod wiatr, z wiatrem 4,10 min/km to byl bieg w I zakresie tzn. hr nie wyszedl ponad 150 uderzen, potrzebowalem biegu pod wiatr aby wyjsc z pierwszego zakresu i lapalem maksa na 158 uderzen, srednio wyszlo ze zadania pobieglem po 4,10 na tetnie 154. W sobote nie udalo sie zrobic treningu rowerowego z powodu braku sily po zawodach ale co sie nie udaje w sobote, udaje sie w niedziele wiec zrobilem rower z zadaniem 3x2x10min(10min=2min na 285W, 30 sek na 315, 2 min na 297W, 30sek na 330W, 2 min na 285W, 30 sek na 330W, 2 min na 297W, 30 sek na 315W, przerwa pomiedzy dziesiatkami to byla 1 minuta), przerwa pomiedzy 2x10min to bylo 5 min. W sumie srednia z interwalow czyli z 60min to bylo okolo 295-297W na tetnie mniej wiecej 160-164 i poszlo na luzaku -))) Super trening, przelamanie kolejnych fizycznych i psychicznych barier w koncu nie od razu jedzie sie 300W na 60min-) Wieczorem 2gi bieg 11km spacerkiem po 5,37. W poniedzialek chcialem zrobic rower ale nei dalo rady po 1szym interwale wiedizalem ze nie ma szans na realizacje zadania dlatego zakonczylem bardzo szybko i w sumie zorbilem rozgrzewke + 1 interwał ktory mialem wiec wyszlo 1min na 330, 360, 390W + 3 min na 360W + 90sek na 360W + 6 min na 250W. Łącznie 30 min. Trening planowany byl na dzisiaj tj srode ale chcialem go upchac wczesniej a dlaczego o tym na koniec. Jak widac moje plany slusznie zakladaly ze nie jestem w stanie zrobic 2ch tak hardcorowych trneingowo dzien po dniu -) Wieczorem trening broken miles czyli cos co juz mi obrzydlo mam wrazenie ze robie ten trening codziennie a robie go raz w tygodniu zaledwie -) Trening zrobiony 1200m po 4,00 + 200m trucht + 400m po 3,50 + 400m trucht i tak 3x, łącznie wyszło 10km. We wtorek pierwsza zmiana i tylko basen 45min, technika. Trenujac tak jak trenuje rower i bieganie w tym memomencie zupelnie nie jestem w stanie dobrze trenowac plywania, tak sie nie da tzn. trenowac 3 dyscypliny na takim poziomie trudnosci, musialbym chyba byc na koksie zeby jeszcze na plywaniu miec swiezosc. Swiezosci nie ma i nie ma prawa byc, plywam jak kloda, zupelnie bez sily-) Dlatego jesli Marcel pytasz jaki mam plan na poprawe plywanie, moja odpowiedz jest natepnujaca: rower w 2,10 i bieg w 1,25 a plywanie? a plywanie co wyjdzie. Dzisiaj zrobilem powtorke treningu z poniedzialku. 60min w tym 6x3min na 360W, r. 3 min. Poszlo, przetrwalem, bylo ciezko jak cholera. Czuje zmeczenie tzn. to ze to 5ty tydzien planu i ostatni ale trening zrealizowalem chociaz w ostatnim interwale potrzebowalem 2 przerwy po 10 sek aby nie spasc z moca zbyt nisko tzn. ponizej 350W. A na dokladke zamieszczam zdjecie usterek w moich butach. Zdjecie pierwsze z przetarta powierzchnia to but NB Zante, totalne gowno, ma przebiegniete dokladnie 147km i zaraz bedzie dziura w podeszwie, to samo mam w drugim NB ale tamten ma 3xtyle co nie zmienia faktu ze zwracam obydwa buty bo to nie moze byc tak ze but nie ma podeszwy po 150km. Wszystkim blogerom wciskaja teraz te NB a to gowno jest i tyle, totalna lipa. Dodatkowo fotka Hoka jak widac dziura w srodku buta na piecie po 1000km, kolega mowi mi ze Hoka to solidna firma i bez problemu da nowy produkt bo takie cos nei moze sie zdarzyc w bucie tej klasy wiec zwracam i Hoka -) Kupilem sobie w niedziele inny model Hoki dokladnie Bondi 5 i to bedzie teraz moj podstawowy model do biegania wszystkich treningow nie liczac tych szybszych do ktorych uzywalem NB, teraz wszystko zwracam ale dalej mam w czym biegac, butow u mnie dostatek, przynajmniej tych do szybkiego biegania do wolnego mialem tylko Hoka. Ostatnio wszystko zwracam bo oddalem buty kolarskie Shimano ktore rozlecialy sie po roku a kosztowaly chyba z 7 stowek, teraz oddaje 2xNB, Hoka i za chwile pasek tetna od Garmina bo sie rozlatuje, zaraz nic z niego nie bedzie a tez ma moze 10miechow. W niedziele biegnę startowo/treningowo dychacza z tego powodu chcialem upach trening rowerowy w poniedzialek. Nie udalo sie wiec kolejny trening robie w piatek a ostatni trening planu przesuwam na poneidizalek lub wtorek c zyli wchodze w tydzien regenracji. Regenracje przesune o kolejne 2 dni i wszystko wyjdzie jak trzeba-) /SFD/2017/11/15/320ff2237ff44f709dd92df6d37972ed.jpg /SFD/2017/11/15/96d6cfdcf0e84ff2a6bd142fb8a92b91.jpg /SFD/2017/11/15/35f56c870b2b4c76b6967b2b58c0b0f5.jpg /SFD/2017/11/15/dc72802fc0de4734ba690ad89747fd9a.jpg Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2017-11-15 14:38:14 Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2017-11-15 14:43:18 Zmieniony przez - pirlo2122 w dniu 2017-11-15 14:45:52

    Odpowiedzi: 1335 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 11/15/2017 2:37:05 PM Liczba szacunów: 0
  • a jak panna robi Ci cisnienie doraznie polecam kamagre ,po pierwsze poru.c.hasz po drugie psycha ci sie wzmocni jak..poru.c.hasz a po trzecie pokazesz sie z dobrej strony wkoncu najlepiej w momencie kiedy zaczniesz bic hcg bo tu jest natychmiastowa poprawa,przynajmniej powinna byc

    Odpowiedzi: 40 Ilość wyświetleń: 6125 Data: 2/18/2010 9:01:29 AM Liczba szacunów: 0
  • Plan na mase 3-dniowy - rzućcie okiem i poprawcie

    Post
    Trening dla początkujących

    OK. zrobiłem jak poleciłeś, poczytałem o FBW i ułożyłem 2 plany, które bede stosował na przemian: I. a)klatka-wyciskanie płasko 3x/12-10/ b)plecy-martwy ciąg 2x/12-10/ -wiosłowanie 2x/12-10/ c)barki-wyciskanie hantli 3x/12-10/ d)nogi-prostowanie nog 2x/12-10/ -wykroki 2x/12-10/ e)triceps-francuskie 2x/12-10/ f)biceps-uginanie sztanga 2x/12-10/ g)brzuch-brzuszki 2x max II. a)klatka-hantle skos 3x/12-10/ b)plecy-"dzień dobry" 2x/12-10/ -podciąganie końca sztangi 2x/12-10/ c)barki-wyciskanie żołnierskie 3x/12-10/ d)nogi-przysiady ze sztanga 2x/12-10/ -uginanie nóg 2x/12-10/ e)triceps-prostowanie ramion w opadzie lub sztanga płasko z łokciami wzdłuż ciała 2x/12-10/ f)biceps-hantle młotkowo 2x/12-10/ g)brzuch-brzuszki 2x max Proszę o ocenę, ćwiczenia dobierałem uwzględniając dostępny sprzęt, wszelkie korekty/poprawki piszcie od razu w postach. z gory dziekuje!

    Odpowiedzi: 4 Ilość wyświetleń: 853 Data: 2/10/2011 10:08:00 PM Liczba szacunów: 0
  • Dziennik Metoda Lafay'a

    Post
    Trening w domu

    Na którym Ty poziomie jesteś, bo dziwne te wypiski, dwie serie B, A2,C i 6 seri w G i H? %-) Chyba że zmodyfikowałeś lafay'a :-) Kiepsko w C

    Odpowiedzi: 282 Ilość wyświetleń: 17506 Data: 8/5/2013 11:12:26 AM Liczba szacunów: 0
  • Dziennik Metoda Lafay'a

    Post
    Trening w domu

    Imprezy narazie ... siłownia od września na 100 % mam nadzieję. Dzisiaj trening ale też nie pełny gorąco 30 * C w pokoju .. B-15,10 A2-(zapomniałem właczyć nagrywania kur) 2 seriia 28 C-3,2 H-12,12,12 50 % Po tym A2- 25 http://emotikona.pl/emotikony/pic/035.gif K2-7,5,5 Dieta dzisiaj jak nigdy.. Posiłek 1 płatki owsiane 150 g mleko 3,2 % 250 g 3 jaja Kcal 1091 B:55 T:42 W:120 Posiłek 2 ryż biały długoziarnisty 200 g ( z sosem ) Kcal 688 B:14 T:2 W:152 Teraz po treningu zaraz będzie Twaróg półtłusty 250 g Chleb pszenny 100g Mleko 3,2 % 500 g albo i więcej http://emotikona.pl/emotikony/pic/035.gif Kcal 884 B:72 T:29 W:83 Moje zapotrzebowanie to : 2950 + 500 ( niby te 500 na mase ) Węgle 55 % - 405 g / 355 Białko 15% - 111 g / 183 Tłuszcz 30 % -99 g / 73 Kcal 3011 / - ile dzisiaj zjadłem xD To tyle :P

    Odpowiedzi: 282 Ilość wyświetleń: 17506 Data: 8/7/2013 7:34:59 PM Liczba szacunów: 0
  • Maciej Kazmierski Cf athelete dziennik treningowy

    Post
    Hi Tec Nutrition & Peak Performance

    Mam nadzieje ze sie utrzyma na plus :) z racji konyttuzji 2 miesiace plan wzmacniania stawowo i sila w 2 gim miesiacu . trening poniedziałkowy : A: MOBILITY B:SKILL : PULLUPS C: BACK SQUATS : 2X10 3X12 3X15 D:AMRAP 14' 15 GOBLET SQUATS 10 PULLUPS /R ROWS 25 SITUPS + 10/5 KG E: ABS TABATA1 : PLANK PUSHUPS HOLLOW TABATA 2 : VUPS RUSSIAN TWIST wtorek rano : AMRAP 20 ' 5 strict pullups 5m HSW 5 paralet hspu 5mhsw 5 legless rope climbs 4 RFT 10 PSN 50 kg 20 PISTOLS 30 HRPU po południu : A: SNATCH GRIP PRESS 3X6-8 BULGARIAN SPLIT 2 X 24KB 3X 10 B: 3X R ROW + 20KG VEST ME R PUSHUPS 20KG + 20 KG VEST ME C: 4X 20 BOX JUMPS + 20 KG VEST 20 GHD + 10 KG MEDBALL D: 4X 10 T2B + MEDBALL 10 KG 10 BARBELL ROW 100 KG sroda off czwartek rano : strict press 2x10 2x8 3x6 4x3 bicpes curls abs roll popoludnie : A: STRENGTH I- 4 X ME STRICT PULLUPS + KB 20 KG PUSHUPS + RESISTANCE BAND II- 6 X 3 SNATCH GRIP DEADLIFTS 120/13-% MAX 1RM III- 4X 10 m KB OH LUNGES B: METCON TC 22' 20 WBS 20 T2B 20 OTB JUMPS 60 CM 60 DU pzdr ! /SFD/Images/2016/3/10/7aefd27f89dc42d89264f42465107ae3.jpg

    Odpowiedzi: 250 Ilość wyświetleń: 16343 Data: 3/10/2016 1:40:48 PM Liczba szacunów: 0
  • Maciej Kazmierski Cf athelete dziennik treningowy

    Post
    Hi Tec Nutrition & Peak Performance

    Witam, znów pracy duzo malo czasy na udpate :) sobota : 12 ; amrap 6 snatch grip deadlifts 6 hang power snatch 12 toeas 2 bar 50 kg 15 min amrap 3-6-9-,,,,,,, push jerk 50 kg box jumps 60 cm burpees poniedzialek : 1 wod kwalifikacyjuny do 99 problems amrap 10 min 9 front squats 9 sto 9 over box jumps 60 cm w kazda minute 3 down ups mega zly dzien wynik bardzo nie zadowalajacy no ale tak bywa :) https://www.youtube.com/watch?v=K7t6mCgR-60 13 ty wynik w tabeli 183 repy , liczylem na ponad 200 pozniej po odpoczynku i dojsciu do siebie ''mcghee '' 30- min amrap 3 deadlifts 125 kg 15 pushups 9 box jumps 60 cm wynik tu 27 rund + 12 repow wtorek : w koncu powrot od stycznia do rwan sztangi na wiekszym ciezarze niz 30 kg A: HSW practice 20 ' B: Emom 12' 2 legless rope climbs 7 strict hspu 3 ots slam ball 50 kg C :Ft 40 hspu 40 squat snatch @ 60 kg By out 100 t2b (Every minute 5 burpees) plan na dzis : A: SKILL TGU B :TABATA STRICT PULLUPS PRESS 50 kg C: DEATH BY POWER CLEANS @ 80 KG D: 5 rft 13 KBS US 24 kg 16 SDLHP 50 KG 7 C2B pullups pzdr /SFD/Images/2016/6/8/6219c0a5914f4a2ea6fa6ae038991973.jpg

    Odpowiedzi: 250 Ilość wyświetleń: 16343 Data: 6/8/2016 12:08:36 PM Liczba szacunów: 0
  • Maciej Kazmierski Cf athelete dziennik treningowy

    Post
    Hi Tec Nutrition & Peak Performance

    ja wlasnie ostatnio bardziej sie wzailem za regenracje i w sumie dobrze na tym idzie :) czwartowy trenin g : 75 reps for time chest to bar pullups burpees cal row piatek / sobota /niedziela rest day - slub w rodzinie :) poniedzialek znow zaczyanmy w mocnym beztlenie : Assault Bike – ladder 60 s AB (max.calories) podać wynik 60 s rest 50 s AB (max.calories) podać wynik 50 s rest 40 s AB (max.calories) podać wynik 40 rest 30 s AB (max.calories) podać wynik 30 s rest 20 s AB (max.calories) podać wynik 20 s rest 10 s AB (max.WATT) podać wynik rest 3-5 min Row: 100 m max.speed + 12 Front Squat 60 kg Unbroken 30 s Rest 200 m max.speed + 6 Front Squat 60 kg Unbroken 60 s Rest 400 s max.speed 60 s Rest 200 m max.speed + 6 Front Squat 60 kg Unbroken 30 s Rest 100 m max.speed + 12 Front Squat 60 kg Unbroken 60 s Rest 90 s max.rep wall ball !! Unbroken rest 3-5 min 4 rounds Run 400m speed: >16 km/h incline 2 90 s rest Gymnastic strenght Amrap 10` 1 rope climb legless 2 Strict MU - all ubroken rest: 5 min. 3 x max. rep Strict HSPU with weighted vast 10 kg rest between 2 min od zeszlego tygodnia pracuje z indoor endurance ktore uklada dla mnie walsnie takie piekne treningi , powiem krotko boli piecze itd . ale jest pieknie :D wtorek : Warm Up C. WOD 10 rounds 2 x Back Squat 80-85% 1 PR ( 3 s bottom pasue) 30 s rest 20 s AB (max.speed) 60 rest rest: 5-7 min. Run & Row 200 m Run (bieżnia incline 4 lub stadion, min. prędkość: 18.5 km/h-22 km/h 100 m Row (max.speed.) 60 s rest 200 m Run (bieżnia incline 6 lub stadion, min. prędkość: 18.5 km/h-22 km/h 150 m Row (max.speed.) 60 s rest 200 m Run (bieżnia incline 8 lub stadion, min. prędkość: 18.5 km/h-22 km/h 200 m Row (max.speed.) 60 s rest 200 m Run (bieżnia incline 6 lub stadion, min. prędkość: 18.5 km/h-22 km/h 150 m Row (max.speed.) 200 m Run (bieżnia incline 4 lub stadion, min. prędkość: 18.5 km/h-22 km/h 100 m Row (max.speed.) 60 s rest rest: 5-7 min. Tabata Ab & Row Ab 4 x (On:30s, Off: 20 s) (max speed) Rest: 60 s Row 4 x (On:30s, Off: 20 s) (max speed) Gimnastics Strengh : EMOM 20 min. 1 min. Ring Dip (hold bottom) max. 20 s 2 min. Ring Support Hold max. 20 s Trening na dzis : A: deadlifts 4-4-4-3-3-2-2-1-1-1 B:20 ' build heavy 1 in : 2 power cleans + hang power clean + squat clean C : 6 rft 6 clean & jerk @ 80 kg 6 bar muscle ups 6 box jumps @ 100 cm D: HAND STAND SKILL pzdr /SFD/2016/10/5/498418ba075e48838abb2c8c2e8f3945.jpg

    Odpowiedzi: 250 Ilość wyświetleń: 16343 Data: 10/5/2016 1:01:24 PM Liczba szacunów: 0
  • Kawały,dowcipy ---> Tylko kozaki !!!

    Post
    Po siłowni, o siłowni

    Jak urozmaicić zamawianie pizzy Oto sposoby: 1. Zakoncz rozmowe mowiac jak w filmie: Prosze pamietac, nigdy nie bylo tej rozmowy. 2. Powiedz, ze na drugiej linii masz konkurencyjna pizzerie i wybierzesz ta,ktora zaoferuje nizsza cene. 3. Odpowiadaj na pytania pytaniami. 4. Uzywaj bardzo madrych slow. (Np. Wszystkie inne produkty to sa imponderabilia). 5. Zazycz sobie, zeby tym razem ciasto bylo na wierzchu. 6. Zloz swoje zamowienie spiewajac na melodie swojej ulubionej piosenki(wskazany heavy metal). 7. Przeliteruj wszystkie skladniki (Np. oliwki - O jak Olgierd, L jak Leon itd.). 8. Jakaj sie na literze "P". 9. Zapytaj sie przyjmujacego/przyjmujaca zamowienie, jak jest ubrany/ubrana. 10. Powiedz przyjmujacemu/-jacej zamowienie, ze jestes w depresji i po prostu chcesz z kims pogadac. 11. Zmieniaj ton glosu co 5 sekund. 12. Zacznij od slowa: Chcialbym..., pozniej uderz sie w policzek i powiedz: Nie chcialbys!!! 13. Zapytaj sie, czy wypozyczaja pizze. 14. Zapytaj, czy mozesz zatrzymac pudelko po pizzy. Kiedy uslyszysz, ze tak - odetchnij z ulga. 15. Popros o wstrzasniete, nie mieszane. 16. Popros, zeby upewnili sie, ze wszystkie dodatki sa naprawde martwe. 17. Nasladuj glos przyjmujacego/-jacej zamowienie. 18. Powiedz, ze masz urodziny i ze fajnie by bylo, gdyby dostawca ukryl sie gdzies, a kiedy wyjdziesz do niego ma wyskoczyc i krzyknac: NIESPODZIANKA! 19. Zamow tylko jeden kawalek. 20. Zapytaj o tego kogos, kto przyjmowal twoje zamowienie ostatnio. Powiedz, ze byl duzo milszy. 21. Sprobuj mowic pijac cos. 22. Zacznij od slow: O tym jak zamawialem pizze. Ujecie 1. Akcja! 23. Zapytaj o serwis, gwarancje i mozliwosc wymiany pizzy. 24. Zacznij od wypowiedzenia dzisiejszej daty, a potem powiedz ze smutkiem: To moze byc moje ostatnie zamowienie... 25. W srodku zamowienia powiedz Moglby pan (Moglaby pani) chwile zaczekac i odejdz od telefonu na jakies 5-10 minut. 26. Jako pierwszy dodatek podaj pieczarki, a na koncu rozmowy wyraznie powiedz: Tylko bez pieczarek prosze! Rozlacz sie zanim poprosza cie o doprecyzowanie. 27. Kiedy uslyszysz cene powiedz: Ojej! To brzmi strasznie skomplikowanie, a ja tak nie lubie matematyki. 28. Targuj sie. 29. Sprobuj zamowic ubezpieczenie na zycie. 30. Zapytaj sie, ile zwierzat musialo zginac, by zrobic ta pizze. Dwóch przyjaciól wybrało się na polowanie. Jeden z nich mial swoje ulubione miejsce gdzie polowal od lat. Niestety, kiedy sie tam znalezli, okazalo sie, ze caly teren jest w znakach "TEREN PRYWATNY - NIE WCHODZIC". Zaskoczony powiedzial kumplowi, ze pójdzie obgadac te sprawe z wlascicielem. Zapukal wiec do drzwi farmera i pyta: - Prosze Pana, poluje tu od lat i nigdy nie robil mi Pan z tego powodu zadnych wyrzutów. Czy moge i tym razem skorzystac z Panskiej goscinnosci? - Wie Pan, zgodze sie tylko dlatego, ze Pana znam. Ale pod jednym warunkiem. - rzekl farmer. - Jakim? - Za domem stoi krowa, która musimy niestety ubic. Jednak cala moja rodzina bardzo kocha nasze zwierzeta, wiec nikt nie ma serca jej zabijac. Jesli ja Pan zastrzeli, to pozwole Panu skorzystac z lowiska. Zadowolony mysliwy zgodzil sie na taki uklad, ale wracajac do swego przyjaciela, wpadl na genialny pomysl jak zadrwic z kumpla. Podszedl do niego i powiedzial: - Ten stary c**j nie chce nam pozwolic polowac. Juz ja mu k***a pokaze! Chodz, za domem stoi jego krowa. Zaraz zobaczysz jak sie robi polowanie. I kiedy znalezli sie za domem, koles wymierzyl w krowe i BANG!... poslal jej kulkę prosto miedzy oczy... Nagle slyszy jeszcze dwa strzaly i glos kumpla: - HA! Zabiłem mu jeszcze psa i kota! Dawaj, spie***my! Idzie Jańtoś nocą przez góry, patrzy a tu samotna chatka - bacówka. Wchodzi do chaty i rozgląda się zdziwiony. Baca i żona Bacy leżą nieruchomo w łóżku z otwartymi oczami, światła pozapalane, w domu cisza grobowa. Facet się trochę wystraszył, ale zaraz pomyślał, że skoro bacowie nie żyją można coś ukraść z domku. No wiec zwinął magnetowid i ruszył z nim na szlak. Po chwili przypomniał sobie, że widział tez fajny telewizor i wrócił po tenże. Bacowie dalej leżeli bez reakcji. Uciekając z TV i VCR pomyślał, ze ta Bacowa to całkiem spoko babka i można by ją jeszcze.... Wrócił wiec do domku, zrobił swoje i poszedł w długą. Po chwili Bacowa odzywa się do Bacy: - Te, Józiek, to ze łon ukrod wideło to nic, to ze ukrod telewizjor to nic, ale ze mie wyobracoł, a ty nic, to już są scyty! A Baca na to: - Ha, ha, ha - pierso sie łodezwała! Gasi światło! Zmieniony przez - Buzzy w dniu 2006-04-24 17:47:47

    Odpowiedzi: 1892 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 4/24/2006 5:40:00 PM Liczba szacunów: 0
  • Kawały,dowcipy ---> Tylko kozaki !!!

    Post
    Po siłowni, o siłowni

    Trzy myszy przechwalały sie w barze, która jest większym chojrakiem. Pierwsza mówi: - Ja biore sobie trutke, dziele na porcje i wciagam nosem. Na to druga: - A ja cwicze bicepsy na pulapkach. Trzecia mysz nie mówi nic i zabiera sie do wychodzenia. Pozostale pytaja: - Gdzie idziesz? - Do domu, po**chac kota. Zbliża się zima.Siedzą dwa niedźwiedzie w jamie: -ty, niedługo będzie trzeba zapaść w sen zimowy, wszystkie samice juz śpią a mi się tak chce r*chać, że nie zasne. Drugi na to: -no mi też i wiesz wpadłem na taki pomysł zebyśmy sie z**chali nawzajem.zaspokoimy sie a i tak się nikt nie dowie. Niedźwiedzie zaczeli sie zatem rypać. W tym czasie koło jamy przechodził zając i usłyszął dziwne dzwięki. Zajrzał do jamy i zobaczył odrażający widok. w tym samym momencie zająca zauważyły niedźwiedzie.zając się wystraszył i zaczął spier****ć. Niedźwiedzie na to: -musimy go złapać bo wszystkim rozpowie i będzie straszny wstyd! Niedźwiedzie zaczęły gonić zająca.Ten w biegu krzyczął "nic nie powiem,nic nie powiem!", ale niestety wpadł do przerembla i znalazł sie pod lodem. Niedźwiedzie na to: -choć go wyciągniemy bo może rzeczywiście nikomu nie powie, a szkoda żeby się utopił. Jeden z niedźwiedzi wsadził łapę do przerębla,pogrzebał w wodzie,wyciągnął bobra i pyta: -bóbr, nie widziałeś zająca? a bóbr na to: -nie pedale! taki tekst: "Życie jest jak Miriam... Ładne, piękne a tu ch*j" Zmieniony przez - VectoR66 w dniu 2007-11-09 23:24:15

    Odpowiedzi: 1892 Ilość wyświetleń: 20000 Data: 11/9/2007 11:21:01 PM Liczba szacunów: 0