Ok, depresja może mieć sens i może go nie mieć. Jak go nie ma - wtedy antydepresanty to dobra sprawa. ALE jak ma sens to już nie jest to takie proste.
Czemu? Ano temu, że leczy objawy, a problem cały czas tkwi w Tobie. Póki go nie rozwiążesz sam, to antydepresanty będą działać jak Ibuprom - objawowo.
Porównajcie te dwie osoby
a) kogoś kto stracił kogoś bliskiego/pracę, lub generalnie kogoś komu przytrafiła sie ogromna tragedia, albo generalnie ludzie go nie lubią.
b) i kogoś kto ma zaburzenia w sferze przesyłania neuroprzekaźników - po prostu jego mózg ma pewnego rodzaju wadę i np są problemy jeśli chodzi o dopaminę i serotoninę. Jednak żadnych problemów społecznych/egzystencjalnych nie ma
Osoba a) ma prawo czuć się przygnębiona, osoba b) czuję się przygnębiona choć nic jej takiego w życiu sie nie dzieje złego. Depresja u osoby a) ma sens i jest wręcz prawidłową reakcją - zmuszająca do refleksji, przepracowania problemu, zmierzenia się z nim. Depresja u osoby b) wynika tylko i wyłacznie z błędu organizmu.
Osoba a) która weźmie antydepreseanty, zagłusza problem - celuje w objawy a nie w źródło, osoba b) biorąc antydepresanty robi dobrze - bo reguluje organizm, który z natury jest źle wykalibrowany.
Dobra analogia - wrodzona niedoczynność tarczycy vs nabyta.
Ta pierwsza musi przyjmować tarczycę z zewnątrz, ta druga robiąc tak samo popełni ogromny błąd - bo np problem leży u niej w diecie i stylu życia tj. je bardzo mało, jeszcze mniej węglodowanów i ćwiczy bardzo dużo cardio (częsty case kobiety robiącej formę). Ta osoba musi zmienić swoje nawyki i musi zmierzyć się z problemem jakim jest samoocena, relacje z żywieniem i ciałem. Wtedy będzie w stanie sama wyjść z niedoczynności tarczycy bez ingerencji zewnątrz. Ba, ingerencją zewnątrz pozostowiamy problem nieprzepracowany!
Bardzo niski poziom teścia wrodzony i "nabyty": Pierwsza osoba musi korzystać z hormonalnej terapii zastępczej, u tej drugiej może być znowu zamiataniem sprawy pod dywan. Bo niski teść może być znowu skutkiem chvjowego trybu życia - balangi, alkohol, absolutnie chvjowe żarcie, zero ruchu, bardzo dużo stresu w pracy/domu.
Oczywiście, we wszystkich tych analogiach są możliwe opcje pośrednie (np trt+zmiana trybu życia), jednak chcę pokazać jak złą drogą mogą okazać się antydepresanty - mogą być również strzałem w 10 i często są.
To co mam na myśli to fakt, że antydepresanty są przypisywane bez żadnego głębokiego wywiadu - sytuacja identyczna jak z antybiotykiem, którego rozdawanie z lenistwa diagnostycznego lekarzy też jest normą.
Podsumowując, mogą być możliwe 3 formy leczenia
1. Antydepresanty
2. Antydepresanty + Terapia/ Praca nad problemem
3. Terapia/Praca nad problemem bez antydepresantów
Każda forma pasuje do innej diagnostyki i każda potrafi zrobić dużo krzywdy w przypadku złej diagnozy (szczególnie opcja 1 i 3)
Zmieniony przez - Dremor w dniu 2019-02-22 02:24:33