zabstylAtak na oko ma tylko wtedy sens jak w UFC, na zasadzie, że bijesz prostego i wyprostowujesz palce.
No i oczywiście nie łamiesz sobie tych palców o jego czoło.
JAkieś pedalskie naciski na kciukami na oczy sobie można w dupe wsadzić jeśli typ ma wolne ręce
Wypowiadasz się bez pokory i prześmiewczo, może wynika to z tego, że nie znasz innego "świata" niż ten sportowy? z określonymi regułami i zasadami?
Mogę Ci wytłumaczyć kilka kwestii
zacznijmy od ucisków kciukiem i dźgania kciukiem - coś, czego nie wyniesiesz z maty. Możesz uderzać kogoś pięścią po brzuchu, a ten może stać i się z Ciebie śmiać, ale wysuń lekko kciuk w zaciśniętej pięści i go podźgaj w okolicach pępka i zagłębieniu podżebrowym - paraliżujący ból, nie przypominający tego po przyjętym ciosie. Podobnież możesz dźgać po krtani, tchawicy, tętnicy szyjnej w bliskim kontakcie
Idę dalej : atak na oczy, bijesz prostego i wyprostowujesz palce?

w której bajce to widziałeś? Wyobraź sobie, że jest to prostsze niż myślisz, ale niekoniecznie w Twojej koncepcji. Łapiesz za łeb tak jakbyś chciał kopać kolana, tyle, że nieco bliżej czubka głowy, tak dokładnie to dłonie są lekko nad linią uszu przy sklepieniach skroni, odstające kciuki stanowią podstawę. Wciskasz w oczodoły. Oczy nie wypłyną, ale ból uniemożliwia dalszy atak. Jest za silny. Ze wzrokiem też się nic nie stanie, ale ból paraliżuje.
I możesz mieć wolne ręce, złapie Cię ogr 110kg za łeb i wciśnie Ci te paluchy czy Ci się to podoba czy nie. Latającej balaszki mu nie zrobisz ani nie złapiesz go w klamrę
Na prawdę uważasz, że trójkąt to taka technika nie do wybronienia? Jest super skuteczny, ale zrób to na ulicy. Jak ktoś spanikuje to Ci odpłynie, ale jak nie spanikuje, wyniesie w górę i Cię rozwali o beton. Taka prawda.
Nauczony jesteś pracy w dystansie i zwarciu, rewelacja. Dochodzą nerwy, dochodzi adrenalina, spróbuj wyciągnąć dużemu atlecie kimurę. Dodaj do tego fakt, że on się z Tobą cackał nie będzie i będzie próbował wszystkiego. Mój bardzo dobry kolega, utytułowany zapaśnik stracił kawałek ucha, bo mu świr jak staliśmy na ochronie imprezy masowej wgryzł się w ucho, kiedy ten mu zapiął klamrę zapaśniczą i próbował złożyć do rzutu. Jak Tyson Holyfieldowi niegdyś. Tak fajnie? To nie sport.
Kilka lat temu słynna akcja z Pomorza, gdzie rozjuszony steryd 115kg ruszył na 3 chłopaków z Berserkers Szczecin a tamci uciekli w popłochu, czy nawet z mojego Wrocławia, gdzie gość trenujący amatorsko futbol amerykański zmiótł z bramki utytułowanego tajskiego boksera, po prostu się pochylił i rozpędził swoje 100+ cielsko, wjechał w niego jak pociąg w osobówkę po zamkniętych rogatkach.
Wszyscy koledzy z którymi stałem czy nawet teraz pełniąc służbę zachwalają takie brudne sztuczki, mało sportowe, bo doskonale wiedzą, że duża siła, duży gabaryt i taki brudny chwyt skutecznie zablokuje przeciwnika, zniechęci do dalszej walki. A jakby bić z pięści? chłopie, prokurator, za duże obrażenia.