Może. Może ma taki styl pisania. To już sama musi sobie odpowiedzieć, ale ja tam widzę przepaść między szukaniem nowych możliwości i rozwiązań, a tym, co się dzieje tutaj. Ty też się poświęcasz bardzo dla swoich celów, a w ogóle nie ma się wrażenia, że się z tym męczysz psychicznie. Podczytuję stare dzienniki dziewczyn, Viki też, sprzed dekady, i zajeżdżała się tak, że aż mi czasami było przykro to czytać. Kalorie głodowe, treningi do porzygu i wyśrubowana dieta, w której wszystko było syfem, nawet pierś z kurczaka i pszenny chleb razowy.
Inna sprawa, że znowu wracamy do dyskusji, która ostatnio nieładnie się skończyła. Nie porównuj siebie pod opieką trenera, który Ci wyznacza spokojniejsze okresy, żebyś się nie zajechała, do dziewczyny, która na moje oko zajeżdża się od lat. Viki wtedy sama zwróciła uwagę, że Tobie ktoś mówi wprost, że coś będzie zbyt dużym obciążeniem i że na przykład na coś jest jeszcze za wcześnie, że potrzebujesz tyle i tyle, żeby się przygotować do zawodów. Viki kogoś takiego nie ma, musi sama decydować, a moim zdaniem może mieć problem z tym, by spojrzeć na swoje osiągnięcia i stan z odpowiedniego dystansu. A jeśli jej psychika szwankuje, jeśli jest wypalona, to tym będzie to trudniejsze. Nie widzę, by cieszyła się z dobrze wykonanej roboty na biegu, jest zawsze szukanie dziury w całym i kombinowanie, co jeszcze trzeba poprawić, bo w 2018 coś tam jej poszło lepiej. To jakie są właściwie te profity z bycia ponad amatorem uprawiającym sport dla zdrowia? Nie chcę stawiać tez, mówię, że zawsze warto raz na jakiś czas stanąć, odetchnąć i zastanowić się, czy jestem szczęśliwa z tym, co robię.
I w sumie nie oczekuję absolutnie od Viki, żeby mi się tutaj zwierzała i tłumaczyła ze swoich decyzji, po prostu tak chciałam się odezwać, bo mam wrażenie, że tutaj jednak czasami wytwarza się duża presja, a w światku sportowo-fitnessowym jest mnóstwo ludzi z różnymi zaburzeniami, można się w tym pogubić. Sama u siebie też pewne rzeczy ostatnio zaczynam kwestionować i myśleć o tym, czego ja właściwie chcę i po co robię to, co robię. Nie widzę nic złego w tym, żeby czasem sobie usiąść i pomyśleć, to jeszcze nie oznacza, że się nagle porzuca jakieś cele albo jest miękką pipą :P
W każdym razie, wracając do tematu treningów: Viki, serio, nie wmawiaj sobie regresu. Zrobiłaś w tym sezonie zaj**istą bazę. Pamiętam, jak czasami pisałaś, że w takim a takim tętnie to jeszcze nigdy nie biegałaś, że nie spodziewałaś się, że możesz zejść tak nisko. I nie straciłaś tego czasu, po prostu teraz pójdziesz dalej, a skoro nie przerywasz biegania, nie stracisz tej wydolności, ona cały czas będzie profitować. Dopiero teraz, jak wprowadzisz treningi na wytrzymałość, wszystko się zepnie. JEST DOBRZE. Chciałaś biegać ultra i trenowałaś pod ultra, ultra nie biega się na progu mleczanowym.
Zmieniony przez - Hesia w dniu 2023-06-14 13:10:38
Inna sprawa, że znowu wracamy do dyskusji, która ostatnio nieładnie się skończyła. Nie porównuj siebie pod opieką trenera, który Ci wyznacza spokojniejsze okresy, żebyś się nie zajechała, do dziewczyny, która na moje oko zajeżdża się od lat. Viki wtedy sama zwróciła uwagę, że Tobie ktoś mówi wprost, że coś będzie zbyt dużym obciążeniem i że na przykład na coś jest jeszcze za wcześnie, że potrzebujesz tyle i tyle, żeby się przygotować do zawodów. Viki kogoś takiego nie ma, musi sama decydować, a moim zdaniem może mieć problem z tym, by spojrzeć na swoje osiągnięcia i stan z odpowiedniego dystansu. A jeśli jej psychika szwankuje, jeśli jest wypalona, to tym będzie to trudniejsze. Nie widzę, by cieszyła się z dobrze wykonanej roboty na biegu, jest zawsze szukanie dziury w całym i kombinowanie, co jeszcze trzeba poprawić, bo w 2018 coś tam jej poszło lepiej. To jakie są właściwie te profity z bycia ponad amatorem uprawiającym sport dla zdrowia? Nie chcę stawiać tez, mówię, że zawsze warto raz na jakiś czas stanąć, odetchnąć i zastanowić się, czy jestem szczęśliwa z tym, co robię.
I w sumie nie oczekuję absolutnie od Viki, żeby mi się tutaj zwierzała i tłumaczyła ze swoich decyzji, po prostu tak chciałam się odezwać, bo mam wrażenie, że tutaj jednak czasami wytwarza się duża presja, a w światku sportowo-fitnessowym jest mnóstwo ludzi z różnymi zaburzeniami, można się w tym pogubić. Sama u siebie też pewne rzeczy ostatnio zaczynam kwestionować i myśleć o tym, czego ja właściwie chcę i po co robię to, co robię. Nie widzę nic złego w tym, żeby czasem sobie usiąść i pomyśleć, to jeszcze nie oznacza, że się nagle porzuca jakieś cele albo jest miękką pipą :P
W każdym razie, wracając do tematu treningów: Viki, serio, nie wmawiaj sobie regresu. Zrobiłaś w tym sezonie zaj**istą bazę. Pamiętam, jak czasami pisałaś, że w takim a takim tętnie to jeszcze nigdy nie biegałaś, że nie spodziewałaś się, że możesz zejść tak nisko. I nie straciłaś tego czasu, po prostu teraz pójdziesz dalej, a skoro nie przerywasz biegania, nie stracisz tej wydolności, ona cały czas będzie profitować. Dopiero teraz, jak wprowadzisz treningi na wytrzymałość, wszystko się zepnie. JEST DOBRZE. Chciałaś biegać ultra i trenowałaś pod ultra, ultra nie biega się na progu mleczanowym.
Zmieniony przez - Hesia w dniu 2023-06-14 13:10:38
4
Intensywność lekko powyżej progu tlenowego z definicji można utrzymać kilka godzin. Pod progiem mleczanowym w zależności od wytrenowania 30-60 minut.