W czwartek dnt, a dziś...
Miały byc mocne podbiegi, niestety samopoczucie od rana koszmarne, ból głowy, ból gardła, osłabienie. Cały czas w pracy biłam się z myslami czy biegac czy odpuścić. Rozsądek podpowiadał odpocząć, serce kazało korzystać z pogody i biegać a jakiś diabeł w środku zaczął panikować, że 3 bez biegania to będzie za dużo, tragedia,
spadek formy, dramat, dno...
No to postanowiłam zrobić lekkie podbiegi, bez wchodzenia w 3 zakres. Było 5x250m, w sumie 6 ale pierwszego nie zapisałam i byl tak testowo, czy nie umrę pod górę

Było żywo, ale nie szybko, bez podbijania tętna. Skupiłam się na prawidłowej postawie i mocnej pracy tyłka. Efekt - ledwo siedzę
Później jeszcze krótki pobyt w saunie i jacuzzi. Albo mi przejdzie, ale mnie rozłoży na dobre.
Zaczeła się moja ulubiona pora roku do biegania, nie za gorąco, piekne widoki

Jedny minus - jak jest brzydka pogoda i zimno, to nie wiadomo jak się ubrać. Na dodatek człowiek wychodzi z domu i zanim sie rozgrzeje to dostaje gęsiej skórki i strzela zębami, w trakcie biegu jest ok albo za gorąco, a po biegu - dramat, drgawki i w ogóle do d...
Jeszcze odnośnie diety. Zrobiło sie zimno i jakoś koktajle z owoców i warzyw zupełnie nie wchodzą. Na śniadanie jeszcze ok, ale w ciągu dnia nie bardzo. Za to zupy mogę jeść na okrągło

Dlatego przestaje liczyć kcal, w tydzień od zup się nie spasę, a jak robię cały gar dla wszystkich to ciężko to policzyć
Wrzucam wykresy z biegania, fotkę z dzisiejszej trasy a na koniec fotkę z czerwcowych Mistrzostw Europy, wczoraj znalazłam
