Jak zapowiadałam, tak zrobiłam. Deprecha level hard mnie trafiła.
22.01.2026 DT
Deprechy cd. Aż home office wzięłam i generalnie cały dzień przeleżałam z kompem na kanapie. Kusiło mnie, żeby już tak pociągnąć do kolejnego dnia. Tyle co z psicą wychodziłam...
No, ale pod wieczór mnie sumienie ruszyło, przegadałam ze sobą, że skoro nie chce mi się robić nóg i tyłka, to pójdę sobie chociaż zrobić górę, a jak góry mi się nie chce - to zrobię na co będę miała ochotę. I tym sposobem trafiłam na siłkę i już zupełnie serio dobry trening zrobiłam.
Suwnica, po ostatnich udrękach an 70kg, weszły udręki na 80kg
HT, tym razem prawilnie ze sztangą, pilnowałam głębokości. Do 130kg nie doszłam, ale tyłek spuchł, więc nie narzekam.
Rzymska na dobicie tyłka, 40kg fruwało, tyłek bolał.
Miały być na koniec wykroki albo RDL, ale jakoś poty mnie oblały i się przestraszyłam. Przypomniałam sobie o ćwiczeniu z insta (tak wiem...) co się nazywało RDL na wyciągu. I postanowiłam spróbować. NIe wiem co tam nie tak robię, bardziej chyba ręce ciągnęły niż dupsko, ale niewątpliwie dupsko i dwójki się rozciągały. Trochę brzucha i do domu.
Jak ktoś ma jakiś pomysł jak poprawić to RDL na wyciągu to chętnie jeszcze raz spróbuję.
?feature=share
?feature=share
?feature=share
?feature=share
?feature=share
?feature=share

