Cześć

kalendarz niedawno przypomniał, że minęło 10 lat od kiedy założyłam dziennik na SFD, także myślę, że najwyższa pora zaktualizować dziennik zanim wszyscy zapomną o moim istnieniu
Treningowo nie zmieniło się wiele, trenuję w podobnym systemie od dłuższego czasu, podmieniając co kilka/kilkanaście tygodni niektóre ćwiczenia czy zmieniając ilości powtórzeń czy technikę danego ćwiczenia. Poniżej wklejam trening ze wczoraj.
Trenuje siłowo 4 razy w tygodniu (czasem zdarza się, że jedna jednostka treningowa wypadnie, jeśli mam akurat stresujący okres w pracy). W dalszym ciągu jeżdżę do pracy na rowerze, trzy razy w tygodniu po 22km. W ramach kardio w dalszym ciągu skaczę na skakance lub robię krotki bieg (20-30min). Obecnie tego dodatkowego kardio nie ma aż tak dużo - wypada średnio dwa razy w tygodniu.
Jeśli chodzi o dietę to wychodzi średnio 1900kcal. Rozkład makro % taki jak zawsze - cały czas mi taka dieta służy i pasuje.
Staram się trzymać wagę w okolicach 62,5kg. W tym roku wyjątkowo nie robiłam bardziej agresywnej redukcji na wakacje, chyba pierwszy raz od tych 10 lat
Trening A (wczorajszy)
1. MC klasyczny 8/8/6/6/6/3/3
50/70/80/90/100/110/112,5
2. Kas Bridge 4x10
100/100/100/100
3. Żuraw 3x6
4.
Wykroki ze sztangielkami 4x10
12,5/12,5/12,5/12,5
5. Odwodzenie linki po skosie na wyciągu 3x12
23/23/23
A tak ogólnie to zdrowa, zadowolona, nie ma na co narzekać - czyli bez zmian
Na początku lipca byłam w Tatrach, byłam po raz pierwszy od 20+ lat w polskich górach w okresie letnim (w tym czasie kilka razy byłam w zimę, na nartach), także było to dla mnie bardzo fajne przeżycie. Zgodnie z planem, zrobiliśmy kilka świetnych szlaków - pierwszy z Kuźnic na Kopę Kondracką, Kasprowy i z powrotem do Kuźnic; drugi z Kuźnic na Czarny Staw Gąsiennicowy, trzeci z Palenicy Tatrzańskiej na Dolinę Pięciu Stawów, no i czwarty to Czerwone Wierchy z Doliny Malej Łąki do Kościeliska. W miedzy czasie jeszcze przeszliśmy się po Chochołowskiej. Także było super - jedynie pogoda płatała figle a na Czerwonych Wierchach złapał nas konkretny deszcz jak akurat przechodziliśmy z jednego szczytu nam drugi i jeszcze lalo jak zaczęliśmy schodzić w stronę Kościeliska. Trzy tygodnie po wyprawie jeszcze mnie kolana bolały ale było warto

wrzucę kilka zdjęć w kolejnym poście.