Dobry wynik w rwaniu 

Ilość wyświetleń tematu: 570925
.
wczoraj wieczorem. Niezbyt byłam zregenerowana, jak wczoraj bardzo ładnie byłam w stanie spiąć wszystko tak dzisiaj trzymałam tylko sztangę żeby nie spadła
. Ostatnie serie już naprawdę brzydkie, chociaż raz zrobiłam z 75kg to dałam sobie siana z takim żyłowaniem ale wiem że tak naprawdę powinno wejść 75kg na trzy. Na WOD totalnie energii nie było, słabo dogrzaliśmy górę i miałam wrażenie że mi się nadgarstki połamią przy OHSach
.
, dwie rundy skończone w 30s, na ostatniej troszkę musiałam przystopować na biodrze ze dwa razy więc parę sekund dłużej wyszło. WOD nudny ale z jakimś kolegą się trochę ścigałam także jakieś urozmaicenie to było. Pull-upy słabo wchodziły, jakiś brak koordynacji ale dało radę dwie rundy unbroken, na trzeciej przed dziesiątym poczułam że chwyt już nie istnieje ale nie opłacało się puszczać drążka także odpaliłam tryb salamandra
. Na oly najdziwniejsze ćwiczenia których nawet nie byłam w stanie wykonać, spoko
.
.
. Mróz złapał, nie miałam żadnego długiego rękawa, na szczęście był Fsl i poratował swoją bluzą biegową. Co do biegu to startowaliśmy od zamku (busy nas z boxa przywiozły, jak w więzieniu ale koncepcja bardzo spoko), mój heat to dziewczyny plus część kategorii masters. Na samym początku puściłam wszystkich przodem żeby wyczuć tempo swoje i grupy. Doczepiłam się do dziewczyn z tyłu, jednak czułam że mogę w miarę komfortowo biec szybciej więc wyprzedziłam. Z przodu była grupka panów+ chyba jedna lub dwie byłe biegaczki, bo pruły naprawdę ostro (najlepsza dziewczyna miała czas 11:49), potem jeszcze jedna dziewczyna. Odczepiłam się od tyłów i powoli dorównałam do środkowej, chciałam nieco za nią podbiec bo zawsze lepiej, niestety jak tylko usłyszała moje rzężenie
zaczęła szarpać tempo więc nie chcąc jeszcze bardziej się męczyć ją też wyminęłam. Po 1,5km złapała mnie kolka (ja pierdziu…) jednak dałam radę jakoś zmienić centrum uwagi- tu pani szła z pieskiem, tam chłopak karmił kaczuszki… w okolicach drugiego kilometra minęłam kogoś z masters, mijając klepnęłam go po plecach i powiedziałam „dawaj”, jednak okazało się, że kolega coś zerwał, ale zaraz po tym zaczął jeszcze truchtać. Przed sobą zobaczyłam jeszcze jednego mastersa, końcówka biegu była pod górkę a potem jeszcze po schodach i dopiero do mety. Przed samą metą wyprzedziłam jeszcze tego zawodnika. Po biegu byłam piąta i głęboko zszokowana, że w workoucie z biegiem nie byłam ostatnia i zmieściłam się w TC
.
. Na dobrą sprawę, jak widać, były to dwie osobno punktowane części. W zasadzie był to pierwszy workout, na którym na wiośle nie miałam czarnych myśli i przetrzymałam cały dystans w dobrym tempie i bez panikowania. Jedyne co czułam to ból nóg, pod koniec wiosła zaczęłam się zastanawiać jak to będzie ze sztangą, miałam wrażenie że będzie ciężko. Po zejściu z wiosła (czas zapewnił mi ponownie piątą pozycję w tej części) i złapaniu sztangi okazało się, że jest mega leciutka co podniosło mnie na duchu (i w ciele
). Niestety przy ostatnich rundach zaczęło mnie coś znosić na prawą, widziałam że moja ekipa mówi do sędziego, że zaraz spadnie mi bumper- przy 5 STO widziałam, że sędzia chciał podejść i go docisnąć, więc spauzowałam, ale kiedy sobie uświadomiłam ile czasu przez to stracę to rzuciłam tylko „yebać to” i jechałam dalej. Tę część skończyłam na drugim miejsce (o 2 repy) myślę że gdyby nie to zamieszanie to byłaby szansa na wyrównanie.
.
. Taktyka była taka, by robić DL unbroken (faceci mieli stówkę i sporo z nich całkiem rozważnie jechało jedynkami), T2B dzielić od początku a HSPU „moim unbroken”. Na dobry początek, przy pierwszym wejściu na drążek wsypałam sobie full magnezji do oka
. Najpierw drążek poszedł chyba na 2 razy, HSPU były wyzwaniem ponieważ pierwszy raz na zawodach nie można było odsunąć abmaty ani bumperów od ściany. Robiłam wolniej, jednak jakoś to szło. Burpee BJ wolno ale bez większych przerw (tak poza tym to wysokość 60cm, nie wiem czy zaplanowana czy c***** po prostu zostawił bo o tym zapomnieli
). Sędzia na tym workoucie trafił się naprawdę zaj**isty, cały czas do mnie gadał, zachęcał razem z ekipą. O ukończeniu przeze mnie HSPU w każdej rundzie wszyscy w boxie się o tym dowiadywali bo Fsl z kolegą dawali o tym fakcie dobitnie znać przy pomocy wuwuzeli
. Ostatnie T2B już na mega zmęczeniu więc po prostu leciałam jedynkami. Po tym udało się przebić na trzecie miejsce, zawodniczka przede mną miała kłopot z HSPU.
. Pomyślałam sobie, że spróbuję to zgrindować w nadziei, że zacznie mi przechodzić i po mniej więcej 25 powtórzeniach faktycznie tak się stało. Po wejściu na drążek nieźle się zdziwiłam- na T2B był względnie spoko, na podciąganiu okazał się tragiczny. Plan trzech serii odszedł w zapomnienie, była chaotyczna walka o cokolwiek
. Nie straciłam jednak wiele bo nie tylko ja miałam z tym problem, jednak pomimo najwyższego stanu irytacji udało się trochę odpocząć przez takie króciutkie serie. Pistolsy poszły całkiem spoko, dostałam ze dwa no-repy ale tragedii nie było. Rwania (w sumie wszystko na sztandze oprócz DT) były na męskim gryfie, mimo wszystko chciałam zrobić jak najwięcej TnG. Zrobiłam dwie piątki i ukończyłam finał na drugim miejscu (chyba była to różnica kilku sekund).
. Generalnie myślę, że zaczynam podchodzić trochę bardziej taktycznie do WODów, przed każdym startem nie czułam się już mega zestresowana i lepiej wiedziałam, co mam zaplanowane i w jakim stopniu mogę to zrealizować. Jeszcze trochę wiary w siebie mi brakuje ale powoli zaczynam się odnajdywać wśród innych startujących i ocenić realnie moje szanse.

6ripleyTak, niestety nie było zbyt wielu informacji, dlatego też z tych zawodów już muszę napisać relację.

Nasz sklep
Mega promocja
Podobne tematy
Artykuły