SFD.pl - Sportowe Forum Dyskusyjne

DT 6ripley- Open2kXX ;-)

temat działu:

Strength & Endurance

słowa kluczowe: ,

Ilość wyświetleń tematu: 334420

Nowy temat Wyślij odpowiedź
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
FighterX Moderator
Ekspert
Jest liderem w tym dziale Szacuny 16941 Napisanych postów 19281 Wiek 32 lat Na forum 11 lat Przeczytanych tematów 985012
Daj znać jak poszło z TKD :) Pamiętaj, żeby też coś mieć do oszamania, pomiędzy jakieś lekkie kabanosy czy coś ;)

trzymam kciuki!


Zmieniony przez - FighterX w dniu 2017-04-01 07:41:57

Stronger Athlete
www.strongerathlete.pl
FB: facebook.com/StrongerAthlete
IG: the_strongerathlete

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 1654 Napisanych postów 3091 Wiek 26 lat Na forum 4 lata Przeczytanych tematów 213011
Ja po dwóch WODach, idzie mi dość słabo, na hali straszna duchota. Ale zabawa fajna, czuję się ok, raz mnie tylko 'pogoniło' ale już jest spoko. Z żarcia chyba wcisnę tylko batony białkowe bo dostaliśmy pełno supli .
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 1654 Napisanych postów 3091 Wiek 26 lat Na forum 4 lata Przeczytanych tematów 213011
No, zakończone zawody dwoma mocnymi WODami które udało mi się wygrać w moim heacie i tak jak chciałam, zajęłam 7 miejsce czyli połowa stawki. Ledwo żyję, jednak dzisiaj wjedzie wyjątkowo pizza (i tak jutro będę zdychać) i jutro jak odetchnę to zdam szczegółową relację.
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 1654 Napisanych postów 3091 Wiek 26 lat Na forum 4 lata Przeczytanych tematów 213011
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
rion10 Moderator
Ekspert
Szacuny 5106 Napisanych postów 58842 Na forum 17 lat Przeczytanych tematów 724309
No i pięknie. Uśmiechnięta kobieta to jest to

Wierzyć to znaczy ufać, kiedy cudów brak.
Muscles not grow on trees!

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 1556 Napisanych postów 4149 Wiek 36 lat Na forum 12 lat Przeczytanych tematów 73822
Historia tego zdjęcia jest bardzo interesująca - ale nie będę zdradzał szczegółów

Biegać szybciej, Skakać wyżej,
Time to beat: Półmaraton: 41m27s; Maraton: 1h33m49s; Annie: 7m31s

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 313 Napisanych postów 7707 Wiek 38 lat Na forum 7 lat Przeczytanych tematów 118726
wtedy jeszcze pewnie nie wiedziała co ją czeka
1

Sport to zdrowie do póki nie robisz singli

...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 1654 Napisanych postów 3091 Wiek 26 lat Na forum 4 lata Przeczytanych tematów 213011
Gwid
wtedy jeszcze pewnie nie wiedziała co ją czeka

Otóż, mój drogi, wtedy to ja byłam akurat w połowie pierwszego WODa . Wystarczy spojrzeć na odcień koszulki pod pachami . Wrzucam już relację- jak możecie to nie piszcie nic, póki nie zedytuję bo zdjęcia chcę spozycjonować .


Zmieniony przez - 6ripley w dniu 2017-04-03 13:17:26
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
Ekspert
Szacuny 1654 Napisanych postów 3091 Wiek 26 lat Na forum 4 lata Przeczytanych tematów 213011
<b><center><size='big'>3CITY BOX BATTLE</size></center></b>
<b>ORGANIZACJA</b>
Może od tego zacznę. Odprawa zawodników rozpoczynała się o godzinie 8:30. O tej też godzinie przybyłam na miejsce, dzięki uczynnej współtrenującej Natalii, która podwiozła mnie i moją super wielką torbę. Wszystko poszło bardzo sprawnie, pakiet startowy był "na bogato"- torba treningowa pełna sampli, kompleks witamin, jakiś proszek z ekstraktami warzyw, mały ręcznik, koszulka, worek materiałowy, nieśmiertelnik, shaker, 3 batony, dwie wody ~700ml. Jedna rzecz na wielki minus z zaopatrzenia- te dwie butelki wody to było wszystko, co można było dostać, na obiekcie nie było nawet stoiska, na którym można było kupić coś do picia. Wzięłam swoją 1,5l butelkę, niestety nie miałam możliwości zabrać więcej. Gdyby nie nasi przyjaciele, którzy przyjechali kibicować i przywieźli zgrzewkę (a to też było zdecydowanie za mało) to byłoby ciągnięte z kranu. Generalnie podczas dwóch ostatnich godzin jeśli przyczaiłam jakąś wolnostojącą butelkę z wodą i przez 5 minut nikt jej nie ruszył to już ją zerowałam . Podczas zawodów nie patrzyłam na zegarek, ale wszystkie eventy odbywały się bardzo sprawnie i obsuwy praktycznie nie było. Strefa rozgrzewki była trochę zbyt ubogo wyposażona- mogłyby być 2 gryfy więcej i więcej talerzy 5kg oraz jakiekolwiek 2,5kg.


<b>SĘDZIOWANIE</b>
Jeżeli chodzi o sędziowanie- z mojej perspektywy rewelacja. Zawsze skrótowo omawiali jeszcze raz standardy, pytali, czy wszystko jest jasne no i nie byli tylko i wyłącznie od liczenia repów- sporo też sami starali się zdopingować zawodników. No- repy (słuszne) dostawałam tylko na pistolsach, reszta poszła bez problemów.


<b>EVENT 1</b>

Nie było tutaj elementu, w którym czułam się mocna i mogłabym jakoś wyprzedzić resztę. Jako że w momencie wejścia na arenę cały stres praktycznie zniknął, podeszłam do tego, jak i większości workoutów na luzie. Tu jeszcze korzystałam z faktu, że podzieleni byliśmy alfabetycznie i mogłam zerkać, jak idzie Adze . Martwe były lekkie, z resztą zgodnie stwierdziliśmy, że dziwny rozstrzał ciężarowy jest- normalnie u nas DL mamy 70/100kg a tutaj była różnica aż 50kg między panami a paniami. Burpee nawet-nawet, potem dopiero zaczęła się ciężka orka. Na arenie panował straszny zaduch, ciężko było o jakikolwiek powiew świeżego powietrza. Thrustery (aha, najpierw na legalu podeszłam sobie do kettli na linię startową obok- i to nie był jedyny raz na tych zawodach, jak wbjam się komuś na stanowisko ), chociaż ciężarowo luzik, to jakoś nie czułam się w stanie pocisnąć więc chyba od 2 rudny dzieliłam na 8+4. BJO nawet nie pamiętam, jak czułam ale lekko chyba nie było . T2B szły jak po gruzie- drążek był wyjątkowo gruby i po 6 powtórzeniu zawsze wisiałam już na końcach palców. Skórki tym razem nie ułatwiały zadania, ale mimo to cieszę się, że je założyłam bo potem były jeszcze dwa eventy z drążkiem. Nie ukończyłam całości, kiedy czas się skończył robiłam (chyba) trzecią rundę BJO.


<b>EVENT 2</b>

Ciekawa byłam, jak pójdą mi pistolsy. W środę było z tym słabo, także wiedziałam, że lekko nie będzie, ale od tego są zawody . Swingi były zadziwiająco przyjemne, czajniczek latał jakby skrzydełka mu ktoś doczepił. Po pierwszej dziesiątce przyszedł ten stresik pod tytułem "a jak ani jednego nie zrobię?". Odetchnęłam, wsłuchałam się w moich ludzi, którzy cały czas stali obok i głośno mnie wspierali i... dostałam no-repa . Pomyślałam "dobra, kurde, przecież nie będę tu tak stała jak d****" no i spróbowałam jeszcze raz. Weszło. Potem jeszcze raz, znowu... Na niecałe 3 rundy było może z 6 no-repów. Co rundkę szło mi coraz sprawniej, tylko czasem traciłam na dole balans.
Po tym przyszła kolej na kompleksik sztangowy- coś dla mnie. Założyłam na początek 50kg- poszło gładko. Wiedziałam, że na clusterze nie zrobię na zmęczeniu 65kg, więc poszło kolejno 55kg i potem 60. Na 60kg zostałam i zaczęłam AMRAP STO- weszło chyba 6. Trochę zmuliłam bo myślałam, że jak zrzucę sztangę to już nie mogę się zabrać za to znowu, ale sędzia szybko mnie naprostował . Ogólnie rzecz biorąc to zeszłam z areny w miarę zadowolona- bardzo cieszyłam się z pistolsów, ale pozostał lekki niedosyt ciężarowy. Fajnie by było zrobić chociaż 62,5kg ale niestety minimalna zmiana ciężaru to 5kg.

Przed nami startowali chłopcy- naszemu trenerowi 90kg sztanga spadła na czworogłowy prawego uda i zrobiła dziurę do kości. Na szczęście po wizycie na pogotowiu okazało się, że mięśnie nie zostały zerwane, ale wielka szkoda że zawody skończyły się na 2 evencie, i to jeszcze tak pechowo. Jakby tego było mało- dosłownie 5 minut po tym zajściu nasza koleżanka uszkodziła sobie coś w kolanie podczas rozgrzewki. Już myślałam, że po 3 evencie nikt z nas nie zostanie w całości.


<b>EVENT 3</b>

Airbike . Zaczęło się znów pechowo, bo moja maszyna zmuliła i się nie odpaliła, więc po interwencji sędziego byłam już dobre 20s w plecy, ale kij z tym. Teraz dziewczyny były podzielone na "lepszy" i "gorszy" heat, jak zapewne się domyślacie trafiłam do tego drugiego. Z rowerka zeszłam chyba jako ostatnia, WBS szły mi fatalnie, ale przemęczyłam się jakoś. Potem niestety nie było dużo lepiej, bo czekało mnie ulubione podciąganie. O dziwo na tym troszeczkę nadrobiłam (żeby zaraz znowu zostać w tyle na WBS) bo dziewczyny miały chyba małe problemy z tym ćwiczeniem, czego na pewno nie ułatwiał ten grubaśny drągal. Drugie WBS- uwaga zaskoczenie- wcale nie poszły lepiej niż pierwsze . Na airbike'a udało mi się wskoczyć na jakieś 40 sekund (czy nawet 20, ja już z tego nic nie pamiętam ) i w sumie, jak oglądałam kolejny heat, gdzie rozpyerdalaczki siedziały na nich ponad 2 minuty to jednak się cieszyłam, że tak słabo mi poszło .
Po tym workoucie byłam dopiero 9, a chciałam ukończyć zawody na 7 miejscu. Nadszedł czas się ogarnąć (i zmęczyć trochę bardziej niż umiarkowanie).


<b>EVENT 4</b>

Tego eventu chyba najbardziej nie mogłam się doczekać, z trzech powodów- raz, że był na zewnątrz= świeże powietrze i słoneczko, dwa- byłam bardzo ciekawa, jak pójdą mi niestandardowe ćwiczenia, a szczególnie sled pull, trzy- czułam, że na tym mogę pocisnąć. Oczywiście przed startem prawie wbiłam się na nie swoją linię startową . Sled pull mi się najbardziej podobał. Burpee też były nawet spoko, tylko zapominałam podskoczyć więc trochę traciłam na zastanawianiu się (już byłam wyprostowana- myśl- co ja miałam?- podskok). Wykroki masakra- o dziwo największym problemem były tu ręce. Ale właśnie na nich zaczęłam wyprzedzać- do tej pory szłam równo z którąś z zawodniczek, albo dwoma, nie wiem bo kątem oka widziałam jedną. Snatche dobijały ręce i płuco, dobrze to było przemyślane . Drugie wykroki były bardzo ciężkie, ale głowa już lżejsza, bo wiedziałam, że teraz pójdzie z górki. Nie dość, że wszyscy "nasi" tak głośno krzyczeli, że chyba cały GOSiR słyszał, to jeszcze byłam na prowadzeniu, no to nie mogłam przecież zwolnić, bo by mnie potem zjedli . Burpee jednak wchodziły gorzej, ale do sleda udało mi się wrócić przed resztą zawodniczek. Niestety, niewiele brakowało, ale nie dociągnęłam sanek do końca- na ostatniej sekundzie pociągnęłam z całej siły, żeby dostać repa za strefę i yebłam na plecy (ale trawa była mięciusia ). Było git, z tego jestem zadowolona.


<b>EVENT 5</b>

Ostatni event. Po przednim byłam ex aequo na 8 miejscu z jeszcze jedną dziewczyną. Cieszyłam się, że laski nie mają MU ale zasmuciło mnie, że nie mamy HS walk, jednak coś za coś. Przed startem rozbolał mnie nieźle łeb, no ale już wizja zakończenia dnia trzymała mnie na nogach. Weszłam na arenę, ogarnęłam magnezję, stanęłam sobie na stanowisku i zaczaiłam, że jestem na linii zaraz przy dopingujących- spojrzałam i faktycznie, sami swoi. No to wiedziałam, że będzie ostro. Zobaczyłam na zegarze, że już odlicza 10s do startu i stwierdziłam, że czuję się dziwnie nieprzygotowana. No ale dobra, wgramoliłam się na drążek i tym razem nie wydawał mi się tak niewygodny, jak poprzednio- zrobiłam te C2B i do sztangi. Ale coś mi dziwnie pusto było, patrzę- reszta miała problem. No to wio- na siadach liczyć nie musiałam, bo za plecami najlepszy serwis robił to za mnie i to tak, że w promieniu 5km chyba każdy na bieżąco wiedział, ile aktualnie mam repów . Mała przerwa na 5, bo sędzia nie ogarnął zmiany wymagań po heatach mężczyzn i po 5 zadowolony poszedł sobie do kettli . Zaraz jednak udaliśmy się już wspólnie na kolejne stanowisko, gdzie ekspresowo siekłam push pressy- lekkie były. Skakanka najmniej odpowiadała mi w tym workoucie. Pierwsze podejście 50 ub, przerwałam sama ze zmęczenia. Reszta poszła, ale nie pamiętam czy na raz czy na dwa. Znowu na C2B, 3 repy i czuję, że "drążek się zdziera", czyli standarowe odczucie jak psują mi się łapska. Zeszłam, dorobiłam 2, spojrzałam na dłonie i wyglądały, jakbym przez tydzień MU robiła. Z powrotem na fronty, miałam już chyba niezłą przewagę, ale wtedy nie patrzyłam na to, gdzie są rywalki tylko niosły mnie krzyki naszych najlepszych na świecie kibiców. Znowu, każdy rep policzyli za mnie. Push pressy, skakanka- tu już zrobiło się ciężko. Najpierw chyba koło 25-30 repów, potem już nie liczyłam tylko skakałam, pod koniec jakoś spytałam sędziego, ile zostało. Po skakance słyszę, że ktoś mnie woła- jeden z naszych trenerów jak zobaczył, że mam zdarte łapy do krwi pobiegł po tape'a, przecisnął się do barierek i owinął mi dłonie. Kolega podał wodę, po prostu full service, chłopaki po evencie otrzymali miano Pit-Stopu . Trzecie C2B, znowu 3+2, potem znów fronty, coraz głośniej liczone. Zrzuciłam sztangę po 5 i usłyszałam z tyłu OOOOOOOOAOAOAOAOEEEEEEE więc zaraz wrzuciłam z powrotem bo zostało tylko 30 sekund do końca pierwszej części. Dotarłam do (chyba) 4 push pressów kettlem. Minuta "przerwy", starałam się wciągnąć trochę powietrza do płuc ale cały tlen ze mnie od razu uciekał . Poszłam po trochę magnezji, ustawiam się do sztangi i słyszę, że sędzia mnie woła- jakże by inaczej, znowu wbiłam się na nie swoje stanowisko . Podbiegłam, chciałam dzielić snatche po 5, ale mając tę orkę za sobą udało mi się to chyba tylko w pierwszym rzucie. Potem po 2-3 powtórzenia. Mimo wszystko udało mi się jako pierwszej skończyć walkę ze sztangą w moim heacie. Tutaj już nie obyło się bez odleżenia swojego na ziemi. Po wstaniu jeszcze tradycyjnie przytulas dla wszystkich dopingujących i już mogłam odpocząć.




Generalnie po ostatnim evencie był taki zjazd, że przez 40 minut nie wiedziałam, co ze sobą zrobić i czułam się na skraju omdlenia. Koleżanka poratowała jakimś batonikiem muesli (miałam carbo w saszetce- zaj**iste, że nie dało się go otworzyć bez nożyczek więc tak leżałam ledwo żywa z saszetką carbo w ręku ). Posiedziałam jeszcze trochę i jakoś dałam radę zawlec się pod prysznic. Nie polecam mycia po ciężkim zerwaniu dłoni, szczególnie żelem peelingującym .

Zawody zaliczam do udanego debiutu- podeszłam do nich bardzo na luzie, sama się sobie dziwię. Na treningach przeważnie się spinam, a przy zawodach głowa była czysta i została sama zabawa i wdzięczność, że ma się okazję znać tak fantastycznych ludzi, którzy przyjechali nas wspierać. Jeśli chodzi o samopoczucie po zawodach, to dzień po rozłożyła mnie choroba, pod wieczór dnia następnego zaczęłam dopiero czuć to, czego używałam na zawodach i okazało się, że używałam WSZYSTKIEGO. I tak jak wczoraj było słabo, ale znośnie tak dzisiaj ledwo żyję a przez noc tyle wody nabrałam, że aż z twarzy mi się księżyc w pełni zrobił. Tak to nawet po trzydniowym żarciu słodyczy w święta nie było a na twarzy to chyba jeszcze nigdy mnie retencja nie złapała. No cóż, teraz się kuruję, smarczę i wykrztuszam .


Jeszcze chciałabym podziękować fsl za to, że cały dzień spędził na dopingowaniu, za poniesienie torby i podwózkę pod sam blok- dzięki wielkie!

Ok, to by było na tyle .












Zmieniony przez - 6ripley w dniu 2017-04-03 13:26:09
...
Napisał(a)
Zgłoś naruszenie
FighterX Moderator
Ekspert
Jest liderem w tym dziale Szacuny 16941 Napisanych postów 19281 Wiek 32 lat Na forum 11 lat Przeczytanych tematów 985012
fajna rrelacja :)
TKD zadziałało?

Stronger Athlete
www.strongerathlete.pl
FB: facebook.com/StrongerAthlete
IG: the_strongerathlete

Nowy temat Wyślij odpowiedź
Poprzedni temat

3xCrossfit + 1xFBW

Następny temat

Trening biegacza?

nutlove nowy