Tak, chodzi o to, że kiedyś uczono w tym ćwiczeniu, by doklejać koniecznie lędźwie do podłogi i nawet niektórzy trenerzy wkładali gumę pod plecy w tym miejscu, naciągali ją i trenujący miał za zadanie ćwicząc nie dopuścić do tego, by guma uciekła w bok. Inez wytłumaczyła, że jeśli dead bug ma ćwiczyć mięśnie głębokie to musimy wyłączyć mięśnie zewnętrzne brzucha i
prostowniki pleców, zachowując naturalną krzywiznę kręgosłupa. Czyli schowane żebra, lekko wygięte plecy. I trzeba pracować tak, by nie włączało się nic prócz mięśni stabilizujących, czyli tego wewnętrznego gorsetu (no i zginaczy bioder oraz barków, wiadomo, przynajmniej w tej wersji, w której się rusza rękami, bo nam mówiła, że już samo trzymanie tej pozycji może na początek wystarczyć, jeśli połączymy to z ćwiczeniem prawidłowego oddechu przeponą). Mam nadzieję, że nic nie pokręciłam w opisie, bo z anatomią jestem na bakier, ale generalnie no tylko utrzymując naturalne krzywizny kręgosłupa jesteśmy w stanie włączyć mięśnie głębokie i wyłączyć te leżące na wierzchu.
Oczywiście dead bug z lędźwiami na podłodze będzie angażował brzuch w inny sposób, więc to nie tak, że jest bezużyteczny czy nie działa. Ale już się spotkałam w sumie z krytyką tego doklejania lędźwi i teraz już rozumiem, z czego to wynika :) I faktycznie jak się przy tym ułożeniu tułowia zrobi glute bridge to zupełnie inaczej się angażuje poślad (w sensie inaczej w stosunku do tego, co ja robiłam, of kors), a mi bratowa przy glute bridge też kazała niwelować tę krzywiznę lędźwi i strasznie mi to wtedy nie pasowało, bo miałam wrażenie, że owszem, poślad pracuje, ale na zasadzie, no, jak zacisnę poślady to pracują, ale równie dobrze mogłabym leżeć i je zaciskać, na jedno by wyszło, a chodzi o inną pracę :P
I jeszcze skoro poruszam ten temat to dodam, że odkąd mi Inez zwróciła uwagę na nieprawidłową postawę, zakumałam, co robiłam nie tak w martwym ciągu. Nawet odszukałam sobie filmik, na którym bratowa mi usilnie każe spinam łopatki, a ja mam sporą mobilność w tym miejscu i owszem, spinam je, rozciągam klatkę, ale w ogóle nie zauważyła, że jednocześnie wywalam żebra do przodu, pogłębiam lordozę i w sumie lecę martwy prostownikami grzbietu. Bo tak się nauczyła poprawiać ludzi, by nie robili okrągłych pleców, że nie zauważyła zupełnie, że ja robiłam dokładnie odwrotny błąd. Jestem ciekawa, jak nauka prawidłowej postawy wpłynie na to ćwiczenie, gdy wrócę do ciągów na jesieni. Mam nadzieję, że będzie git i wreszcie uruchomię dobrze poślady.
Zmieniony przez - Hesia w dniu 2023-07-31 21:33:51