Pobiegane i pochodzone dzisiaj. Dieta raczej utrzymana, chociaż trochę namieszałam w makro (nie dojadłam białka, za to weszło trochę więcej węgli), a teraz popijam białe wino bezalkoholowe o zawrotnych 22 kcal na 100 ml, więc wpadnie jakieś 60 kcal, chyba przeżyję tego czita

Nawet całkiem niezła namiastka winka, chociaż ja bym sobie wrzuciła do niego cytrynkę. Jestem happy, bo nie chciałam pić alko przez okres
treningów, ale takiego winkowania to mi już brakowało, a 25 zł za butelkę to nawet przyjemna cena.
Biegło się dobrze mimo domsów, ale włożyłam złe spodenki i obtarłam sobie uda, ostatnie 2 km były już nieprzyjemne
18,5 tys kroczków, prawie 700 kcal aktywnych. Dobrze, bo jutro może wpaść trochę nadprogramowych kcal i może nawet jakieś alko w niewielkich ilościach. Ech, miałam iść do koleżanki na uro, a w ostatniej chwili wymyśliła wyjście na sushi. Nie lubię sushi, nie mam ochoty płacić za nie tyle hajsu, a do tego praktycznie w każdym jest jakiś problematyczny dla mnie składnik... I niestety nie mają frytek dla takich ludzi jak ja
Jestem ciekawa, jak wyjdzie sobotnie 13 km, ale czuję, że jeśli jutro nie poszaleję z alko, powinnam być w stanie tym razem przebiec cały dystans
Dzisiaj na wadze nadal 69,4. Na razie nie rośnie.
