Dzięki, RPS1990 :)
Wczoraj już myślałam, że podjem, bo taki mnie głód w środku dnia złapał, że musiałam do 18 zjeść wszystko, co miałam przewidziane na ten dzień. I jeszcze przed deszcz nie mogłam wyskoczyć po twaróg, który miałam wpisany w dietę, a nie miałam też czasu zrobić jakieś warzywka i ogólnie taki ch**owy dzień był, ale ostatecznie po powrocie z zajęć stretchingu już nie czułam za bardzo głodu. Graliśmy w Don't Starve i wkręciłam się, więc nie myślałam o jedzeniu, a głód jakoś zabiła
cola zero ;) Swoją drogą świetna gra, polecam, ale chyba tylko w tym łatwiejszym trybie rozgrywki, bo w normalnym to bym się wkurzała, że ginę
Zajęcia ze stretchingu udane, podobno moje barki już całkiem nieźle pracują. Niestety po kolejnych zajęciach studio zamyka się na dwa miesiące. Ale w sumie spoko, popracuję z tymi ćwiczeniami, które już jako tako ogarnęłam, i może uda mi się coś z tymi zabetonowanymi pośladkami zrobić przez ten czas.
W każdym razie dieta utrzymana, jedynie makro trochę się rozjechało, bo nie miałam czym dobić białka. 7 tys kroków, 330 aktywnych kcal.
Dieta chyba działa, bo dzisiaj waga pokazała 69,4 kg. Nie widziałam tyle, odkąd wróciłam na hormony. Przy czym nadal trudno ocenić, ile z tego to po prostu wahania wody. Jak teraz nie zacznie znowu rosnąć, to będzie oznaczało, że już te hormony się uspokoiły. Pewnie waga nie spadnie do tych 68 kg, ale podejrzewam, że to jednak nie do końca przez plastry, a przez wznowienie intensywnych treningów oraz to, że wreszcie nauczyłam się pić tyle wody, ile powinnam. Tak czy inaczej, nie chcę zapeszać, bo może znowu za parę dni stanę się człowiekiem balonem
Dzisiaj w planach próba czasowa, Garmin pewnie wyznaczy mi nowy zakres tempa spokojnych treningów. Jestem ciekawa, co wyjdzie
