No to się dzień rozkręcił. Wyprawa po pakiet zamieniła się w poszukiwanie butów dla Małego na komunię. Potem muszka. Już byłem zmęczony. Pakiet odebrałem. Koszulka niezła gatunkowo. Firma CEP? Słyszał ktoś coś? Miła w dotyku i niebrzydka.
Folii NRC nie ma w pakiecie. Dostałem białą narzutkę od sponsora. Czyli folię wezmę swoją z apteczki samochodowej.
Przez te rozjazdy zgłodniałem. A wkoło tylko niezdrowa żywność. Zabrałem dzieciaki na pizzę, a sam kupiłem w sklepie swój zestaw obiadokolacyjny.
Poprosiłem o dodatkowe nakrycie i hokus-pokus kolacja w całej okazałości:
Jeszcze mi się ten kurak odbija.
Biuro maratonu mieści się piętro niżej pod Centrum Odchudzania. Byliśmy w odwiedzinach. Okazuje się, że dalej jestem częścią dekoracji wnętrza. W zacnym celebryckim towarzystwie

Nie chodzi mi o syna, który postanowił zostać sławny
---
A jak wróciłem do domu, to sobie pobiegłem ostatnie 3 km z planu. Dlaczego miałbym odpuszczać? Odpuszczanie zaczyna się od małych ustępstw
3 km tak wolno żeby jeszcze było truchtem. Tętno 136-140 BPM. Relaks, a nie trening. Buty Asicsy jednak będą biegały.
---
Dostałem w pakiecie gąbkę. Taką do mycia naczyń. Z jednej strony chropowata. Co ja mam z nią robić? Gębę z owadów szorować? Toż nie będę biegł aż tak szybko
Xzaar coś tam pisał o moczeniu gąbki, ale co i jak to jutro obadam.
---
Z ciekawostek: w sklepie spotkałem koleżankę "ze stażem i wynikami". Kupowała skarpety. Też chciałem. Z numerem startowym miałem 10% zniżki na skarpety kompresyjne CEP (problem z tym, że 10% od 199 zł to tylko 19,90, a ja nie dam takiego szmalu za kawałek podkolanówki)
Jak tak zaczęliśmy gadać z chłopakami z obsługi, to się okazało, że:
- koleżanka wszystkie maratony biegała bez mięsa
- wszyscy trzej sprzedawcy biegają i wszyscy trzej... jedzą baaaaardzo tłusto. Prawie tam śpiewaliśmy gospel ku czci karkówki i smalcu - ja Wam mówię. Świat się zmienia

Jak już biegacze zaczynają psioczyć na węgle...
---
No to co? Jutro mąka? Mało błonnika? Owoce? Ziemniaki? Kasza? Ryż? No dobra. Pierogów pojem pewnie i pizzę z dzieciakami. A jak przyjdzie ochota to przejadę się na darmowy makaron. Nie wiem jak to zniosę
Czy ja jestem spokojny? Chyba tak. A co mi da to, że się będę spinał i przeżywał jak stonka wykopki?

Powyżej 25 km biegnie się głową. To po co ją katować?
Coś miałem jeszcze napisać, ale zapomniałem co.
Zmieniony przez - MaGor w dniu 2014-05-09 22:39:13