No właśnie i w tym sedno.
Będę pisał wprost.
Mój poprzedni dietetyk, napisał mi kiedyś, że muszę zejść poniżej 10% z BFem, bo wrócę do bycia świnką ;) Utkwiło mi to w głowie jak cholera.
Tadeusz powiedział: 12-15% to nasz cel.
W tym temacie zostało potwierdzone to, że niski BF to dobra podstawa do masy.
Zbierając fakty:
BF poniżej 15% osiągnięty (przynajmniej z cyferek tak wynika).
Nie redukowałem z 20%, żeby osiągnąć ,10%, ale z grubo powyżej 35%.
Czas redukcji jest już taki, że logicznie biorąc organizm się zblokował.
W mojej głowie jest blokada, myślę sobie - masa? rekomp? człowieku jaka masa, jaki rekomp, jesteś tłusty...
Z drugiej strony wiem, czuje to i "doświadczyłem" tego, że odpowiedni rekomp czy masa tak naprawdę nie zrobi mi krzywdy, a skoro tak jestem wkręcony w temat, to jeśli coś zacznie dziać się źle, to można reagować.
Czuje się psychicznie zmęczony. Jeśli jednak istnieje jakiekolwiek przesłanie ku temu, że muszę zrobić te 10% i niżej, to dam radę, ale taką "formę" jak mam teraz, miałem ostatnio jak byłem gówniarzem. Tyle czasu żyłem z BFem 35-40%, więc...
Patrzę na wszystkie dzienniki, zima, więc czasy masy wszędzie, a ja się bujam.
Nawet jeśli złapię - bo złapię na pewno pare kg fatu, to czuje, że wyjdzie mi to na dobre, bo zresetuje organizm. Zrobię jeden krok do tyłu, po to, żeby zrobić dwa-trzy do przodu.
Wszyscy wokół mówią mi, że zostały ze mnie skóra i kość... Wczoraj
żyły na rękach, wyglądały jakby chciały wyskoczyć, więc powtórzę się, chyba nie ma sensu dalej ciąć, a zacząć coś mądrego w drugą stronę. :)