Witam.
Chcę podzielić się moją historią z ginekomastią, z którą borykałem się od 2013 roku. Do 2015 roku nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to właśnie gino. Kiedyś koleżanka wysłała mi zdjęcie z basenu i wtedy zauważyłem u siebie coś, co wyglądało jak kobiecy biust :D
Od tego momentu moje życie psychiczne zmieniło się o 180 stopni. Każde zdjęcie było analizowane – czy coś widać. Każda koszulka dobierana tak, żeby nie była zbyt obcisła i nie eksponowała sutków. Ponieważ dużo ćwiczyłem i byłem osobą szczupłą, większa klatka piersiowa rzucała mi się cały czas w oczy.
Chcąc to ukryć, przytyłem i od 2015 roku byłem na tzw. „masie”.
W grudniu 2015 roku umówiłem się do dr. Rylskiego – termin zabiegu miał być na sierpień 2016. W tym czasie miała urodzić się moja córka, więc uznałem operację za zbyt ryzykowną (chodziło głównie o problem z noszeniem dziecka). I tak temat odłożyłem aż do marca tego roku.
Po dwóch miesiącach redukcji stwierdziłem, że nie dam się temu „czemuś” :D Przez te 10 lat kilka razy czytałem forum i doszedłem do wniosku, że nie warto oszczędzać na zabiegu, bo można tylko pogorszyć efekt wizualny.
Ponieważ mieszkam na Żywiecczyźnie, szukałem klinik w województwie śląskim i małopolskim. Natrafiłem na kilka, jednak najlepsze opinie (ani jednej złej) miała klinika Medicus w Tychach. Zadzwoniłem — przemiła Pani odpowiedziała na wszystkie pytania i zaproponowała termin wizyty za dwa tygodnie.
Na pierwszej wizycie wypełniłem formularz, a następnie dr Półtorak mnie zbadał i wykonał USG piersi. Wyjaśnił, na czym polega zabieg — wycięcie gruczołu oraz odsysanie tłuszczu. Moja ginekomastia była dość duża: z jednej strony około 13 cm, z drugiej około 10 cm.
Koszt zabiegu został ustalony na 11 500 zł — w cenie był zabieg, kamizelka uciskowa oraz wizyty kontrolne. Po konsultacji zaproponowano mi terminy — wybrałem 16.04. Dodatkowo musiałem wpłacić zadatek i wykonać badania krwi (koszt ok. 450 zł).
Wyniki wysłałem mailowo. Dzień przed zabiegiem zadzwoniono do mnie z kliniki, żeby upewnić się, że wszystko w porządku i nie jestem przeziębiony. Na zabieg trzeba było być na czczo minimum 6 godzin.
Do kliniki zgłosiłem się o 8:30. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do prywatnej sali, gdzie czekałem na ratownika medycznego, który przeprowadził wywiad i badanie. Przed operacją podano mi antybiotyk, kroplówkę oraz tabletkę uspokajającą — nie ukrywam, stres był i ciśnienie trochę skoczyło.
Dostałem odzież jednorazową (szlafrok, kapcie), bielizna pozostaje własna. Na sali operacyjnej zdezynfekowano obszar klatki i podłączono mnie do aparatury. Cały personel był bardzo uprzejmy i pomocny.
Operację przeprowadzali dr Bartłomiej Półtorak oraz dr Marek Półtorak. Zastosowano znieczulenie miejscowe. Najpierw odsysany jest tłuszcz, a następnie wycinany gruczoł. Zabieg trwał około 2 godzin i przebiegał w bardzo spokojnej atmosferze.
Nie czułem bólu — jedynie chwilami lekki dyskomfort związany z koniecznością leżenia bez ruchu.
Po operacji założono opatrunki, sączki (do odprowadzania płynu) oraz kamizelkę uciskową. Wróciłem do swojej sali, gdzie mogłem odpocząć. Personel regularnie sprawdzał, czy wszystko w porządku.
Po około 2 godzinach mogłem się napić, a około 15:00 opuściłem klinikę. Do powrotu potrzebna jest osoba dorosła — nie można prowadzić samochodu ze względu na znieczulenie i leki.
Zabieg był w czwartek, a na poniedziałek miałem już umówioną wizytę kontrolną. Dostałem również receptę i zalecenia dotyczące stosowania leków oraz pielęgnacji ran.
Pierwszego dnia opatrunki trzeba zmieniać dość często — u mnie było to 5 razy, ponieważ pojawiała się jeszcze krew z miejsc po sączkach. Później krwawienie ustało.
Na wizycie kontrolnej lekarz sprawdził, czy wszystko jest w porządku. Kolejna wizyta jest po tygodniu — wtedy zdejmowane są szwy.
Efekt końcowy może być widoczny nawet po roku, ale ja już po kilku dniach jestem bardzo zadowolony.
Chcę podzielić się moją historią z ginekomastią, z którą borykałem się od 2013 roku. Do 2015 roku nawet nie zdawałem sobie sprawy, że to właśnie gino. Kiedyś koleżanka wysłała mi zdjęcie z basenu i wtedy zauważyłem u siebie coś, co wyglądało jak kobiecy biust :D
Od tego momentu moje życie psychiczne zmieniło się o 180 stopni. Każde zdjęcie było analizowane – czy coś widać. Każda koszulka dobierana tak, żeby nie była zbyt obcisła i nie eksponowała sutków. Ponieważ dużo ćwiczyłem i byłem osobą szczupłą, większa klatka piersiowa rzucała mi się cały czas w oczy.
Chcąc to ukryć, przytyłem i od 2015 roku byłem na tzw. „masie”.
W grudniu 2015 roku umówiłem się do dr. Rylskiego – termin zabiegu miał być na sierpień 2016. W tym czasie miała urodzić się moja córka, więc uznałem operację za zbyt ryzykowną (chodziło głównie o problem z noszeniem dziecka). I tak temat odłożyłem aż do marca tego roku.
Po dwóch miesiącach redukcji stwierdziłem, że nie dam się temu „czemuś” :D Przez te 10 lat kilka razy czytałem forum i doszedłem do wniosku, że nie warto oszczędzać na zabiegu, bo można tylko pogorszyć efekt wizualny.
Ponieważ mieszkam na Żywiecczyźnie, szukałem klinik w województwie śląskim i małopolskim. Natrafiłem na kilka, jednak najlepsze opinie (ani jednej złej) miała klinika Medicus w Tychach. Zadzwoniłem — przemiła Pani odpowiedziała na wszystkie pytania i zaproponowała termin wizyty za dwa tygodnie.
Na pierwszej wizycie wypełniłem formularz, a następnie dr Półtorak mnie zbadał i wykonał USG piersi. Wyjaśnił, na czym polega zabieg — wycięcie gruczołu oraz odsysanie tłuszczu. Moja ginekomastia była dość duża: z jednej strony około 13 cm, z drugiej około 10 cm.
Koszt zabiegu został ustalony na 11 500 zł — w cenie był zabieg, kamizelka uciskowa oraz wizyty kontrolne. Po konsultacji zaproponowano mi terminy — wybrałem 16.04. Dodatkowo musiałem wpłacić zadatek i wykonać badania krwi (koszt ok. 450 zł).
Wyniki wysłałem mailowo. Dzień przed zabiegiem zadzwoniono do mnie z kliniki, żeby upewnić się, że wszystko w porządku i nie jestem przeziębiony. Na zabieg trzeba było być na czczo minimum 6 godzin.
Do kliniki zgłosiłem się o 8:30. Pielęgniarka zaprowadziła mnie do prywatnej sali, gdzie czekałem na ratownika medycznego, który przeprowadził wywiad i badanie. Przed operacją podano mi antybiotyk, kroplówkę oraz tabletkę uspokajającą — nie ukrywam, stres był i ciśnienie trochę skoczyło.
Dostałem odzież jednorazową (szlafrok, kapcie), bielizna pozostaje własna. Na sali operacyjnej zdezynfekowano obszar klatki i podłączono mnie do aparatury. Cały personel był bardzo uprzejmy i pomocny.
Operację przeprowadzali dr Bartłomiej Półtorak oraz dr Marek Półtorak. Zastosowano znieczulenie miejscowe. Najpierw odsysany jest tłuszcz, a następnie wycinany gruczoł. Zabieg trwał około 2 godzin i przebiegał w bardzo spokojnej atmosferze.
Nie czułem bólu — jedynie chwilami lekki dyskomfort związany z koniecznością leżenia bez ruchu.
Po operacji założono opatrunki, sączki (do odprowadzania płynu) oraz kamizelkę uciskową. Wróciłem do swojej sali, gdzie mogłem odpocząć. Personel regularnie sprawdzał, czy wszystko w porządku.
Po około 2 godzinach mogłem się napić, a około 15:00 opuściłem klinikę. Do powrotu potrzebna jest osoba dorosła — nie można prowadzić samochodu ze względu na znieczulenie i leki.
Zabieg był w czwartek, a na poniedziałek miałem już umówioną wizytę kontrolną. Dostałem również receptę i zalecenia dotyczące stosowania leków oraz pielęgnacji ran.
Pierwszego dnia opatrunki trzeba zmieniać dość często — u mnie było to 5 razy, ponieważ pojawiała się jeszcze krew z miejsc po sączkach. Później krwawienie ustało.
Na wizycie kontrolnej lekarz sprawdził, czy wszystko jest w porządku. Kolejna wizyta jest po tygodniu — wtedy zdejmowane są szwy.
Efekt końcowy może być widoczny nawet po roku, ale ja już po kilku dniach jestem bardzo zadowolony.