Nie dotrwam do końca. Ale wyczuwam sens
Akademickie podejście, jakie reprezentuje wielu fit youtuberów służy wyłącznie nabijaniu lajków i kreowaniu wizerunku wśród grona ludzi, którzy z jakichś niewytłumaczalnych dla mnie powodów odczuwają przemożną chęć teoretyzowania.
Dla rekreacji - wiele z tych aspektów (niuanse dietetyczne, hormony, etc.) nie ma znaczenia w tym sensie, że bez tej wiedzy, czy świadomości zrobisz progres.
Dla wyczynu, jak u chłopaków w tym dziale - myślę, że jednak głównie praktyka i torowanie własnego szlaku. Wiedza jest ok. Kiedyś nie było takich możliwości, jak dziś (dostęp do info, badań, supli, towaru, metod treningowych, sprzętu, wag kuchennych, rollerów, itd.), a ludzie ciężko trenując budowali imponujące sylwetki. Wiedzieli co i kiedy jeść i nie potrzebowali jutuberów.
Oczywiście, że narosło sporo mitologii w zakresie odżywiania, czy treningu. Ale niech każdy sobie odpowie, czy jeśli celem jest potężna i estetyczna
masa mięśniowa, to najlepszym rozwiązaniem nie powinna być miska zbilansowanego żarcia co 3-4 godziny?
Bez ogarniania systemów żywieniowych, których narosło, jak grzyba w piwnicy - jedz dużo i dobrze, trenuj ciężko.
Filozofii w tym żadnej, a co parę dni mądrale w internecie próbują wynaleźć po raz drugi koło.
Leniwi ludzie szukają w teorii rozwiązań i recepty na sukces. A w tym sporcie, jak widać po dziennikach chłopaków, nie jest tak miło.
Mam znajomych starych zawodników i widziałem na żywo ich przygotowania do zawodów. Pchając kolejny pojemnik żarcia i siadając 200 w seriach na ostatnim treningu nóg przed wyjściem na scenę, nie opowiadał o biochemii i innych bzdetach. Kulturystyka z punktu widzenia merytoryki jest prosta - ciężka jest sama praca, której nie ułatwi wcale kombinowanie w podstawach.
A tam takie moje zdanie.