Łukasz, to taka droga, w ktorej nie ma juz mowy o sciganiu sie z kimkolwiek. Jest tylko walka z soba, a na mecie, juz za linia, ewentualnie mozna dopiero porownac czasy z innymi. Nie musicie mnie gonic, musicie realizowac wlasne cele i marzenia. To Wasz obowiazek, bo to Wasze zycie, Waszych rodzin i bliskich..
Zgodnie z zapowiedzia, od dzis ruszam. Plywalnie w Niemczech zamkniete w ogolnosci w poniedzialki - bo otwarte sa w niedziele - ustawowo dzien wolny od pracy ( handlu ) - wiec u mnie w poniedziałki bedzie zwykle
trening silowy. Spora objetosc, bo tylko dwie sesje w tygodniu, a pol treningu przeznaczone dla nog. W poprzednim okresie nogi oszczedzalem na silowni, liczac na efekty biegania i rowerowania, a w tym zagram inaczej i przez pierwsze miesiace bedzie na ciezko.
Waga startowa do mikrocyklu nr 1 - 95 kg, BF 11,5 %. Bilans ustawiony na okolice zera. Oznacza to oczywiscie codziennie inna podaz kcal - bo wszelkie liczenie wydatkow na podstawie wspolczynnikow, przelicznikow, wyznacznikow i innych wynalazkow subiektywnie uwazam za bliskie stawianiu pasjansa, zagladaniu w karty tarota lub wrozenie z fusow. Znaczy - jako podstawe przyjmuje zapotrzebowanie stosowne dla mojego wieku, wagi, trybu zycia i pracy siedzacej jaka uprawiam. Do tego doliczyc nalezy energie rzeczywiscie wydatkowana w czasie treningu. Czyli do podstawowych dla mnie 2500 kcal dzis dolicze 1000 wydatku energetycznego z treningu i dobe zamkne na bilansie 3500. Gdy treningi pochlona 3000 - zjem 5500 i tak dalej. W tej sytuacji, codzienne podawania w dzienniku podazy mija sie z celem - zasada jest jasna, kto bedzie ciekaw, latwo zrobi sobie kalkulacje. Weryfikacja metody za miesiac, po pelnym mikrocyklu.
PS. Nareszcie praca. Byle do wiosny.. do Warszawy, a pozniej Sierakowa ;)
