Maska treningowa "Training Mask". Zrobiły ją chińskie dzieci za marne pieniądze, z marnego i śmierdzącego tworzywa.
Jadę dzisiaj autem i 2 x 50 nie wchodziło wczoraj w grę, bo wróciłem do domu po 23:00.
Trening odbyłem. To jedyne co mogę powiedzieć. Ma to swoje plusy. Z racji lekkiego zdewastowania nie miałem ochoty na szarżowanie i wszystko robiłem z odważnikiem o rozmiar mniejszym. Za to starałem się skupiać na pojedynczych powtórzeniach. Dobrze było w sumie. Rwania na koniec (3 minuty po 20 rep./min.) robiłem z KB16. 24kg chciały wyrwać ze mnie pawia.
Jadłem dość dobrze. Byliśmy
przed treningiem u moich rodziców i załapaliśmy się na kaczkę pieczoną z gruszkami. No... Dobra była.
Jutro o 10:00 jestem umówiony z nowym trenerem na test i wolałbym być w formie. Wczoraj pożegnałem się ze starym Kołczem, bo nie wiem czy w lutym jeszcze przyjdę na zajęcia. Mam wyjazd w drugim tygodniu ferii. Treneiro dostał w prezencie Gymbossa i dobre wino.

Bo z ludźmi się miewa relacje, a nie tylko wykupuje usługę, co nie?
Ogólnie to chyba kawę wypiję zaraz (od dwóch dni nie tykam) i powoli zbieram się w drogę.