wczoraj ostatni dzień minął.
Krótkie podsumowanie: wzrost - 170 cm , waga : z 64kg spadła na 58 kg, więc 6kg mniej , mniej więcej tyle ile zamierzałam .
Sól - O tym że soli nie można używać dowiedziałam się pod koniec pierwszego tygodnia. I dania bez soli bardzo ciężko mi przechodziły.
Ryba pieczona w ziołach z cytryną - raz mintaj, raz dorsz - podawana w takiej postaci nie smakowała mi i nie wyglądała dobrze , przebolałam to po prostu.
Sałata z cytryną - tu dało się wytrzymać, Na początku jeszcze soliłam, a póżniej się zdarzyło że raz dodałam troszkę musztardy i raz dodałam troszkę przyprawy do sałatek i raz dałam troszkę jogurtu i dało się zjeść :)
Befsztyk - najczęściej z mięsa wołowego, raz ze schabu wieprzowego, raz z fileta z kurczaka - najczęściej smażony na niewielkiej ilości oliwy z oliwek i pare razy pieczony
jajka - jajka bez soli nie przechodzą mi przez gardło - do końca soliłam - choć żeby były dwa ziarenka soli na jajku , bo to poprawiało smak.
szpinak - nie jest zły w małych ilościach i od czasu do czasu :)
brokuły - tu nie mam problemu , na pewno je zastąpię zamiast ziemniaków
marchewka,
serek wiejski, jogurt naturalny, pomidor - pyszne, nic dodać nic ująć
W drugim tygodniu o wiele mniej jadłam, żołądek się pewnie skurczył, było o wiele łatwiej niz na początku
jadłam w godzinach - śniadanie 8.00, obiad 12.30 - 13.30, kolacja 17.30 - 19.00 ( najpóźniej - zdażyło się dwa razy )
Teraz kolejne wyzwanie czyli muszę tę wagę utrzymać !
dziś rano kawa z łyżeczką cukru i ... kawałeczek ciasta ( nie smakuje mi tak jak sobie wyobrażałam, myślałam że rzucę się pewnie na ciasto i zjem w ciągu sekundy - a tu proszę, jakoś mnie nie kusi tak ). Na obiad będę mieć nieco ostre leczo ( chodziło za mną od 2 tygodni ) .
nad jutrem juz muszę myśleć. Do tej pory nie planowałam nigdy posiłków , jadłam to co mi dzień przynosił i o bardzo nieregularnych godzinach, niekiedy bardzo późnymi wieczorami robiłam sobie kolację albo drugą kolację . Te nawyki muszę pożegnać.
pozdrawiam wszystkich i powodzenia :)