Dzisiaj ostatni dzień treningowy w tym tygodniu. Plecy i łydki poszły w ruch.
Plecy:
4 serie przyciąganie drążka przed siebie z góry 15-12 40-45 kg.
4 serie podciąganie sztangi w opadzie 13-12 50 kg.
3 serie przyciąganie drążka wyciągu do klatki 14-11 45 kg.
3 serie wiosłowanie wąsko 15-12 65 kg.
3 serie
wyprosty tułowia ok. 15 pow. z talerzem 10-15 kg.
Łydki - w planie mam stojąc i siedząc po 3 serie do bólu, ale niestety nie było sprzętu na siłce żeby robić je siedząc, więc zrobiłam 3 serie wspięć na suwnicy stojąc na stepie z ugięciem w kolanach i 3 serie to samo na prostych nogach. Wyszło ok. 15-12 x 40 kg.
Po treningu suple wypite 5 g. BCAA, 5 g. glutaminy, 30 g. białka i poszłam ćwiczyć pozowanie na salce przed lustrem i tutaj jakaś masakra, bo powierzchnia na tej salce mega śliska była i chodziłam jakby mi ktoś kij do d*py wsadził

oby tak nie było w Gdańsku, bo orzeł murowany
Potem 40 min. cardio na bieżni.
Głodna byłam dzisiaj masakrycznie, jak wróciłam do domu po treningu nie miałam już siły nawet łazić, a roboty w chacie full

jutro zakupie więcej żelatyny i będę wpierdzielać galaretki z herbaty i coli w takich sytuacjach, żeby oszukać żołądek.