Za mocno zabalowałam
A tak seryjnie to miałam niespodziewany wypad na wieś, czyli lekki odwyk od Internetu
Załóżmy, że dzisiaj jest obiecane "jutro"
No to relacja z wycieczki Paryż + Hiszpania. Zaczynamy
W sumie to najpierw była wycieczka do Wrocławia, bo bliżej mojej miejscowości zbiórki nie było. Także o 4:00 pobudka, żeby na 13:00 być na miejscu. W pudełka żarła nie szykowałam, bo nie chciało mi się dodatkowych rzeczy wozić, ale jeszcze dietka w miarę czysto, bo kupiłam sobie w Kauflandzie grahamkę i szynkę z kurczaka (skład elegancki swoją drogą).
Autokar spóźnił się godzinę, ale może i tak miało być, bo przez ten czas zdążyłam nawiązać pierwszą znajomość, także i od razu miałam z kim siedzieć i jedna pewna osoba do pokoju była
Okropny nocny przejazd do Paryża (w trakcie poznane nowe dwie osoby) i tam dzień zaczęty w Disneylandzie.
Zabawa przednia ino prowiant każdemu się skończył, a za jedzenie tak kroili, że wszystkim szkoda było

Dodatkowo porcje jak dla dziecka, ale co się dziwić, w końcu byliśmy w takimi miejscu
Już mi siły brakowało, ale i tak latałam po tych karuzelach i stałam po 45 minut w kolejce, a na paradzie bawiłam się jak małe dziecko.
Gdzieś po południu udało się nam wyhaczyć w okolicy maka to kupiłam sobie Happy Meala i poleciałam dalej się bawić
Wieczorem do hotelu i kolejna ciężka noc, bo nocleg zaraz przy lotnisku. Dosłownie co pięć minut lądował samolot. Nie wiem jak oni to tam mieścili.
Kolejny dzień dobrze zaczęty. Na doberek tradycyjne francuskie śniadanie czyli kawałek bułki paryskiej, croissant (w moim przypadku 4

, nieważne, głodna byłam), do tego jakiś dżem, czekolada i kawula. Jak żem sobie 2 razy nalała podwójne espresso do filiżanki to o mało serca mi nie wywaliło
Od razu po posiłku autobusem na całodniowe zwiedzanie Paryża.
Dużo chodzenia, trochę tańca, bo nas przy czasie wolnym zaczepił jakiś grajek. Swoją drogą miasto nie bardzo chwyciło mnie za serce, ale wykreślić z listy mogę.
Na koniec dnia posiłek w dosyć fajnej knajpce. Płaciliśmy 15 euro i jedliśmy co i ile chcieliśmy. Tu też sobie nie żałowałam
Znowu nocka i pół dnia w autobusie, bo tym razem przejazd już do wyczekiwanej Hiszpanii
Po drodze fajny market zahaczyliśmy to sobie kilka milek za 50 eurocentów kupiłam
Nooo i w końcu akurat na 12:00 byliśmy w hotelu, ale dwie godzinki mimo to na tyłku spędzone, bo na pokoje musieliśmy czekać. Lekki ogar i do Loret na plażę przywitać się z morzem! :D
Później już reszta dni wyglądała podobnie. Po śniadaniu basen, po lunchu plaża, po kolacji na miasto, gdzie życie zaczynało się dopiero po 21:00.
W międzyczasie jednodniowy wypad do Barcelony, pod koniec do Tossa de Mar (XII-wieczna osada).
Podsumowując
Tradycyjne hiszpańskie dania spróbowałam
Kolejne miasta mogę wykreślić z listy miast do zobaczenia
Poznałam duuużą grupę nowych ludzi, w tym obcokrajowców (choć Polaków było całkiem sporo)
Klub zaliczyłam (istna dzicz, że tak powiem. Gdyby mnie siłą nie zaprowadzili nigdy bym nie poszła)
No i najważniejsze - świetnie się bawiłam, lepiej niż się spodziewałam
To tak w baaaaardzo wielkim skrócie
A teraz tematycznie odnośnie "w miarę" pilnowania miski i
treningów
Generalnie widok z balkonu taki mi się trafił, że miałam pełen kompleks sportowy, ale trudno było się wkręcić. Sama chciałam się jakoś wbić, ale z każdej strony wejścia zamknięte, a płot wysoki
Micha? A co to takiego
Jadłam tak typowo. Rano jajka na twardo, jakiś tost, coś słodkiego. Obiad to głównie mięso różnego rodzaju, jakiś makaron lub ziemniaki, do tego warzywa, a na deser talerz ciast (hehe) lub owoce, kolacja podobnie ino tych ciast mniej. No cóż, woda wyciąga
Nie czuję żebym przytyła, nawet mi mówili po powrocie, że schudłam.
I kilka foteczek
Zmieniony przez - julcziik w dniu 2017-07-23 10:08:24