Dzisiaj mija równo 6 miesięcy od pierwszego dnia redukcji, więc postanowiłem podsumować ten czas, zdjęć nie wstawię, bo ostatnio kilka ich było a poza tym smalec jeszcze się pali więc nie wypada ogłaszać końca (nie wspominając, że nadal nie odzyskałem plików ze starego laptopa to i porównania nie ma jak stworzyć).
Dopiero 6mcy minęło a czuję się jakbym był z wami od lat, znaczy; dobrze mi tu z wami.
26kg temu wklepałem tu swój pierwszy nieśmiały wpis i rozpoczęła się moja droga do sportowego życia. Wtedy chciałem schudnąć i tylko taki był mój cel, oczywiście nie czaiłem, że można schudnąć ale nie jest to równoznaczne ze zredukowaniem tkanki tłuszczowej. Z resztą dużo rzeczy nie czaiłem...
Czego się od was nauczyłem:
-
Odchudzanie jest to termin marketingowy, paląc mięśnie też waży się mniej a wygląda gorzej – zatem ja się nie odchudzam a redukuje tkankę tłuszczową
-
Trening to nie tylko split, a taki tylko znałem a dla celu jaki wyznaczyłem, to chyba nie najlepszy sposób. Nadal nie spróbowałem treningu według „znanego” planu, ale już wiem, że trening zaplanowany być musi.
-
Regeneracja, tu błądziłem najbardziej, tyrać trzeba bez dwóch zdań, ale nie bez przerwy, majstersztykiem było gdzieś przeczytane stwierdzenie, że mięso rośnie kiedy odpoczywasz a nie kiedy trenujesz
-
Zaawansowanie, kwestie jak ilość powtórzeń dostosowane do poziomu jak i celu. Organizm to nie tylko mięśnie i kości.
-
Bilans kaloryczny, dziś wiem, że podstawa ale wcześniej o nim nie słyszałem
-
planki - też mają wpływ na trening

+
6
Wszyscy macie udział w kształtowaniu mojej sportowej osobowości, ale jak do tej pory, kilku userów wpływ miało trochę większy:
Ojan – „nasz” mistrz i mój kulturystyczny guru, bez niego chyba bym zarzucił forum w 2gim miesiącu. Dzięki niemu, nie komplikuję rzeczy prostych, słucham własnego ciała i nie wygaszam entuzjazmu – cieszę się tym sportem i zaczynam dostrzegać jego piękno. O takich gościach, mój dziadek zwykł mawiać: patrz i ucz się.
Mr Masti – mój guru treningowy, dzięki niemu udało mi się zrobić pierwszy kroczek na siłownie bezkolizyjnie. Chodząca encyklopedia i obalacz mitów. Szkoda, że ostatnimi czasy, zdradza nas dla młodzieżówki
Xzaar – wzór do naśladowania w podejściu do sportu. Zaszczepił we mnie miłość do ćwiczeń wielostawowych. (ale jego szalika bym nie założył

)
Kabo – świeże ale już doświadczenie co się zowie, stąd łatwo przekazywane bo jeszcze nie zapomniał wół jak cielęciem był ( a może to dlatego, że sam jestem konkretny i lubię wypowiedzi prosto z mostu). Na początku nie wiedziałem skąd aż takie achy i ochy nad postępami w jego sylwetce ale jak doszperałem jego stary dziennik i zobaczyłem z jakiego poziomu (szkieletora) zaczynał, wszystko zrozumiałem. Szacuneczek.
Wojtek i Gwid, niedawne grubasy, na drodze z wybojami do upragnionych twardych kilogramów. Nauczyli mnie, że terminu – poddać się – nie ma w naszym słowniku. Mega wsparcie od samego początku. Dziękuję.
Kerad – dzięki Tobie, nawet się przed sobą nie wychylam z tekstem, że może być za późno na zmianę w sylwetce
MaGor – mój ekspert od ketozy, mega wiedza i lekkie pióro o procesach w ludzkim organizmie. Ale do czajników mnie nie przekona
Kuba – sędzia techniczny, przypomina mi o tym ważnym aspekcie treningu
Swój udział w wyznaczeniu kierunku mieli też inni, chociażby
Wason,
Ami,
pabelo,
szajba,
drazekm czy
ajazy i nie sposób wszystkich wymienić i przecenić.
Wiadomo, że jak się robi coś nowego to i błędów nie da się uniknąć...
Czego bym nie powtórzył:
- ciągłych ćwiczeń na ciężarach submaksymalnych – każdy się zajedzie więc i mnie nie minęło
- kombinowania z treningiem jak koń pod górkę
- przerwania aerobów po siłowym – niechęć do bieżni zwyciężyła mimo, że tempo wytapiania słoninki zwolniło.
Nawet świerzakowi czasem coś wyjdzie (a może po prostu głupi ma zawsze szczęście

)...
Co zrobiłbym jeszcze raz (na pewno):
- dieta LC – moim zdaniem najłatwiejsza dla leniwych nowicjuszy, w sumie zważyłem ze 40 posiłków dla których wyliczyłem kalorie a potem tylko repeat mode. Dodatkowo ciężko przejeść bilans
- Często przysiady, MC, WL,
podciąganie na drążku, push press/wyciskanie żołnierskie, mimo, że większość twierdzi iż na redukcji nie urośnie, mnie się wydaje, że jednak dzięki nim troszkę urosło
- zalogował się do SFD +35
Przez te 6 mcy przeczytałem półtora miliona postów z pól walki, ale dwa zdania (a nawet części zdań) wryły mi się w pamięć i stały się podwalinami do dalszych działań:
- Kabo do kogoś na temat Wasona: on trenuje 20cia lat a pierwszy raz jest na redukcji
Pan Jan do kogoś: nie wolno gasić entuzjazmu (to chyba nawet u mnie w dzienniku)
A więc co dalej...
Pierwsza redukcja Wasona po 20tu latach a jego sylwetka oraz pogląd ojana o entuzjażmie, plus obserwacje dzienników kolegów (i ich frustracje

) na pewno nie będę robił cykli masa/redukcja. Czyli co będziesz robił - zapytał głos wewnętrzny

A taka oto strategia mi się wykluła:
- lubisz trenować – trenuj, będziesz trenował ciężko i sumiennie to po latach i sylwetki wstydzić się nie powinieneś. Mam nadzieję, że zanim osiągnę „0” bilansowe uda się zejść do 12%BF i gdzieś na tym poziomie pozostać.
I tego się trzymam. Waga nadal spada, czyli Zera w bilansie jeszcze nie osiągnąłem ale jak już osiągnę to nic nie będę w misce zmieniał. Przyjdą z treningiem dodatkowe kilogramy na patyku to zero zrobi się minusem a w DNT pewnie plusem, ale tym głowy nie będę sobie zaprzątał. Śmieci żreć już nie będę bo zgagi już mieć nie chcę

a i nie tęskno mi za nimi. Chcę się cieszyć treningiem, dokładać na patyk i pokonywać kolejne levele.
To tyle, potrzeba uzewnętrznienia została zaspokojona. W czwartek nóżki na ostro czyli milion pięćset przysiadów

Już się nie mogę doczekać a i odciski odpoczną
