Fan? Oglądałeś film o kortyzolu, który gdzieś tam wstawiłem? Gostek ładnie tłumaczył zależność pomiędzy poziomem kortyzolu i snem.
Mam taką hipotezę. Kortyzol to hormon pobudzenia/podniecenia/niepokoju/głodu. Naszym przodkom dawał do zrozumienia, że nie trzeba siedzieć na dupie tylko szukać czegoś do zjedzenia. Dlatego nie musieli tyle spać, żeby mieć więcej czasu na poszukiwania.
Na niskich węglach przeżywasz symulację stanu głodu. A Twój mózg nic nie wie, że to element jakiejś strategii i po prostu interpretuje sygnały płynące z układu trawiennego i całego ciała.
Siedzi Ci rozumiesz ten pomarszczony orzech w czaszce i czyta raporty:
Trzustka donosi:
"Od dość dawna nie było zamówień na insulinę. Może to oznaczać, że nasz Nosiciel nie jada zbyt często i regularnie. Wnioskujemy o wsparcie go kortyzolem. Nie mamy nic do roboty to chociaż zmielimy mięśnie na glukozę, którą tak bardzo lubi Pan Mózg. Z poważaniem: Zarząd Gospodarki Insulinowo-Glukozowej z siedzibą w Trzustce."
Wątroba przynudza:
"Mózg! Co jest! Pogoń tego typa do jakiejś akcji. Niech on nie śpi. Niech zap*****la za żarciem. Może tam u niego zima? To niech wygrzebie spod śniegu jakieś korzonki, jagody i inny chłam, bo bez insuliny nie mamy jak wpychać aminokwasów do mięśni. Niby białko dostarcza (i to zaskakująco dobre) - produkujemy z niego świetne
aminokwasy, ale musimy je neutralizować we współpracy z nerkami. I wszystko idzie w pęcherz.
PS. Niech Nosiciel je jakąś kredę czy coś w tym stylu. Prawie nie mamy wapna do neutralizowania kwaśnego odczynu białek. Musimy brać z kośćca."
Nerki alarmują:
"Mocznik! Wszędzie mocznik! Zalewa nas fala produktów ubocznych deaminacji białek. Musimy ciągle opróżniać zbiornik. Jednocześnie przepraszamy Mózg za budzenie w nocy. Nic nie poradzimy na odruchy."
Nadnercza milczą niepokojąco. Tarczyca obrażona.
"I jak ja mam o niego dbać..." - wzdycha Mózg. "I jeszcze codziennie wysiłek. Ni ch**a. Nie zregeneruję się nawet za kilka lat." Naciska czerwony guzik na biurku i chwilę później meldują się neuroprzekaźniki w strojach listonoszy.
"Pędźcie do każdego organu, do każdego ważnego gruczołu. Ogłaszam stan wyjątkowy. Widocznie w świecie Nosiciela dzieje się coś złego. Ogłaszam co następuje:
- podnosimy stan czuwania
- zwalniamy wszystkie procesy metaboliczne
- wszystkie długoterminowe inwestycje w mięśnie zostają wstrzymane.
- gdzie tylko się da oszczędzamy energię
- uruchamiamy mechanizmy gromadzenia tłuszczu śródmięśniowego bez udziału insuliny
Wykonać.
Ja ze swej strony postaram się wywołać u Nosiciela stan zniechęcenia i rozdrażnienia. No i na wszelki wypadek przykręcę mu kurek z testosteronem. Jeszcze się weźmie i rozmnoży w tak trudnych czasach i bida gotowa..."
Fan. Zacznij od kolacji złożonej tylko z węgli i niewielkiej ilości tłuszczu. Np. dwa, trzy ziemniaki okraszone masłem (niedużo). Mnie takie menu usypiało jak oseska. I trochę może wspieraj florę jelitową. Ja łykam jogurty kozie, ale można też jakieś probiotyki.
Zadbaj o selen i jod. Może udobruchasz tarczycę. Selen z orzechów brazylijskich (nie przegnij bagiety - to nie tylko kalorie ale i poważny pierwiastek). Jod to najlepiej jakbyś zjadał z morskich żyjątek. Krewetki? Morskie ryby roślinożerne? Drogie jak cholera, ale czasami można.
No i obserwuj siebie. Dieta bogata w tłuszcz to nie jest remedium na wszystko. Na wiele rzeczy działa fajnie, ale przy niefrasobliwym stosowaniu może narozrabiać.