DT 14-10-2014r.
Dieta: 3972,9 kcal w tym 250 g białka, 368,2 g ww --> słaba jakościowo bo weszły dwa kawałki ciasta jogurtowego od żony( wpisane jako oreo)
Trening
Przysiady ze sztangą na karku - tak jak obiecałem tydzień temu zwiększyłem delikatnie obciążenie w seriach zasadnicze bo była mała rezerwa, rozgrzewka 62,5;82,5;102,5;122;5; zasadnicze (132.5; 135;135;140) x 3. miałem zrobić zasadnicze na 135 ale czułem że to nie jest maks i w ostatniej poprosiłem znajomego o asekurację ( nadal od 2 miesięcy trenuję sam, 3 "partner" się wykruszył...). 140 to nadal nie był maks

niektóre chyba nawet jak na "moje równoległe" przysiady były niżej bo ciężko szło ale co najważniejsze szło bez zginania kręgosłupa itp. Przysiady są jednym z moich bardziej lubianych ćwiczeń a do tego ostatnia seria ze 140 to już 3 talerze na stronę - ego masakrycznie podpompowane

sporo brakuje do zamierzonych 150x10 ale prace trwają.
Przysiady ze sztangielami - bułgary - tego ćwiczenia znowu nienawidzę, łzy prawie mi lecą jak je robię. fakt, że tylko za pierwszym razem było mega ciężkie a teraz jest "tylko" ciężkie ale sieje olbrzymie spustoszenie w udach. po nim jestem pełen pokory do dalszego treningu. Poszło standardowo od 15 do 20 kg na rękę, może i dałbym radę więcej ale w tym ćwiczeniu nie wiem czy to miałoby sens. 2 ostatnie serie jak nogi już sobie lekko drżą to jest walka z równowagą.
Wyciskanie sztangi sprzed klatki piersiowej - z treningu nóg jestem zadowolony ale barki mi wczoraj nie weszły... jak tydzień temu w PP machałem bez problemu 70 kg to teraz musiałem uznać wyższość sztangi na 62,5 kg. mamy do tego ciulowy stojak, chyba za tydzień zrobię to na szmicie( ale tedy to będzie oszukane bo lżej na nim idzie). strasznie trzeba sie nagimnastykować żeby sztangę ściągnąć ze stojaka, przy większych ciężarach jest to niemal niemożliwe bo kręgosłup dostaje pod dupie. poszło tylko 40,50,60 - rozgrzewka oraz 60;62,5;60 - zasadnicza, 40,40 regres.
Odwodzenie ramion w bok - dalsza walka z poprawną techniką ale jest światełko w tunelu, dwie ostatnie serie weszły masakrycznie. cała zabawa z niezaciskaniem mocno chwytu, nieangażowaniem kapturów itp. itd. niby proste ale 90% ludzi robi to źle. rosnąca świadomość mnie nieraz przeraża...
MC - "walka" z techniką, jest lepiej ale prostowniki chciałby już dostać ze 150

. przy opuszczaniu jest git, ale pierwsze poderwanie ciężaru gdy przykładam siłę jeszcze czasami powoduje delikatne zgięcie.
Trening ogólnie męczący, prawie 2h.
Nogi czuję że mogę jakoś dociążyć, że to nie jest maks - są rezerwy. Czasami może za bardzo waham się z doborem obciążenia i niepotrzebnie siedzę w tym przedziale 130-140 kg, moze powinienem poprosić kogoś o stałą asekurację. Staram się te niskie ciężary do 120 robić bardzo dynamicznie z głębszym schodzeniem bo podświadomie wiem że mogę sobie na to pozwolić, ostrożnie jest dopiero od +130. Do tego jak wspominałem wyżej 3 talerze na stronę powodują lekką euforię

Rok temu nigdy bym nawet nie przypuszczał że sam zrobię przysiad ze 140 kg. Uda rosną - tzn. nie wiem czy to tłuszcz czy mięśnie ale jak długo cyfry też rosną to nie ma to dla mnie większego znaczenia.
Barki wczorajsze to delikatna porażka

. Mogło być lepiej ale jakoś nie chciało. Spróbuję tego szmita za tydzień. z kolei dziwna dysproporcja - z tyłu 75/80kg mogę zrobić 3 serie, z przodu 62,5 to maksa a na PP 70 kgx8 pójdzie. z czego akton przedni mam największy. wiem że jest inna zasada ruchu itp. ale czy te cyfry nie powinny być jakoś zbliżone bardziej do siebie(bez pp) ?
Z atrakcji dodatkowych to spotkałem kolegę z podstawówki który zaczął trenować jak był w szkole średniej - te 15 lat sumienne przepracował oraz skończył AWF. co za dzik!!!! uczciwe po redukcji mógłby śmiało startować w debiutach i miałby wg mnie spore szanse, kategoria +90 kg. na serio przyjemnie się patrzy jak widać kogoś z dużym doświadczeniem który ma nienaganną technikę popartą mega budową.
No i dziewczyny znowu robiły przysiady..... ach tylko tyle można powiedzieć.



ostro zastanawiam się nad kupnem orbitreka. przyznam uczciwe że duży wpływa na to miła forma kabo. przy aktualnej pogodzie nie mam absolutnie weny wychodzić i biegać w deszcz. Po za tym powoli dociera do mnie sformułowanie czungi - " co ja królik że muszę sp*****lać"
