Viki ale ja właśnie nie gonię za wynikami. Wręcz przeciwnie. Pisząc o tym, że nie pokonałem siebie i tkwię w miejscu miałem na myśli to, że nie udało mi się zmienić podejścia do życia, do spędzania wolnego czasu, do zarządzania czasem gdy jest go brak itp. Nie chodzi mi o to, że nie dźwigam więcej niż rok temu ale raczej o to, że nadal zdarzają mi się okresy w których
nic mi się nie chce, w których zalegam na kanapie, wcinam kebaba i zapijam piwem albo że po całym, długim dniu pracy siedzącej, nie znajduję siły i motywacji do tego, żeby trening fizyczny stał się odskocznią.
Nie chcę zakładać tego że za rok machnę 700kg w trójboju ani żadnych innych celów sportowych. Chciałbym by w tym roku trening był dla mnie odskocznią i przyjemnością po całym dniu przy komputerze. By ruch był sposobem na spędzanie czasu wolnego. Bym przed weekendem myślał o tym, gdzie sobie pojedziemy z rodziną rowerami a nie o tym co ugotujemy albo z kim i gdzie poimprezujemy. I by taki stan trwał cały czas a nie w kilkutygodniowych interwałach. Bo co ważne takie okresy pojawiały się kilkukrotnie w ostatnim roku i trwały po kilka tygodni ale później były marnowane przez tygodnie lenistwa, obżarstwa itp.
Sam nie wiem czemu tak jest i własnie nad tym się głównie zastanawiałem. W sumie wyszło mi, że wszystkie "fajne" okresy kończyły się jedną z 3 przyczyn.
1. Duży natłok pracy i to, że w takich momentach odpuszczałem dietę i trening.
2. Okresy całkowitego wolnego od pracy, typu swięta, urlopy i dlugie weekendy.
3. Imprezy, zazwyczaj mocno zakrapiane po których przychodziło gorsze samopoczucie a przez to rozprężenie.
Pierwsze 2 punkty wydaje mi się, że mógłbym pokonać właśnie poprzez zmianę nastawienia do treningu. Jeśli trening to będzie coś co ma mi dawać odprężenie a nie jest obowiązkiem to będę chciał go robić nawet po kilkunastu godzinach pracy a tym bardziej kiedy będę miał wolne. Tutaj bardzo mi się podoba podejście Paatik, która na każdym urlopie robi więcej treningów niż normalnie albo która szykując święta dla rodziny wyskakuje do lasu. Dla mnie takie podejście to jest właśnie kwintesencja sportowego trybu życia.
Trzeci punkt to już inna para kaloszy. Nie chcę całkowicie odpuszczać takich imprez ze znajomymi albo rodziną ale powoli chyba zdaje sobie sprawę, że to już nie te lata żeby robić 2-4 nasiadówy z alkoholem w miesiącu. Co prawda kończę w styczniu 37 lat więc jak każdemu facetowi zostało mi jeszcze z 3 lata dzieciństwa ale szczerze zastanawiam się czy nie zostać, przynajmniej tymczasowo, abstynentem. Jeszcze sam ze sobą negocjuje w tej kwestii ale coraz bardziej się ku temu skłaniam. Boje się tylko, że jakimś cudem dowie się o tym dwudziestoletni ja i dostanie zawału i teraźniejszy ja nagle zniknie
Trochę się rozpisałem więc chcąc to podsumować w jednym zdaniu, to życzył bym sobie żeby w każdym tygodniu nowego roku zrobił przynajmniej 2-3 treningi i w każdym przynajmniej przez 5-6 dni trzymał dopiętą dietę a każdy czas wolny spędzał aktywnie z rodziną w lesie, na łące, w górach, na rowerze, na spacerze, na rolkach, na łyżwach, na sankach, w basenie lub na orliku a nie na kanapie przed TV. To bedzie dla mnie większe osiągnięcie niż 800kg w TS
