Pierwszy post... Chyba sukces, że umieszczę go w odpowiednim temacie;)a i przeglądnąłem w wyszukiwarce, czy przypadkiem tematu podobnego nie było, no i jak w 80% takich przypadków sądze że nie i mój problem jest wyjątkowy

Ale do rzeczy, postaram się, żeby to wyglądało poprawnie i gramatycznie, ortograficznie i stylistycznie;)
Złożyło się, że studiuję w Bielsku- Białej, mieszkając sobie w akademiku. W Bielsku nie ma osiedla akademickiego, jest za to osiedle z jednym akademikiem, gdzie spokojnie sobie żyję z ziomami itd. Zwróciliście uwagę na słowo osiedle? Ano własnie, jak to z osiedlami bywa, to urodzisko problemów, sporów itd. Tyle słowem wstępu, czas na część właściwą:
Rzecz zaczęła się nie mniej, nie więcej w sylwestra, mocno spitego kolegę koledzy mieszkańcy osiedla wychaczyli konkretnym ciosem, potem cisza w temacie aż do razu ostatniego. Jeden z mieszkańców osiedla wdał sie- moim zdaniem totalnie niepotrzebnie- w bójkę z tymi gałganami:D Jako że głupi jest, więc nie zna strachu, sam ruszył na pięciu

kiedy już wybili mu obojczyk i zdążył się schować w pobliskim "blaszoku", zadzwonił po kolegę, który pożal się Boże w starciu dysponuje jako taką masą i wzrostem. Jeżeli o SW chodzi, ja nic w tym temacie nie wiem. Gdzieś po drodze zgarnął jeszcze 2- 3 kumpli i stosunek był wielce nierówny- 5:5( ja wychodzę z założenia, że nawet w 1:1 powinieneś uważać 2 razy bardziej niż ten drugi) Kolega został potraktowany gazem w oczy, tak więc akademikowe chłopaki zrobiły w tył zwrot i strzała do aka. Oczywiście policja, szpital, zeznania, afera. To pierwsza odsłona konfliktu, który moim zdaniem niebawem urośnie na sile.
Druga odsłona, to wizyta kumpla w sklepie po bro, banda nastolatków, którym piwa nie sprzedano i ich ambitny tekst w strone kumpla: "Chodźcie wpier**limy mu i weźmiemy piwo" Do konfrontacji nie doszło, natomiast chodzi o zuchwałość i nastawienie. Teraz przejdę do swoich przemyśleń w tym temacie:
Jako, że robi się co raz to cieplej, wielce prawdopodobne,że hultaje i huligani co raz częsciej i dłużej będą okupywać wąskie przejścia między blokami i uliczki. Moim i paru ziomów zdaniem kwestia dni, najwyżej tygodni, kiedy znowu kogoś trzeba będzie sklejać, zbierać do kupy. A jako, że wolę zapobiegać niż leczyć, chciałbym od osób KOMPETENTNYCH( Queblo itd:D) parę słów przeczytać co by tutaj zdziałać. Niektórzy w akademiku postulują, że przy następnej okazji trzeba będzie tłumnie wybiec i lać. Nawet w stosunku 30:4 na naszą korzyść. Ja tu widzę pewien słaby punkt. Dziś będzie nas 30: 4 a jutro wandale zawołaja kolegów z innych osiedli i będzie 30: 80( liczba obrazowa) na naszą wielce niekorzyść:/ Inna opcja mówi, że wypada połapać kontakty tutaj w okolicy, pogadać przy wódce i stosunki unormować.Nie wiem, czy w tym szaleństwie jest metoda...?
Acha, agresywne chłopaki ostatnio jakby częsciej zaszczycają nasz akademik swoją uwagą, więc i to lekko demotywuje do wyjść. Ja oczywiście w paranoje nie popadam, nie chodzę po ulicy z nastawieniem peace and love, ale w żadnym wypadku nie dążę do konfliktu, zawsze udaje mi się wyjść z pełnym uzębieniem i bez innych strat, no ale jak wspomniałem..w powietrzu coś wisi:D
Pewnie miałem coś jeszcze napisać, ale jak to ja- zapomniałem, wyleciało itd.
Jeszcze raz napiszę, będe wdzięczny za rady mądre, przemyślanie, pozbzwione niepotrzebnego pierniczenia. I pewnie będe zaglądać co chwilę czy coś w tej kwestii jasno zostało ustalone;) Pozdro!