1.Przywodzenie na maszynie siedząc
15x70 17x55
16x75 18x60
2. RDL
7x130 10x110 ---
9x110 10x100
3. Sciaganie jednoracz
10x6+3,5 13x5+1
8x7 11x6
4. Wiosłowanie jednorącz w oparciu o ławkę
13x48 12x37
10x50 12x45
5. Sciaganie wasko do klatki
12x9+5 11x7
10x10 12x7
6. Odwrotny butterfly
16x28 13x20 6x15
16x30 12x20 8x15
7. Uginanie z supinacja
8x19 14x13-----
10x17 13x15
8. uginanie modlitewnik
8x37 10x30
9x37 13x30
9. Wspiecia siedzac
12x80 15x70
13x85 17x70
Plank
30/30/35/35
30/30/35/35
Bird dog
12x30 x4
12x30 x4
Cardio 20min
Kroki 18 tyś
Odczucia:
Przy RDLu mocno zjechałem ciężarem , co poskutkowało że w końcu dobrze czułem to ćwiczenie. Cały trening poszedł spoko , bez większych niespodzianek. Później praca i tam albo refluks mnie złapał albo jakiś zasrany wirus i tu już bez „” xD pracowałem od 14,30 do 21.30 , posiłek po treningowy zjadłem o 12,30 no i ryż z kurą o 14,10 ale wmuszałem już , później miałem naszykowanego szejka
płatki owsiane + białko, finalnie tego nie wypiłem, bo ostro senny byłem po tym ryżu z kurą, to napije się kawy- nie miałem swojej rozpuszczalnej koleżanka dała mi jakąś fusiastą i mega mocna, wypiłem z 4-6 łyków bo refluks tak mnie męczył że jeden personalny przesiedziałem z 40min… Później było co raz lepiej, jedna kobitka kupiła mi controloc i wziąłem pomogło, ale zombi style było… po raz pierwszy miałem taki napad reflusku, a orali nie ma, obstawiam że to jakaś ta dziwna kawa + żołądek przeciążony jedzeniem. To wszystko trochę dziwne , gdyż mięsnie mnie bolą, czasem zbierało mi się na wymioty, ale jedynie tylko na kiblu – ujmę to tak sikałem kałem xD Jutro DNT, jak dobrze będzie się czuł to w niedziele zrobię łapy, poniedziałek DNT i wtorek Nogi