Pobiegałem dzisiaj tylko.
Niczego więcej nie dotykam, a największym wysiłkiem będzie podnoszenie kufla z kawą.
Miska lekko pod
4000 kcal, ale muszę dopić mleko, bo od jutra LC i będę używał do kawy tylko śmietanki 12 lub 18%
Z przegapionych potraw mam dwa awokado w lodówce i chyba popełnię xzaarowe guacamole. Będzie do mięcha.
Awokado, migdały, cebula oliwa z oliwek, czosnek i przyprawy (widziałem świeżą bazylię w Tesco, chyba zostanę hodowcą. W sumie przyda mi się jakiś kwiatek w domu)
No i kupię, albo zrobię sobie kiełkownicę. Tak mnie jakoś naszła chęć na witaminy.
Co do biegania.
Rozgrzewka w domu + kilka minut machania workiem bułgarskim na balkonie. Potem wio. Testowałem dzisiaj nową apkę na telefon: "Moje trasy" do Googla. Dokładna jest i czytelna. Pliki eksportuje jak się należy i podobno nawet czyta dane z paska od tętna. Niestety nie jest przykładem aplikacji, która szanowałaby energię z baterii telefonu. Poziom naładowania zjechał w ciągu godziny od 100% do 20%. Na dłuższe trasy raczej odpada. Endomondo Pro ma jednak tryb oszczędny i to jest duży plus.
A swoją drogą, to widzę, że bez dobrego zegarka z GPS-em się nie obejdzie. Te wszystkie zabawki na telefony to są takie cudeńka "pi razy oko" Chyba sobie wezmę na raty jakiegoś Timexa z serii Ironman właśnie.
Za około 1000 zł można już mieć szpej prawie pro.
Pierwsza połowa:
Bieg w tempie konwersacyjnym - tętno nie wyższe niż 135 BPM
Druga połowa:
Jak wyżej, ale z intencją nieco szybszego powrotu do domu. Dopiero od 6-ego km wpadłem na pomysł "skrzyżowania" drabin z EMOM
Inaczej mówiąc:
- zaczynam kilometr nieco żwawszym biegiem przez 250 m
- odpoczywam do następnego (750 m)
- następny rozpoczynam żwawo przez 500 m
- odpoczywam do pełnego kilometra
itd. aż do pełnego kilometra żwawo
Wtedy sobie zwalniam na kilometr i biegnę aktywnie wypoczywając.
Tak jakoś się bawiłem. Po 10 km jeszcze sobie podreptałem spokojnie, na zmianę z marszem 100/100, przez kilometr. W sumie trzeba było jakoś do domu wrócić.
Zimno i wilgotno było. Miałem zamiar biegać na lekko, ale ostatecznie się opatuliłem i nie żałuję.
Ta szalo-kominiarka to jednak sprzęt z górnej półki jeżeli mówimy o stosunku ceny-jakość-uniwersalność.
W domu rozciąganie, czarny chleb, makaron, banany, jajecznica, warzywa, jabłka - wszystko
A teraz poleżę sobie przez pół godziny. Wieczorem pójdę z synem na basen.
