Moje popołudnie. Pobiegłem na trening, ćwiczyłem 40 minut (głównie przeplatanka 24 kg + żonglerka 10 kg), pograłem pół godziny w nogę z kumplami, pobiegałem z córką (2,5 km bardzo wolno - niech polubi bieganie), a potem wróciłem do domu. Biegiem oczywiście. Czuję się zmęczony. Ale kolację rąbnąłem z tych solidnych raczej. Za godzinę będę spał jak niemowlę.
==============================================================
Źle nie jest. Zerwałem się po 5:00. Na śniadanie za wcześnie. Ogarnąłem chałupę i 5:59 odpaliłem całe AGD wyręczające mnie w praniu, zmywaniu itp.
Czuję, że dałem sobie popalić wczoraj. Najmocniej czuję łydki i kaptury. Podejrzewam, że ciężka przeplatanka daje mi się we znaki. W żonglerce jestem krok do przodu. Umiem podrzuć odważnik i wylądować go na otwartej dłoni, na wyprostowanym ramieniu. Sergiej Rudniew to ja może jeszcze nie jestem, ale cholernie lubię taką zabawę z kulami.
Zresztą czy ja wiem, czy to taka zabawa? Tętno utrzymuje się w granicach 130-140 bpm a przerwy są tylko minimalne. Wysiłek porównywalny z wolnym bieganiem, a o ileż bardziej bliski memu sercu i stawom.

No i zdecydowanie bardziej atrakcyjny wizualnie.
Żonglerka zajęła mi wczoraj 25 z 40 minut treningu. Reszta to przeplatanka z kettlem 24.
Pierwsza część to ciągła i szybka przeplatanka przez 5 minut. Ostatnie 1,5 męczące strasznie.
Potem żonglerka - elementy, które znam i robię ciągami:
Wirówki (swing zakończony fikołkiem odważnika i ponownym złapaniem):
- obrót od dołu ku górze
- obrót z góry na dół
- obrót od zewnętrznej do wewnętrznej (rączka pionowo)
- obrót od wewnętrznej do zewnętrznej (rączka pionowo)
- obrót wokół osi y (rączka płasko)
- obrót od dołu ku górze (rączka pionowo -
chwyt młotkowy)
- obrót z góry na dół (rączka pionowo - chwyt młotkowy)
- wirówki "poprzeczne"
Każde ćwiczenie to 5 powtórzeń lewą ręką, 10 z przerzucaniem i 5 prawą. Jeżeli w trakcie odważnik upadnie, wracam na początek ćwiczenia. Nie ma przeproś. Koncentracji i zwinności też trzeba się gdzieś nauczyć.
Jak odnosiłem wczoraj odważniki, to Czarna Kaśka tak smutno na mnie patrzyła. Chyba sobie dzisiaj zrobię kilka rwań i push-press. Czuję w mięśniach lekki dyskomfort, ale i gotowość do akcji

Dzisiaj imieniny szefowej, które prawdopodobnie zamienią się w jakąś rozpustę kulinarno-cukierniczą. A wieczorem pewnie pobiegam z córką po lesie u rodziców.
Zmieniony przez - MaGor w dniu 2013-09-06 07:27:33