Wróciłem na siłkę po złamaniu ręki. Gips mi zdjęli dopiero tydzień temu, więc ćwiczę lekko i że tak powiem, na rozruch.
Wziąłem hantel 10kg i robię
bicepsy w siadzie na ławeczce, a obok stoi dwóch koksów.
Prawa ręka szła bez problemu i zająknięcia. Zmieniłem pozycję na lewą i się zaczęło. Osłabione przedramię drżało jak galareta i hantel latał na wszystkie strony. Zrobiłem ze 3 powtórzenia i jeden z koksów:
- Ty, a co Ci tak ta dziesiąteczka w łapce lata? Se balonem może poćwicz!
Drugi się ze śmiechu zanosił, więc mówię:
- Złamałem niedawno i się rehabilituję.
- W którym miejscu poszła?
To pokazuję na V kość śródręcza, a śmiejący się koks momentalnie poważnieje i rzuca:
- Ooo! To sorry..., szacuneczek, bo widzę, że napierd*lane było...