Historia, którą Wam przytoczę, jest nie tyle śmieszna, co tragiczna - nie zmienia to jednak faktu, że niektórych taki czarny humor bawi... po tym przykrótkim wstępie, zaczynamy:
Działo się to w drugiej klasie Liceum. Nauczyciel W-Fu zwykł był od czasu do czasu ganiać nas na siłownię w celu przeprowadzenia jakichś testów siłowych - raz
podciąganie na drążku, raz "brzuszki w statyce", raz unoszenie nóg w zwisie. Oczywiście najlepsi mogli liczyć na dobre oceny, więc ja wraz ze znajomym lubiliśmy te sprawdziany (ja, przyznam, o wiele bardziej niż on, ponieważ w grach zespołowych jestem noga). Wszak co szóstka to szóstka, a takową złapać nie było trudno (chociażby, żeby daleko nie szukać, 20 podciągnięć wąskim podchwytem + wąskim nachwytem z odpoczynkiem pomiędzy zmianami chwytów). W dzień, o który mi chodzi, W-Fista postanowił sprawdzić nas w martwym ciągu. Ja zrobiłem powtórzenie (poprawne technicznie) z ciężarem 100kg, pewny, że to starczy na piątkę (nikt poza nami dwoma nie ćwiczył w tej klasie). Kumpel, mimo, że był silniejszy, też zrobił jedno powtórzenie ze 100kg sztangą. Obaj, zadowoleni, spoczęliśmy na ławeczce i przyglądaliśmy się zmaganiom reszty kolegów ze sztangą. Wielu w ogóle nie próbowało, część podnosiło około 60kg, ogólnie bez sensacji. Wreszcie na samym końcu podszedł jeden gość (dalej nazywał go będę "Dresik", gdyż zawsze chodził w dresie). Dodam, że nie wyglądał jakby ćwiczył cokolwiek (ale zawsze chwalił się, że w bojówce jest). No i postanowił, że będzie lepszy od nas. Założył na sztangę 106kg, położył dłonie na gryfie i szarpnął. Plecy wygięły mu się w odwrócone U, żyły powyłaziły na czoło (biedaczek zapomniał oddychać)... bez owijania w bawełnę: po 10 sekundach walki z ciężarem, podniósł to. Szczerze mówiąc zdziwiłem się, że WFista nie przerwał tego "wyczynu".... ale szybko przestałem się dziwić przy rozdawaniu ocen:
- "Dresik", szóstka, wy dwaj po piątce...
- Ale szefie (tak mówiliśmy do WFisty) myśmy podnieśli to dobrze technicznie, jego prawie sztanga złamała...
WFista popatrzał tylko na nas ze zdziwieniem i powiedział:
- Co z tego? Liczy się to, ile podniósł, nie to,jak podniósł.
I wyszedł z sali...
Myślałem że padnę...