hmm, szczerze to też miałem ten problem, mój grzbiet zawsze był płaski i szeroki, nie było grubości - robiłem wiosła w opadzie - guzik, robiłem ściągania imitując ruch wiosła - guzik. Doradzali mi ciężkie zrywane wiosła w takim pełnym ruchu pod kolano - guzik, wchodziłem na czworoboczne a nie głębiej w grzbiet, szrugsy ale wykonywane w taki sposób by ramiona były odwiedzione w tył i lekko zgięte i ruch bardziej przypominał wiosło, bo też charakterystycznym było to pchanie się klatą w przód - już lepiej, w końcu maszyna stojąc - przyciąganie rączek maszyny do wyciskania siedząc - w końcu to poczułem, więc zacząłem to robić, gdy mięśnie są za małe to ciężko je wyczuć przy wiosłach - jeśli jakaś grupa Ci odstaje to musisz ją traktować tak jakbyś był początkującym i nie ważne, że już wstajesz 200 i więcej kg, wciągasz i wyciskasz też swoje. To, że reszta ciała jest na dobrym etapie, nie znaczy że w słabe punkty wczujesz się równie mocno, bo to niemożliwe. Oczywiście trzeba respektować ciało jako całość, ale przy tym nie uciekać do absurdów w stylu : poszukiwanie mind-muscle w uginaniu, gdzie rozmiar ręki nie przekroczył 36cm - to na nic. W takich sytuacjach ciężar robi swoje i wierz mi, że nawet młotki totalnie oszukane zrobią więcej dla tych ramion niż uginania o kolanko. Analogicznie jest trochę z grzbietem, choć tu nawet łatwiej, bo on lubi się rozrastać dość szybko, ale pod warunkiem, że go zabodźcujesz. Możesz robić wiosła na 30kg sztangielce jednorącz, technicznie nikt się do Ciebie o to nie przyczepi, ale nie dotrzesz głęboko do grzbietu, z prostego powodu: skoro Twoim dominantem jest
najszerszy grzbietu to on przejmie całą pracę w efekcie od takiego wiosła nadal się będziesz rozrastał w szerokość, no bo zewnętrzne strony danego mięśnia są silniejsze od wewnętrznych. Kiedy wytoczysz większe sztangielki, większe ciężary to zmuszasz ciało do sięgnięcia głębiej w grzbiet - musi podołać obciążeniu, więc musi się ratować kolejnymi mięśniami by wykonać zadanie. Nie dość, że bodźcujesz mocniej najszersze to wchodzisz jeszcze głębiej i w końcu zaczynasz równoważyć te siły na grzbiecie, które miałeś zaniedbane. W przypadku nóg to samo - dysproporcja siłowa przywodzicieli do odwodzicieli zawsze będzie ściągała kolana do środka - wystarczy mieć mocniejsze przywodziciele od odwodzicieli i zawsze skończy się rotacją kolan. Nie wolno tego zaniedbywać, bo z czasem zbyt mocne zewnętrzne strony Twojego najszerszego będą na tyle mocne, że w końcu je naciągniesz pod obciążeniem, paradoksalnie: im jest coś coraz większe i mocniejsze tym łatwiej to zerwać, bo mięsień jest już dobrze unerwiony szybko reaguje pod obciążeniem. Z punktu widzenia kulturystyki - rewelacja, bo im większy mięsień tym mniej serii potrzebujesz by je skatować i wywołać mocne palenie, z punktu widzenia życia codziennego - przenosząc telewizor czy przesuwając szafę nie zrobisz tego całym ciałem jak normalne osoby tylko będziesz izolował w ruchu, to tak jakbyś bez rozgrzewki podszedł pod ciężar, może skończyć się kontuzją. Mam nadzieję, że dość jasno to przedstawiłem.