Mam pytanie, bo ciągle nie wiem jak jest z robieniem masy i jednoczesnym nie zalaniem się tłuszczem. Otóż cały pic w tym, jestem z natury ekto, tłuszcz ciężko mnie łapie, ale zerowego odsetku też nie mam, ćwiczę na siłowni, bez diety ustalonej, po prostu jem tyle, żeby rosnąć, i niech nikt nie gada bzdur, że bez diety to herezja świętokradztwo i won z forum, bo większość zawodników którzy siedzą w kulturystyce kilkanaście lat na mojej siłowni sami przyznają, że z dietą można działać cuda, ale jeśli nie ma się czasu - wiedzieć co i jak jeść, bez konkretnego dziennego planu posiłków.
Ale ja nie o tym. Otóż, chciałbym zwiększać masę mięśniową pozbywając się tłuszczu. Ale każdy mów, że masa wyklucza spalanie tłuszczu, tu mam na myśli interwały, tak z 30 minut dziennie. Jak to jest? Niektórzy ode mnie z siłowni robią
aeroby typu rower w dni nietreningowe. A jako, że nie lubię bezczynności, to też w dni nietreningowe chętnie bym pobiegał albo pojeździł na rowerze. Więc jak z tym w końcu jest?
Szczerze przyznam, że chciałbym, choćby sam dla siebie, zobaczyć efekty treningu brzucha, a uniemożliwa mi to jakby nie patrzeć - tłuszczyk.