Pierwsza klasa liceum, kolega z klasy od kilku lat ćwiczy judo i ma darmowa siłkę, więc chodzi i jest juz troche dopakowany. Mamy W-F, no to idziemy poćwiczyć na siłownię. Sprzetu mamy biednie -
laweczka, atlas, rowerek i troche obciązenia. Rozgrzewamy się, jakieś pompeczki. Koleś każe założyć 27kg i wyciskamy kazdy po kolei seryjke. Następna seria 37kg i następna 47kg. Tutaj juz tylko pare osób daje rade, nasz judoka macha żelastwem jakby obciążenie ze styropianu było

. Nauczyciel troche zdziwiony, mówi żeby sobie więcej założył. Na gryfie ląduje 80kg i leci pare powtórzeń. Wuefiarz zdziwiony, u reszty nastolatków respekt w oczach, to nauczyciel sie kapnął że mu szacunek spada. To mówi -"załóżcie wszystko" (jakieś 86kg chyba było) i się rozgrzewa. Sprzęt gotowy, też trzasnął pare powtórzeń. Na koniec mówi, że za pare miesięcy mamy sprawdzian z wyciskania, 90% masy ciała na raz to celujący, 80% bardzo dobry itd. podsumował że nam słabiutko idzie i teraz albo bierzemy koks na siłe albo na redukcje (oczywiście miał na myśli suple). Poszło też pare aluzji w kierunku judoki, ze ten koksuje (pół żartem pół serio). W szatni paker do nas: "z tym koksem to przegioł, normalnie mu d****e, tylko musze jeszcze troche przypakować, bo jest ch*j silniejszy

"
Jak was to nie śmieszy to sory