Jestem w trakcie budowania masy. Zawsze byłam bardzo szczupła. Jakieś 6 miesięcy temu, gdy zaczynałam ćwiczyć trochę mądrzej i bardziej na poważnie, przy wzroście
170 cm ważyłam 49 kg. Nigdy się nie odchudzałam, jadłam zawsze więcej niż przeciętna dziewczyna. Aktualnie mam 54 kg. Dziennie jem około 2700 do 2900 kcal w tym dużo mięsa, bo zazwyczaj ponad 0,5kg dziennie oraz około 400g ryżu. Do tego dochodzi dużo warzyw i owoców, rano na śniadanie dodatkowo omlet z 2 całych jaj, płatków owsianych, nasion/orzechów i suszonych owoców. Wychodzi z tego zazwyczaj 4, czasem 5 posiłków. Dodatkowo biorę kreatynę, więc po treningu piję węglowodany.
Problem tkwi w tym, że jestem cały czas głodna. Już 20 min po posiłku zaczynam odczówać głód. Kilka dni temu miałam wolny dzień, więc dużo czasu na gotowanie. Skończyło się tym, że zjadłam łącznie 3200 kcal i to w samych konkretach i zdrowych rzeczach. Ostatni posiłek był o 20, a gdy kładłam się spać o 23 znów byłam głodna.
Ogólnie normalną porcją jedzenia się nie najadam. Pełne uczucie sytości daje mi np. porcja około 150g ryżu / makaronu i jakieś 250/300g mięsa.
Zastanawiam się czy jeść jeszcze więcej? Teoretycznie jeszcze nie odkłada mi się tłuszcz, ale nie wiem czego i ile miałabym zwiększyć, bo białka jem już dość dużo, więc mięcho raczej odpada. Nie mam możliwości jedzenia mniejszych porcji częściej, ponieważ w pracy nie mam czasu na kilka przerw na jedzenie. Proszę o jakiekolwiek rady.