Ho,ho ciekawy temat koledzy omawiacie a zaczęło się od wpisu kolegi Greeka na temat nafutrowany vs walther.
Ja wcale nie byłem zdziwiony jak przeczytałem że gaz nie zadziałał na nafutrowanego a napiszę więcej że od dawna wiedziałem że po niektórych specyfikach (oczywiście nie znam szczegółów jakie to specyfiki) ciężko jest znaleźć sposób na uwalenie takiego agresora.
Faktycznie dobry sposób to paralizator albo konkretne podduszenie doprowadzające do omdlenia...tyle tylko że to ryzykowne bo ostro nafutrowany ma taką odporność że można cholerka nie chcący go udusić...a tego nikt by nie chciał.
Pałka,pięści to nie zadziała.Pisałem kiedyś jak 30 lat temu!!! mnie i kumpla zaatakował naćpany gość (myślę że w tamtych czasach nie było aż tylu wynalazków zmieniających świadomość co obecnie) Tłukliśmy go niemiłosiernie a mimo to facet był nie do ubicia,tyle bomb co wyłapał na głowę to byka byśmy ubili a jemu nic!
Kumpel bokser dopiero jak mu pigułę na szczękę idealnie wywalił to agresora odcięło i zemdlał.W tej sytuacji po prostu nawet po wspomagaczu musiał się wyłączyć bo tak działa organizm ludzki. Kumpel boks,ja trzy lata kick boxing i gdyby nie to doświadczenie to koleś by nas zlał jak cholera.Miał taką odporność na ciosy i do tego niesamowitą siłę że jak w pewnym momencie bójki udało się go podciąć i kolanami przycisnąć do gleby to bez żadnego problemu wyrwał się nam do stójki i atakował z jeszcze większą energią.W sumie to baliśmy się nawet uciec bo przy takim powerze bez problemu by dopadł któregoś z nas i chyba zatłukł w tym swoim amoku...
Tak mocno nafutrowanego to nawet Fox TCE by nie uwalił...myślę że silne działanie wchłoniętej kapsaicyny by go na tyle uspokoiło że zajął by się sobą i swoim stanem ale nie wyłączyło tak bardzo jak to Fox potrafi obezwładnić np typa po alkoholu.
Nie wiem co ten typ brał wtedy ale jego zachowanie było iracjonalne i do tej pory to pamiętam.Miałem wtedy 19 lat,nie byłem może jakimś fenomenem w bójkach ale trzy lata treningu i pracy na worku samo z siebie wzmacniało moją siłę ciosu co na tym kolesiu nie robiło żadnego wrażenia...żadnego
A jakieś pół roku wcześniej szedłem z koleżankami i kumplem wieczorem Marszałkowską,na przeciwko szedł jakiś podpity typek i wywalił mi z bara że się przewróciłem.Był wyższy dużo ode mnie...pewnie bym uciekł wtedy bo mnie wystraszył ale były koleżanki więc kicha

Wstałem szybko,jeden strzał w ryja i agresor padł...fakt że przywalił potylicą o chodnik więc nokaut....tak czy inaczej dobrze trafiony więc gleba a ten nafutrowany zero reakcji na moje ciosy
