jestem 16 dzień po rekonstrukcji więzadeł..co do stanow podgoraczkowych tez je mialam, chyba nawet jakos w tamtym tygodniu, ale byly niewielkie wiec nawet tego nie zbijalam..leki przeciwbolowe odstawilam tez w tamtym tygodniu bo szkoda watroby ..jak do tej pory do kibelka jezdze na krzesle od kompa, ale w piatek zdecydowalam sie na przechadzke z kulami po domu ( w ogole nie umiem z tym chodzic :/) gibnelam sie 2 razy i stanelam na operowanej nodze..bqardzo sie przestraszylam, ale w sumie nawet nie zabolalo tak bardzo...opuchlizna powoli schodzi...waga ciała powoli rosnie, poki co + 2 kg :/ ale to pol problemu, najwiekszy , ze jutro mam jechac do doktorka na zmiane opatrunku i chyba zdjecie szwow...znow stoje przed dylematem jak zejsc z 3 pietra po schodach i czy nie lepiej zamowic transport medyczny, ktory zniesie i wniesie... moge juz po tych 2 tygodniach lekko stawac na tej nodze przy schodzeniu po schodach???
btw. jesli ktos sie wybiera na rekonstrukcje wiezadel i ma do pokonania troche schodow po powrocie ze szpitala polecam wlasnie taki transport, na dzien lub dwa przed wyjsciem ze szpitala dobrze cos takiego zamowic, ja sobie nie wyobrazam, ze dzien po narkozie , ktora mialam, z noga jak bania bolaca przy kazdym ruchu mialabym isc samodzielnie o kulach...a tak przychodzi 2 panow z krzeselkiem , sadza na nim, zapina i niesie jak na lektyce :D eh...z sylwestra wrocilam do domu na jednej nodze, w niedziele po walentynkach w ktore mialam operacje juz mnie niesli, sasiedzi chyba mysla " o! ta to sie dopiero bawi :DDDD )
jeszcze sie wtrace do rozmowy o kotach i psach...psy sa kochane, ale bywa, ze maja zblizone charaktery...a koty...kazdy kot to zupelnie inny egzemplarz, jeden, jedyny niepowtarzalny...uwielbiam wszystko oprocz pająkow

)