Wdyta1988, martwisz się o łękotkę, a Twoje ACL? Ano, właśnie Fonsito o tym pisze dalej, moim skromnym zdaniem, ACL to większy problem, nie żebym tak mówiła, bo ja to mam, ale sądzę tak po przeczytaniu wielu postów i wielu opracowań na te tematy no i opinii osób bez łękotek. Ania 77 też tak myśli, więc jesteśmy zgodni, no Wojsław jak zwykle profesjonalny.... Saida dawno Cię nie było, no usunięcie fragmentu łękotki jest mniejszym złem. U mnie na początku podejrzewali uszkodzenie łękotki i powiem, że po artroskopii jak dowiedziałam się, że to ACL to pomyślałam , że wolałabym mieć uszkodzoną łękotkę. Ale to tylko takie gadanie... Wiadomo, że lepiej zdrowym i bogatym niż chorym i biednym..., wiadomo, lepiej być w komplecie!
Jade88, nie jest tak źle przecież- rower, bieganie, taniec to dużo, wiem trudno jest rezygnować z przyjemności ( mojej jodze mogę chyba powiedzieć dowidzenia), z normalnego życia, ale nie ma się co załamywać! Trzeba korzystać z życia i doceniać to co się ma, ale są chwile zwątpienia i zapewne każdy je ma, czasem trzeba się wyżalić i to przynosi ulgę. Po ostatniej wizycie u lekarza opanowało mnie zwątpienie i efekt był taki, że "olałam" ćwiczenia wieczorne, a rano z musu poszlam na rehabilitację (byłam umówiona i nie wypadało inaczej) no i osiągnęłam sukces - znowu pełen wyprost! Rehabilitantka, chyba czuła moje zniechęcenie i ćwiczyłam raczej biernie, czyli ona odwalała całą robotę! Jak psyche siada to wszystko idzie gorzej, dlatego trzeba się trzymać!! Dzisiaj robiłam
ciepłą kąpiel i ćwiczyłam w wannie, nie zauważayłam porażających rezultatów, choć rzeczywiście lepiej się ćwiczy niż "na zimno", ale nienawidzę tej zmarszczonej skóry na stopach i dłoniach!!! Leżenie w wannie jest dla mnie okropne! Wyznaczyłam sobie pól godziny, a po 10 krzyczałam do mamy (nie mam wanny więc musiałam iść do niej) z pytaniem czy już minęło :). Czy ktoś z was to praktykował? I czy pomagało?
Tak rozważam czy nie skorzystać z porady innego lekarza, by mieć pewność co do mojego stanu...