Co za wysoko, to niezdrowo
Wysoki wzrost to dla większości ludzi atut. W świecie zwierząt większy osobnik budzi respekt jako silniejszy. Badania socjologiczne dowiodły, że w podobny sposób - choć często nieświadomie - reagują ludzie. Wysocy łatwiej dostają pracę, szybciej awansują i więcej zarabiają (Amerykanie wyliczyli, że centymetr przewagi oznacza roczne zarobki wyższe o ponad 250 dolarów). Wysocy mężczyźni mają większe powodzenie u kobiet i szybciej się żenią. Spośród 43 prezydentów USA tylko pięciu miało wzrost poniżej średniej krajowej.
Osiąganie biologicznego maksimum wzrostu nie jest jednak korzystne dla naszego organizmu. Przykładem są ludzie cierpiący na tzw. gigantyzm przysadkowy, wywołany nadmiernym wydzielaniem hormonu wzrostu w dzieciństwie. Większość chorych umiera w trzeciej dekadzie życia, najczęściej z powodu problemów z układem krążenia. Robert Wadlow, najwyższy człowiek świata, miał 272 cm wzrostu i tak słabe czucie w ogromnych stopach, że nie zauważył w porę infekcji, która rozpoczęła się od zwykłego otarcia, a doprowadziła do śmierci mężczyzny. - Badania wskazują, że bardzo wysokie osoby, nie cierpiące na żadne schorzenia hormonalne, żyją krócej niż ludzie średniego wzrostu - mówi prof. Romer. Dowódcy elitarnych jednostek komandosów wiedzą, że w czasie treningu najszybciej odpadają dryblasy, podczas gdy żołnierze mający
170 cm radzą sobie doskonale.