Debiuty odbywały się 26.03.2011 w Ostrowi Mazowieckiej.
Sobota – 26.03.2011 – godzina 5 rano
O 5 rano wysłałem ostatnie fotki mojemu trenerowi, aby wiadomo było co robić i jak się to prezentuje. Waga 77,5 kg.
Forma tutaj tak naprawde zmieniała się już z godziny na godzine
Byłem dość pełny, wiec nie szalałem z węglowodanami i jedzeniem.
Następnie podróż samochodem do Łodzi, potem pociągiem do Warszawy, a z Warszawy już znowu samochodem do Ostrowa Mazowieckiego.
Po drodze jeszcze małe zaopatrzenie w Mc Donaldzie
Na miejscu wydaje mi się, że byliśmy około 11:30 – zostało 1,5 godziny do weryfikacji i 3,5 godziny do rozpoczęcia mojego bloku zawodów – troche mało czasu.
Nie miałem żadnej warstwy samoopalacza nałożonego.
Około godziny 12 nałożoną miałem pierwszą warstwe Jan Tana. Coś cięzko się wchłaniało, robiły się plamy i zacieki, no ale jakoś to wyglądało.
Tutaj czwórki jak wyglądały jeszcze przed smarowaniem.
Tutaj chwila nakładania samoopalacza
Dwugłowe i pośladki po pierwszym smarowaniu
Bicepsy przodem po pierwszym smarowaniu
Klatka bokiem po pierwszym smarowaniu
Posmarowany i trochę rozeznany co się dzieje, można było zjeść suchy posiłek – kasze z piersiami i brokułami
Konsultacje z trenerem przez telefon i próba zrelaksowania
Weryfikacja i ważenie – jeszcze ostatnie sikanie przed wyjście i na wagę.
Waga 76,4 kg! Tak to szybko schodzi J/b]
Wkońcu około godziny 14:30 zaczeliśmy nakładać drugą warstwę Jan Tana.
Strasznie to wychodziło -> ta gąbka do rozcierania jest do niczego, ja się pociłem i np. pod pachami wszystko się wycierało, spływało ze mnie, w jednym miejscu było jaśniejsze, w drugim ciemniejsze.
Jedną warstwę powinienem nałożyć w piątek w nocy i spokojnie drugą jakiś czas przed zawodami, a nie ja spieprzyłem sprawę i wszystko na raz... no trudno, człowiek się uczy na błędach, wkońcu po to jest pierwszy start!
Nadchodził powoli czas mojego występu i chwila na która marzyłem od dawna – kanapka z McDonalda
Ojej, zimna ale to nic, nic nie smakowało mi tak dobrze jak to wtedy!
Nie ma co się opierdzielać, bo chwila wyjścia bliska, trzeba się podpompować!
Powoli, powoli...
Pryskanie PAMem i ostatnie rady od Emila Kaleńskiego
Zmieniony przez - MolderDist w dniu 2011-03-29 02:30:05
Sobota – 26.03.2011 – godzina 5 rano
O 5 rano wysłałem ostatnie fotki mojemu trenerowi, aby wiadomo było co robić i jak się to prezentuje. Waga 77,5 kg.
Forma tutaj tak naprawde zmieniała się już z godziny na godzine
Byłem dość pełny, wiec nie szalałem z węglowodanami i jedzeniem.
Następnie podróż samochodem do Łodzi, potem pociągiem do Warszawy, a z Warszawy już znowu samochodem do Ostrowa Mazowieckiego.
Po drodze jeszcze małe zaopatrzenie w Mc Donaldzie
Na miejscu wydaje mi się, że byliśmy około 11:30 – zostało 1,5 godziny do weryfikacji i 3,5 godziny do rozpoczęcia mojego bloku zawodów – troche mało czasu.
Nie miałem żadnej warstwy samoopalacza nałożonego.
Około godziny 12 nałożoną miałem pierwszą warstwe Jan Tana. Coś cięzko się wchłaniało, robiły się plamy i zacieki, no ale jakoś to wyglądało.
Tutaj czwórki jak wyglądały jeszcze przed smarowaniem.
Tutaj chwila nakładania samoopalacza
Dwugłowe i pośladki po pierwszym smarowaniu
Bicepsy przodem po pierwszym smarowaniu
Klatka bokiem po pierwszym smarowaniu
Posmarowany i trochę rozeznany co się dzieje, można było zjeść suchy posiłek – kasze z piersiami i brokułami
Konsultacje z trenerem przez telefon i próba zrelaksowania
Weryfikacja i ważenie – jeszcze ostatnie sikanie przed wyjście i na wagę.
Waga 76,4 kg! Tak to szybko schodzi J/b]
Wkońcu około godziny 14:30 zaczeliśmy nakładać drugą warstwę Jan Tana.
Strasznie to wychodziło -> ta gąbka do rozcierania jest do niczego, ja się pociłem i np. pod pachami wszystko się wycierało, spływało ze mnie, w jednym miejscu było jaśniejsze, w drugim ciemniejsze.
Jedną warstwę powinienem nałożyć w piątek w nocy i spokojnie drugą jakiś czas przed zawodami, a nie ja spieprzyłem sprawę i wszystko na raz... no trudno, człowiek się uczy na błędach, wkońcu po to jest pierwszy start!
Nadchodził powoli czas mojego występu i chwila na która marzyłem od dawna – kanapka z McDonalda
Ojej, zimna ale to nic, nic nie smakowało mi tak dobrze jak to wtedy!
Nie ma co się opierdzielać, bo chwila wyjścia bliska, trzeba się podpompować!
Powoli, powoli...
Pryskanie PAMem i ostatnie rady od Emila Kaleńskiego
Zmieniony przez - MolderDist w dniu 2011-03-29 02:30:05
























