no ile ekip by nie bylo na przyszlorocznej esce, to pudlo jest obstawione przez "
sfd'sofców":)
Pamietam ekipe z Gryfina, bardzo milo ich wspominam, bardzo dobrze przygotowani, a przy tym mocno wyluzowani, oj troszke sie napompowalismy przez ich poczucie humoru ktore reszcie sie takze udzielalo..., wysmiewanie sie z niepowodzen innych, z dziwnych postaw przyjmowanych podczas wykonywania konkurencji, delikatne dowalanie sobie.
Pamietam jedna sytuacje, o ktorej jesli tylko sobie przypomne pojawia sie wielki usmiech na twarzy, mianowicie:
konkurencja polegala na wspieciu sie w strumieniu po nachylonej sciance za pomoca liny, podciagnieciu sie i wydostaniu ze strumienia na most przez lufcik, bieg do przeprawy linowej i pokonaniu stawu przechodzac po linie trzymajac sie drugiej zawieszonej nad glowa...
prawie wszystkim to poszlo w miare dobrze, no wlasnie: prawie, a jak wiemy prawie robi wielka roznice...
Jeden gosc "umieral" na tych linach chyba z 5-6 minut, gdzie cala konkurencja zajmowala polowe tego czasu.
My na drugim brzegu zwijalismy sie ze smiechu, pozy jakie on przyjmowal na tych linach to Jas Fasola by nie wymyslil.
W pewnym momencie byl glowa zanurzony w wodzie, a nogi mial na gornej linie i wtedy z drugiego brzegu dochodzi glos Kupsa "stoisz juz", to my prawie posikalismy sie, ale zaraz bylo ostre pompowanie, ktore jednak nie moglo nam popsuc tak dobrego humoru...
Chlopak w tegorocznej esce takze wystepil, jest nadal w TV i widac ze jest mocno zdeterminowany, no i widac po sylwetce ze zime ostro przepracowal, obstawiam ze w tym roku skonczyl...
Troche to wysmiewanie bylo chamskie, ale w tamtej ekipie tak robili wszyscy jesli komus sie noga podwinela... i ogolnie nikt o to nie mial do nikogo zadnych pretensji...
pozdr.
Zmieniony przez - JackPorter w dniu 2005-11-04 15:03:47