Moim zdaniem pomysł z wyobrażeniem sobie potrawy i jej smaku jest bardzo dobry. Jak jesteś głodny tylko "głową" to nie uruchomisz wyobraźni do tego stopnia żeby "poczuć" smak. Odkąd się dowiedziałem o patencie, to usiłuję wdrażać i nawet pierogi spod ręki mojej babci pojawiają się w mojej głowie tylko jako obraz. Nie pamiętam ich smaku.
Podobno już samo myślenie o słodyczach powoduje lekki
wyrzut insuliny. Gdyby to jednak było poważne zjawisko to po treningu wystarczyłoby obejrzeć jakiś program o pieczeniu ciasta i z głowy byłyby wszelkie węgle po treningu.
Sprawa jest gorsza, bo węgle mają taką dziadowską właściwość, że łechczą głównie ośrodki przyjemności i nagrody. Podobnie działa nikotyna, alkohol i dragi. Dlatego amerykańskie dziewczęta spopularyzowały modę na zajadanie problemów i rozterek wiaderkiem lodów albo tabliczką czekolady wielkości płytki chodnikowej. I to naprawdę działa. Aż za dobrze. Bo ciało już nie potrzebuje, a mózg - łaskotany w ośrodki przyjemności i nagrody - domaga się kolejnych porcji.
Od węgli można się uzależnić jak od heroiny. Dlatego tak wiele osób nie wyobraża sobie życia bez chleba, makaronów, ryżu, owoców itp. Na szczęście można wyjść z tego nałogu

Życie stanie się lepsze
