Ludzie kochani, chyba kompletnie nie rozumiecie terminu "technika pod siebie/pod swoje ciało" nie oznacza to robienia kotów, rozpędzania z prostownika i dalsze polecenie na hipereskstensji grzbietu przy uginaniu, czy odrywania glowy od ławki - bo to nie służy nikomu, a jedynie powoduje dużo słabsze docieranie do partii docelowych bo ciało musi się posiłkować innymi mięśniami by spełnić się w walce z ciężarem. Technikę mamy uzależnioną od swojego kośćca i jeśli ktoś ma dłuższe kończyny naturalnym jest, że nie będzie odtwarzał techniki kolegi z kończynami krótszymi, nie będzie łapał na sztandze takiego rozstawu jak on, nie będzie po jednej amplitudzie prowadził hantli - i to dokładnie oznacza ten termin, stwierdzę więcej, że nawet półruch czy ćwierćruch, lecz właściwie wykonany robi większą robotę w naprawie sylwetki niż kategoryczne łamanie techniki. W kulturystyce każdy chce mieć szybkie efekty - to normalne, ale by to osiągnąć należy pracować mięśniami docelowymi i coraz więcej się w nie wczuwać.
Czucie mięśniowe to nic innego jak zależność pomiędzy drogą impulsu z układu nerwowego a "wyrzutem" ATP z mięśni docelowych by mogły one sprostać zadaniu - im lepsze czucie mięśniowe, tym lepsza siła, tym lepsze wymiary, tym szybsze efekty.
Szacunek dla autora, bo sam wiem ile pracy kosztuje naprawianie sylwetki, moje uwagi nie są pisane złośliwie a jedynie naprostowująco to co poniektórzy pisali.
fifi - i spoko, jeśli panna ma pusto we łbie, to ja wolałbym wybrać się na trening z kulturystą, to tyle dziękuję.