Opinię o Polakach zniszczyliśmy... może inaczej... Opinię o Polakach zniszczyli Polacy. Kilkanaście lat temu ludzie z zachodu przyjeżdżali do Polski na kilkudniowe urlopy, żeby zobaczyć, jak wygląda kraj, w którym upadł komunizm (!!) [oglądałem kiedyś w TV program o kondycji polskiej turystyki i jakiś ekspert taką tezę wysunął]. Mieliśmy dobrą prasę, a elity z całego świata z podziwem patrzyły na
tempo i kierunek zmian, które odbywały się w Polsce na początku lat 90' (jeżeli ktoś uważa, że plan prof. Balcerowicza nie przyniósł efektów to proponuję poszukać zdjęć z półek sklepowych z 88, czy 89 i z 94 roku. I poczytać o problemach, jakie miały Czechy i Słowacja, albo Rumunia w latach 90'). Opinię o Polsce zniszczyliśmy nierozsądną polityką zagraniczną (jak nazwać nieprzygotowaną dyplomatycznie akcję typu wyliczanie strat Warszawy podczas II wojny, jak to swego czasu pan Lech Kaczyński raczył rozpocząć, w reakcji na niewielkie, marginalne ugrupowania niemieckie chcące narobić hałasu i zgłaszające jakieś niepoważne - nawet dla Niemców - pretensje w stronę polskiego Rządu?), brakiem PR'u (nie słyszałem, żeby ktoś w latach 90' zrobił dobrą kampanię o Polsce i Polakach. Dopiero sławny polski hydraulik narobił jakiegoś rozgłosu i zmienił odrobinę opinię Polaka-złodzieja na polaka-robotnika).
Niedawno pan Bartoszewski przeprowadził konferencję prasową na której wygłosił wykład, którego teza mówiła, że Polska jest jak dziewczyna. Nie specjalnie ładna (są ładniejsze), nie bogata, ale sympatyczna. I my też powinniśmy być sympatyczni.
Z czym kojarzą Wam się Włochy? Mnie ze wspaniałą kuchnią, śródziemnomorskim klimatem i otwartością, spontanicznością i wesołością samych Włochów. Tymczasem włoska kuchnia, mimo, że wspaniała, swą popularność w dużej mierze zawdzięcza prostocie i efektowności, a nad Morzem Śródziemnym jest również Albania, Bośnia, Hercegowina, Algieria, czy Libia. Mimo to wolelibyśmy spędzić wakacje we Włoszech? Czemu? Bo o mieszkańcach byłej Jugosławii (poza Chorwacją, o której później) krążą złe stereotypy, źle nam się te państwa kojarzą. Owszem, występują tam lokalne konflikty, czasem nawet dość duże (Kosowo), a Algierczycy i Libańczycy (tak to się odmienia?) to bardziej taksówkarze w Londynie, czy nielegalni imigranci we Francji, niż synonim przyjaznych gospodarzy. Więc w czym tkwi taka różnica? Włosi potrafili stworzyć mit o fantastycznej mentalności, którą posiadają, a ich historia kojarzona jest z Rzymem, Renesansem, czy Barokiem, zamiast wspominania czasów rozbicia na wiele państewek, czy Mussoliniego.
Tutaj wszystko opiera się o stereotypy (nie poznałem nigdy lepiej żadnego mieszkańca tych państw, nie mówiąc już o cechach narodów). Wspomniana Chorwacja kilkanaście lat temu toczona była przez wojnę domową. Ale wystarczyło kilka lat, by stworzyć bazę turystyczną, dzięki czemu teraz pierwsza myśl po przeczytaniu nazwy Croatia, czy zobaczeniu czerwono-białej szachownicy brzmi: wczasy (no, OK, Cro Cop też, ale to nie tak powszechnie). Polacy powinni przestać rozpaczać nad własną historią traktując ojczyznę w kategoriach "mesjasz wśród narodów świata", skończyć z idiotycznymi akcjami na EXPO, po których świat ma nas za XVI wiecznych rolników i zacząć promować to, co naprawdę mamy dobre i uniwersalne. Jesteśmy pracowici, wydajni, rozwijamy się (kto by pomyślał 20 lat temu, że teraz do pracy na lepszych stanowiskach potrzebne będzie kilka języków obcych), łatwo się uczymy. Nasza historia mówi o nas: lojalni. Nasza teraźniejszość: przeżywamy najlepszy okres dla naszego państwa od połowy XVII wieku!
Zauważyliście, wracając na chwilkę do polityki, że teraz każdy rząd zaczyna od stwierdzenia "Ci przed nami spieprzyli sprawę, ten rząd będzie najlepszym po czasach PRL"? Wielka Brytania od lat ma swoje stałe cele, "stałe interesy, a nie sojusze" i jest państwem przewidywalnym (niezależnie od kolejnych wyborów). Czemu my nie możemy mieć podobnie? Że to trudne? No tak...