wczoraj powaliła mnie jakaś infekcja: rozstrój żołądka, temperatura, dreszcze, bóle mięśni - byłam nie do życia, a dziś niby wstałam jak nowonarodzona, ale co coś zjem to ciśnie w żołądku, tak więc obydwa dni z niedojedzoną miską

dobijałam tak do 1800 kcal mniej więcej
byłam u internisty - bardzo fajna babeczka, ale trochę mi zamieszała w głowie, postaram się w punkach opisać jej sugestie:
1. moim głównym problem jest hipoglikemia reaktywna
2. hipoglikemia podnosi mi triglicerydy, bo trzustka nie wyrabia
3. to wszystko próbuje uporządkować tarczyca, dlatego zwiększa tsh do 2,7 i ono jest dla mnie, przy hipoglikemii w normie
zalecenia:
1. dieta z niskim ig, więcej tłuszczy i białka kosztem węgli
2. codziennie 30 minutowy trening: "porządny marszobieg" tuż po posiłku
powyższe ma przyzwyczaić mój organizm do tego, że nie musi wytwarzać tak dużo insuliny, jak to robi na dziś
wysyła mnie też do dietetyka, żeby mi pomógł w diecie
skierowania:
1. po dwóch miesiącach powyższych zaleceń - kolejne badanie glukozy po posiłku
2. na teraz endokrynolog skonsultować tsh, kwestie hipoglikemii, niskiego ciśnienia itd.
3. dała mi też skierowania na gastryczne sprawy
generalnie potraktowała temat zaskakująco poważnie
ale mam też mętlik w głowie, muszę to sobie poukładać, jak pogodzić dietę bezglutenową i z niskim ig, nie wiem co mi zotaje z dodatków węglowych - sama kasza gryczana?
treningi areobowe nawet mnie cieszą, uwielbiam biegać, ale jak zareaguje moje ciało? to co zyskałam na siłowni popalę, siłowe musiałabym ograniczyć do 2 tygodniowo, bo po prostu nie dam rady czasowo
to by było na tyle
jutro zrobię sobie wolne od siłowni, bo jeszcze jestem poturbowana żołądkowo - ale w czwartek nie ma to tamto
