Mikosia, wykrakałaś - przez noc mnie przysypało

A na te
barki, to jakieś tam dodatkowe kg by się znalazły
_______________________________________________________________
dzień 28
Do godziny 13, miałam zjedzone, dokładnie 58B/27T/115W z puli 100B/30T/200W i musiałam to zapić dwoma kawami i zagryźć nieprzyzwoitą ilością brukselki
(jak piszę nieprzyzwoitą, to absolutnie nie mam na myśli 0.5kg do jednego posiedzenia
), bo nic nie poczułam, że jadłam

Jakby przeczułam spadek temperatury, no, ale grunt, że starczyło na długo i pomogło
TRENING:
WL: ponownie się zgniatałam i turlałam; że to 38 nie poszło, to byłam bardzo zdziwiona, bo trzy powtórzenia wyszły dobrze, czwarte też poszło i byłam pewna, że ostatnie również się uda, ale dopadła mnie taka bardzo nagła niemoc; zazwyczaj potrafię przeczuć, że już nie wycisnę, tak tutaj było zdziwko
wycisk skos: w I serii miało być 16, ale po raz kolejny w tym treningu, padły mi umiejętności dodawania; raczej przekombinowany rozkład ciężaru, ale w gwiazdy mnie wprowadził
wycisk bary: tutaj świadomie inaczej porozkładałam, bo wraz z regresem jest znacznie trudniej
shoulder:
uginanie: przeżyłam, ale niech mnie - nie miałam jeszcze taaaak słabego naciągnięcia 
marsz: zdecydowanie jeden z trudniejszych i niekoniecznie przez śnieg; zastanawiałam się czy to, że tyły palą tylko początkowo ma związek z tym, że się przyzwyczajam do bólu, czy raczej, że oszukuję z czasem
na pewno, zawsze wymagam od siebie poprawności i jak świadomie luzuję, to jedynie na chwilę
ogólnie: tu progres, tam regres, gwiazdy, ale dobrze, że bez brzucha
_________________________________________________________________
Minął kolejny tydzień. Czwarty
Wypada dość słabo i za machania można mnie bić

Generalnie jest tak, że czwarty tydzień jest dla mnie zawsze jakiś przełomowy i dopada mnie wtedy coś w rodzaju buntu na pokładzie
Pomiary sprawdzałam ze cztery razy
Zmieniony przez - misworld w dniu 2013-01-13 10:08:32