No, wczoraj tak samo dwa treningi mocne :) fat leci, diete z dużą podażą białka staram się trzymać, widać już efekty. Dzisiaj odwaliłem też mega mocny jeden trening.
Będąc na sali ukradkiem weszła do mnie śliczna czarnulka, zapytała czy jestem profesjonalnym bokserem, czy tutaj pracuję, ile już trenuje i w ogóle. Pogadaliśmy chwile, powiedziałem że jutro też będę o 16 na treningu, może wpaść potrenujemy razem :) nie zaprzeczała, popatrzyła jak bije w worek, pochwaliła i "bis morgen.." :) Swoją drogą, turczynki są mega piękne, ona chyba nią była, albo jakąś latynoską. Można by się w niej zakochać, tylko, że ja już jestem zakochany, więc odpada :)
i to nie tylko w boksie :)
Takie słowa motywują od nieznajomych ludzi i to bardzo :) ten wzrok wszystkich ludzi dookoła kiedy jestem na sali, boksuje, tańczę boksersko w rytm oczywiście swojej własnej polskiej muzyki, skakanka, worek.. Coś pięknego. najszybsze dwie godziny :)
Jest progres. Technika dobra, szybkość, moc, jak
przed treningiem kompletnie nie miałem humoru i nerwy, tak po treningu jestem w innym świecie. Tym pięknym świecie. Za to kocham ten sport, po prostu KOCHAM :) żyje dla niego.
20 września mam najważniejsze zawody w swoim życiu, pierwsze takie, już się stresuję. Gwardyjskie Mistrzostwa Polski. Co rok Gwardia na nie jeździ, chce pojechać tam i się pokazać, bo czuje progres i czuję, że mogę zawalczyć :) tylko muszę konkretną kondycję odwalić. Ogólnie, mój największy cel to mistrzostwa Polski seniorów/młodzieżowców. Tam siebie już niestety marnie widzę, ale chcę pojechać spróbować. Jakby doszło np do walki z takim Trycem, czy Życińskim, to już jest sukces.
Zawsze tylko ich walki oglądałem, byli zawsze mistrzami, najlepsi, a teraz? możliwe, że będę mógł z nimi walczyć. Ta świadomość daje mi kopa. Tylko, że to dopiero jakoś w lutym/marcu 2015. Dużo do tej pory może się stać :)
Pyerdolony nektar szczęścia, nigdy dość! :)