Znam autora tego artykułu nie od dziś i możesz mi wierzyć, że nieco zweryfikował swoje poglądy zwłaszcza pod wpływem niejakiego Wilka.
Walka na ulicy z kilkoma przeciwnikami jest niemożliwa, ale możliwe jest uniknięcie pobicia właśnie przez 3 - 4 strzały i ucieczkę. Grapling tu odpada i nawet judocy nie rzucają tak szybko jak uderzają bokserzy. Oczywiście, nie chcę tu być posądzony o jakiś kretynizm, graplerzy również dają sobie radę w samoobronie, ale nie są to duszenia czy
walka w parterze (tylko rzuty judo/zapasy). Uważam, że BJJ z wszystkich sportów graplerskich w samoobronie właśnie przydaje się najmniej.
W kwestii Cro Copa masz rację, jego atutem było potężne kopnięcie na głowę, ale mimo wszystko było mu znacznie bliżej do pięściarstwa niż do MMA (gdzie uczył się graplingu niemalże od zera), a jednak wybrał MMA. Jeśli chciałby odnosić sukcesy w boksie zawodowym w jego wadze, musiałby się jeszcze raz urodzić.
Boks jest pięknym sportem, ma wspaniałą tradycję, jest prosty i skuteczny. Fajne w boksie jest to, że przez lata treningu zawodowcy dochodzą do takiej perfekcji w zadawaniu ciosów i unikach, że poruszają się jak cienie (jak ci z "Matrixa"). Jest też świetnym sportem wyrabiającym obok kondycji i siły, podstawowe umiejętności w samoobronie (w większości wystarczające). Nie rozumiem dlaczego w Polsce tak podupadł, w Anglii boks trenuje ogromna rzesza ludzi, młodszych i starszych. Faceta po 35 roku życia, który nigdy nie był na treningu SW, ciężko jest wysłać na MMA - bo niski poziom kondycji i wygimnastykowania, skończyłby się dla niego poważną kontuzją. Na boksie natomiast może zrzucić wagę, poruszać się, nauczyć się bronić. Spotkałem w Anglii wielu ludzi właśnie w takim wieku, trenujących rekreacyjnie 2 - 3 razy w tygodniu i wierzcie mi, z samoobroną w większości nie mieliby problemu.