Witajcie, dzisiaj po całym dniu na uczelni, po basenie, lekkiej atletyce itd... przyszedł czas na trening na który poszedłem odrazu po powrocie z uczelni przepakowując tylko torbę treningową.
Nie udało mi się niestety zrealizować pełnego schematu podejść napisanego przez Kondzia, ale progres jest znaczny, ostatnio był problem z serią 120x6 dzisiaj poszło samodzielnie, 130x3 również w sam, schody zaczeły się później 135x2 jeszcze powalczyłem, ale 140x2 już zakończyło się klęską. zrobiłem samodzielnie 1,25 powtórzenia potem pomoc lekko palcami od asekurującego.
Na skosie dodatnim skończyłem 100kg x5.
Następnie 4 serie rozpiętek i zabrałem się za tricepsy. Cały czas doskwiera mi ból lewego przedramienia/nadgarstka i dyskomfort/
kłucie w łokciu... Do końca programu już w sumie ostatnia prosta, więc cisnę do końca- gdy zrealizuje cel a program dobiegnie końca na pewno wrócę do swoich treningów i dam odpocząć klatce i tricepsom. Ciężary pójdą w dół a zakres powtórzeń ulegnie zmianie i nie zejdę poniżej 6 ruchów w serii.
Uważam, że progres z tygodnia na tydzień jest- mimo, że nie jest on fenomenalny a założenia treningu ciężko jest zrealizować w pełni, to cel mam nadzieję uda się osiągnąć... Na pewno nie stoję w miejscu z ciężarem i to mnie bardzo cieszy, szkoda tylko że nie mogę bez obaw szaleć z ciężarami bo przeszkadzają mi urazy, a Wy jak myślicie? Cel juz blisko, ale czy mi się uda?
PS: Dostałem dzisiaj ostatni już kod od sklepu SFD.
Na dniach zamawiam ostatnią pakę z suplementami, których już mi zaczyna brakować

.