Nawał pracy, i ciężko coś skrobnąć, więc bardzo króciutko.
W piątek podejście niebieskim szlakiem do Murowańca. Pada, ale nie tragicznie, nic nie widać, chmury nisko - żmudne, nudne podejście. Wyjazd firmowy, cały przekrój ludzi, wlekę się na końcu asekurując koleżkę, który dogorywa, ostatnim wysiłkiem łapią oddech. Ale nie marudzę, kiedyś mnie tak ludzie pilnowali. Czas 1:51, 4,8 km, 536 metrów w górę i 61 w dół.
W sobotę leje, tylko bardziej ;) Jednak decydujemy się ruszyć sprawdzić górne partie i podejść pod Krzyżne. Zmuszeni jesteśmy niestety zawrócić, kiedy szlak zaczyna się wznosić - oblodzenie, sporo śniegu powodują, że o ile podchodzi się względnie łatwo, to zejście bez raków byłoby katastrofą. Zawracamy więc, i podążamy w stronę schroniska. W butach chlupocze, ciuchy przemoczone, nudny dzień bez widoków - ale traktuję to jako trening i jestem zadowolony. Czas 4:21, 9,38 km, 472 metrów w górę i 471 w dół.
Niedziela - olśnienie :) Niebo bez chmurki, przepiękne słońce i ośnieżone góry dookoła :) Jednakowoż w mediach ostrzeżenia, więc planujemy testowe podejście na Przełęcz Świnicką. W okolicach 1700 metrów znowu lód i śnieg, lekka nerwówka, ale słońce operuje więc na miękkim śniegu z podchodzeniem nie ma tragedii. Aczkolwiek na urodziny zażyczę sobie raki ;) Wszyscy oprócz jednego kolegi nie decydują się jednak na zdobywanie Świnicy - rozsądek zwycięża. Granią kierujemy się w stronę Kasprowego, przepiękne słońce, widoki i lżej na duszy, bo wiadomo, że teraz już będzie z górki ;) Na Kasprowym czekamy na kolegę ze Świnicy, który wraca zadowolony, aczkolwiek lekko przestraszony - i razem wracamy do Murowańca. Po drodze wyprzedzam wszystkich i robię lekki trening zbiegania - oj, przydałyby się buty biegowe ;) Odległość 8,70 km, czas 4:43, w górę 938 metrów, a w dół 888.
W poniedziałek znowu praca zdalna, więc wyruszamy około 14stej. Murowaniec żegna nas upałem i przepiękną panoramą Tatr, a niebieski szlak tym razem zachwyca widokami. 4,66 km, 1:38, 65 metrów w dół i 569 w górę. Po drodze mija nasz trójka ultrasów, w tym jedna kobieta, jak pociąg pospieszny pędzą w dół :) jeden chyba to był Marcin Świerc, ale pewny nie jestem
Ogólnie pierwszy wyjazd, po którym absolutnie
nie mam zakwasów. Noga podawała, tętno spokojne, odpukać coś te treningi dają ;) Luźno do tego stopnia, że dzisiaj rano po 4 godzinach snu S&S, a po pracy będzie bieg do domu.
S&S:
Rozgrzewka: 3x5 hip bridge, goblet squat, halo 5x5, 16 kg,
swing jednorącz 5x10 24 kg, 5x10 kg,
16, 24, 16, 24, 16, 24, 16, 24, 16, 24
TGU 16 kg x 3, 24 kg x 2
16, 24, 16, 24, 16
rozciąganie
Aha, i korzystając że darmo było to żarłem jak smok ;) Kwaśnica, schabowy, gulasz - Murowaniec zachwyca kuchnią :) Tym bardziej po wysiłku ;) Czasu mało więc w ramach zajawki tylko jedna fotka z telefonu, w najbliższym czasie więcej ;)
